Znów gorąco w sprawie referendum. Kolejne doniesienie do prokuratury

Czy działania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego i jego urzędników miały charakter agitacji referendalnej? Doniesienie do prokuratury w tej sprawie złożyli w piątek inicjatorzy nadchodzącego referendum.

Głosowanie coraz bliżej

Referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa odbędzie się już w najbliższą niedzielę, 24 maja.

Przedstawiciele komitetu referendalnego nie odpuszczają do samego końca.

W piątek o godz. 13 pojawili się w tym samym miejscu, w którym kilka dni wcześniej Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców ogłaszało, że składa zawiadomienie do prokuratury w sprawie umów miasta z mec. Kamilem Kociołkiem.

Śledczy będą mieli jeszcze więcej pracy. Inicjatorzy referendum też zapowiedzieli powiadomienie prokuratury o swoich wątpliwościach prawnych, ale dotyczą one innej sprawy.

Jak podkreślają, chodzi o „kampanię prowadzoną przez Aleksandra Miszalskiego w związku z referendum”.

Wątpliwości dotyczą w szczególności sposobu prowadzenia kampanii referendalnej, zasad jej finansowania oraz ewentualnego wykorzystywania zasobów pozostających w dyspozycji władz publicznych. Zawiadomienie ma na celu przekazanie organom ścigania informacji i materiałów, które w ocenie zawiadamiających: powinny zostać zweryfikowane w trybie przewidzianym przez prawo.
Komitet referendalny

– Podkreślamy, że na tym etapie inicjatorzy referendum nie formułują ostatecznych ocen ani nie przesądzają o odpowiedzialności jakiejkolwiek osoby. W ich ocenie sprawa wymaga jednak dokładnego wyjaśnienia przez właściwe organy – przekazał mediom Jan Hoffman, lider komitetu referendalnego.

Na konferencji prasowej sprawę objaśniał mecenas Rafał Zontek. To pełnomocnik komitetu referendalnego.

Chodzi o prosty przepis z ustawy o referendum lokalnym, który zabrania osobom odwoływanym, czyli zarówno radnym, jak i prezydentowi miasta, korzystania ze środków publicznych gminy Kraków w zakresie agitacji i propagandy – podkreślał.

Ta kampania referendalna przebiegała w sposób jawny. Prezydent przedsięwziął szereg działań, które wydawać by się mogło, że były normalnymi działaniami prezydenta. Natomiast była to również agitacja wprost za bojkotem referendum – mówił mecenas Zontek.

Zdaniem komitetu wspomniana kampania ze strony miasta była prowadzona m.in. podczas tzw. ławeczek dialogu.

Składanie podpisów pod referendum
Składanie podpisów pod referendum
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Rafał Zontek przywoływał też inny przykład:

– W jednej z gazetek dzielnicowych pan przewodniczący rady miasta i pan prezydent udzielili wywiadu, gdzie wprost mówili, żeby do tego referendum nie iść. To ewidentna agitacja.

Jest też kolejna rzecz. Pan prezydent zapytany przez jednego z dziennikarzy, ile kosztowała jego kampania, odpowiedział, że nic – wskazywał Zontek.

Zwracał tymczasem uwagę, że różnego rodzaju działania Aleksandra Miszalskiego były związane choćby z wynajmowaniem przestrzeni na spotkania czy z obsługą medialną.

Gdybym ja taką salę chciał wynająć, musiałbym za to zapłacić – dodawał.

– To nie jest tak, że oświetlenie jest za darmo, że kamera jest za darmo itp. Chcemy, aby urząd prokuratorski ocenił tę sprawę. Stwierdzenie prezydenta, że nic nie wydano na kampanię, wzbudziło we mnie co najmniej zdziwienie. Trzeba ocenić źródła finansowania – skwitował.

Podczas konferencji prasowej Jan Hoffman podsumował kampanię komitetu referendalnego i zaapelował do Krakowian, aby 24 maja wzięli udział w głosowaniu.

Dodawał, że inicjatorzy referendum skupiali się w ostatnim czasie na merytorycznych kwestiach, związanych z funkcjonowaniem miasta.

Co na to prezydent?

Tematyka konferencji była znana przed jej rozpoczęciem.

Wobec tego – ok. godz. 8.30 – wysłaliśmy pytania do osób, które ze strony miasta odpowiadają za udzielanie informacji mediom.

Chcieliśmy wiedzieć, czy prezydent Krakowa ma sobie coś do zarzucenia w zakresie, o którym piszą inicjatorzy referendum.

Jak w rozmowie telefonicznej przekazał nam Jan Machowski, wicedyrektor Wydziału Komunikacji Społecznej UMK, strona urzędowa najpierw chce zapoznać się ze złożonym zawiadomieniem, a dopiero później będzie sprawę komentować.