Żonglerka bramkarzami
Wśród piłkarzy i kibiców panuje przekonanie, że najgorzej w drużynie ma drugi bramkarz. W Cracovii Michała Probierza jest inaczej, bo trener nie przywiązuje się do nazwisk. W ubiegłym sezonie każdy z trójki bramkarzy miał kilkanaście występów, a po 12 meczach obecnych rozgrywek miejsce stracił Maciej Gostomski. Teraz swoje pięć minut ma Michal Pesković.
Probierz ima się przeróżnych trików, by jego zespół w końcu złapał odpowiedni rytm i zwyciężał nie tylko od święta. Po ostatnich derbach zmienił kapitana – Janusz Gol zastąpił Michała Helika – i bramkarza. Pasy ograły w niezwykle ważnym meczu Górnika, więc eksperyment można uznać za udany. Tym bardziej, że Michal Pesković, który zastąpił między słupkami Macieja Gostomskiego, dał Pasom pierwsze od 2 września czyste konto.
36-letni Słowak nie miał wiele pracy, bo przeciwnik oddał zaledwie dwa celne strzały. Probierz chwalił go jednak za wprowadzanie spokoju.
– Od dwóch tygodni czułem, że mogę zagrać, więc byłem psychicznie przygotowany, by pomóc kolegom i poukładać naszą grę od tyłu – mówi Pesković.
Probierz zaznacza, że nie skreśla Gostomskiego, który z Wisłą popełnił błędy przy straconych bramkach.
Żonglerka
– Chcieliśmy żeby odpoczął. Cały czas trwa walka na wszystkich pozycjach – mówi opiekun Pasów.
Zmiana bramkarza wcale nie dziwi, bo już w pierwszym sezonie pod wodzą Probierza krakowianie byli ewenementem jeżeli chodzi o grę na tej pozycji. W 37 meczach broniło trzech bramkarzy, a każdy z nich miał po kilkanaście występów. Licznik Grzegorza Sandomierskiego zatrzymał się na 15 spotkaniach, a Pesković i młody Adam Wilk (obecnie wypożyczony do Ruchu Chorzów) rozegrali 11 meczów.
Stolarczyk nie zmienia
Tymczasem w Wiśle numerem jeden niezmiennie pozostaje Mateusz Lis, który dał w tym sezonie kilka powodów, by posadzić go na ławce. Choć Michał Buchalik świetnie zaprezentował się w Pucharze Polski, Maciej Stolarczyk stawia na Lisa.
– Dla mnie pozycja bramkarza jest na tyle newralgiczna, że zawodnik, który na niej występuje, musi czuć zaufanie od trenera i Mateusz takie zaufanie ode mnie dostał. Nie skreślam żadnego zawodnika po jednym błędzie. To musi być dłuższy okres, w którym zawodnik prezentuje słabszą dyspozycję, choć oczywiście pochylamy się nad każdym błędem – mówił we wrześniu opiekun Białej Gwiazdy.