16 milionów to za dużo. Miasto nie kupi Lasu Borkowskiego
Magistrat odrzucił ofertę zakupu Lasu Borkowskiego za kwotę 16 milionów złotych. Miasto jednak nie zamyka się na negocjacje.
– Ustawa o finansach publicznych nie pozwala kupować miastu terenów powyżej ich rzeczywistej wartości – poinformowała dzisiaj Monika Chylaszek, rzeczniczka prezydenta Krakowa.
Odmowa zakupu spornego terenu nie zamyka jednak drogi do negocjacji. Według urzędniczki, dotychczas właściciel nie przedstawił rzetelnej wyceny spornego terenu ani błędów w wycenie przeprowadzonej na zlecenie Magistratu. – Zawsze jest tak, że jeżeli ktoś chce coś sprzedać, a ktoś chce coś kupić, to potrzebna jest dobra wola obu stron. Dobra wola po stronie miasta jest. Jesteśmy otwarci na rozmowy, jeżeli tylko właściciel wykaże błędy lub przedstawi inną wycenę, bo przypomnijmy kwota 16 milionów zł, którą nam podał, nie była oparta o wycenę – wyjaśniła.
Wycinka niemożliwa
Podkreśliła, że drzewa w Lesie Borkowskim nie trafią jednak pod topór. Przedstawiciele Wydziału Kształtowania Środowiska stwierdzili w nim bowiem obecność chronionych gatunków zwierząt. – Wczoraj pracownicy WKS wraz z przedstawicielami organizacji ekologicznych byli na miejscu i stwierdzili, że są tam gatunki chronione prawem, są tam gniazda zasiedlone przez ptaki, jak i dziuple zamieszkałe przez inne zwierzęta. Właściciele zostali poinformowani, że jakakolwiek wycinka może być naruszeniem Ustawy o Ochronie Przyrody. Pismo zostało wysłane mailem, zostanie również dostarczone pocztą – dodała Chylaszek.
Zapewniła, że zgodnie z przepisami miejscowymi teren Lasu Borkowskiego nie może zostać zabudowany. – Tutaj chodzi o zachowanie terenu zielonego. Ten teren jest zapisany w studium jako zieleń. To nie będzie tak, że jeżeli właściciel nie sprzeda tego terenu miastu, a odsprzeda komuś innemu, to ten ktoś postawi tam bloki. Tam bloków nigdy nie da się postawić, tak mówi studium – przypomniała.
Wczoraj prezydent Jacek Majchrowski podkreślał, że sztuczne windowanie ceny nieruchomości jest mało elegancką próbą szantażu wywieranego na magistrat, mogącego pociągnąć za sobą kolejne, podobne roszczenia.