Zieleń jest naszym wspólnym interesem [Rozmowa]
Projekt budżetu na 2016 rok wydaje się być bardzo zielony. Mimo wszystko spora jego część idzie na wykupy gruntów i inwestycje związane z parkami oraz zadaniami z ubiegłorocznego budżetu obywatelskiego. Standardowo na utrzymanie zieleni miejskiej jest mniej niż 20 mln złotych. Mimo wszystko dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej Piotr Kempf jest dobrej myśli i zapowiada: naszym wspólnym interesem jest zieleń.
Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Na utrzymanie zieleni mamy 14 mln zł, do tego 3 mln na inwestycje. Wiem, że były dyrektor ZIKiT-u, Jerzy Marcinko, nie był zadowolony z podobnej kwoty. A Pan?
Piotr Kempf, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej: Byłbym bardziej zadowolony, gdyby było ich oczywiście więcej. Natomiast, gdy patrzymy na budżet na zieleń, to trzeba patrzyć całościowo. I tu mamy naprawdę dużą kwotę na wykup Zakrzówka oraz innych terenów, o które domagają się mieszkańcy. Na te zadania uzbierała się kwota 30 mln złotych.
Jeśli chodzi o utrzymanie, to podobna kwota była w 2015 roku. Umówiłem się z panem prezydentem, że jak znajdą się jakieś oszczędności, to nasz budżet będzie uzupełniany. Mam też nadzieję, że w następnych latach kwota będzie utrzymana, a nie będzie tak spektakularnych wykupów gruntów, co automatycznie przełoży się na zwiększoną ilość pieniędzy na utrzymanie i inwestycje.
Te 3 mln złotych na inwestycje wystarczy?
Nie jest to mała kwota. Mamy pieniądze na realizację tych zadań, które do tej pory były przygotowywane przez ZIKiT. W planie jest np. park Duchacki za milion złotych. Ważne jest również to, że znalazły się pieniądze na przygotowanie dokumentacji parku Krakowskiego czy parku Bednarskiego. W ogóle od tych starych parków powinniśmy zacząć.
Oprócz tego są pieniądze na Wiśniowy Sad, park Ratuszowy…
Tak, dobrze, że jest kontynuacja zadań. Ogólnie traktuję ten budżet jako przejściowy.
Mamy więc kilka milionów złotych na parki. Pytanie tylko, czy wyrobimy się w tym roku?
Na razie wstrzymam się z jakimikolwiek datami. Sam muszę stworzyć taki harmonogram. I zależy to oczywiście od ostatecznego kształtu budżetu. Cieszy mnie też, że uda się stworzyć parki społeczne: Reduta czy Zabłocie. Dobrze, że pojawiły się kwoty na zaspokojenie potrzeb mieszkańców.
Na pierwszej konferencji prasowej w roli dyrektora ZZM stwierdził Pan, że trzeba zainwestować w Planty, trochę je przemodelować. Jaki jest pomysł i budżet na jego wykonanie?
Na pewno w 2016 roku chcemy stworzyć zespół utrzymaniowy. Ci miejscy ogrodnicy mają tylko i wyłącznie zajmować się Plantami, co będzie się wiązało z większą jakością ich pracy. Dodatkowo udało się porozumieć ze wszystkimi, którzy mieli coś do powiedzenia w sprawie Plant. Dzięki temu powstanie plac zabaw, na który mamy środki. Będziemy chcieli stworzyć go jak najszybciej.
Ile pieniędzy w takim razie mamy na Planty?
Za dwa tygodnie będziemy wiedzieć więcej (w grudniu powinien zostać przegłosowany budżet – przyp. red).
Rozumiem, że przetargi na firmy zajmujące się bieżącym utrzymaniem będą ogłoszone, bo do tej pory były kontrowersje…
No tak… Na pewno będą.
Problemem było używanie dmuchaw spalinowych. Między innymi.
Podzielimy Kraków na więcej stref i w związku z tym będzie pracować dla nas więcej firm. W umowach zawrzemy również więcej przepisów umożliwiających karanie podwykonawców, którzy nie wywiązują się z zapisów dokumentu. Wymusi to zwiększenie jakości pracy. Istotne będzie również to, że zyskamy możliwość rozwiązywania kontraktów. Jakbyśmy chcieli zrobić to teraz, to kilka dzielnic zostaje nieobsadzonych. Ciężko znaleźć w krótkim czasie wykonawcę, który by sobie z tym poradził. A w 2016 roku firmy z sąsiedniej strefy mogą w razie kłopotów zastąpić tą nierzetelną.
Zapowiadał Pan rozmowy z dzielnicami, konsultacje z mieszkańcami Krakowa. Co z tego wyszło?
Najwięcej uwag dotyczyło bieżącego utrzymania. Ale też nie można brać całego miasta jako jedno. Inne potrzeby są w centrum – na przykład potrzeba, by koszenie odbywało się sprawnie. Pojawiały się też postulaty o jakość kosiarek. Duży nacisk został również położony na wykup gruntów, ponieważ ich właściciele zabiegają o zabudowę.
Inne potrzeby ma natomiast Nowa Huta. Jest tam dużo zieleni, drzew, a więc potrzeby są inne. Dla mieszkańców ważna jest pielęgnacja, nasadzenia. I właśnie w taki odrębny sposób musimy Nową Hutę potraktować.
Niejednego presja miejskich aktywistów by poraziła. Jak jest z Panem?
Mnie nie paraliżuje. Największym problemem w relacji miasto – aktywiści/ekolodzy jest to, że brakuje komunikacji. Zaufanie między nami dopiero może powstać. Teraz im się wydaje, że działamy przeciwko przyrodzie, co jest nieprawdą. A przecież robimy wycinki martwych, schorowanych drzew, a w zamian sadzimy nowe. Jeśli chodzi o pielęgnację, to również jest to związane z potrzebami. Weźmy na przykład park Duchacki, który powinien stać się rezerwatem i zostać zamknięty, bo w każdej chwili może konar spaść komuś na głowę. Dlatego potrzebne są jakiekolwiek regulacje drzew.
Staram się być na posiedzeniach komisji dialogu obywatelskiego, udostępniać informacje w Internecie. Chcę, by się o zieleni rozmawiało. Kiedyś urzędnicy robili coś w tajemnicy, później ktoś to odkrywał i awantura gotowa. A przecież mamy ten sam interes – jak najwięcej drzew. Tylko one muszą być zadbane. Nie wszystkie też zostaną pomnikami przyrody. Proces wymiany jest nieunikniony. Myślę jednak, że zaczynamy się dogadywać.