Autobus czerwony po deptaku przez Wałową sobie mknie. Czy to tlen dla wymierającego traktu?
Ulica Wałowa w Tarnowie jest tym dla miasta, czym Basztowa w Krakowie czy wiedeński Ring.
To jedna z wizytówek prawie 700-letniego grodu. To po niej przed wojną jeździły tramwaje, to tam w dużej mierze toczyło się życie kulturalne w XIX wieku. Tam posiadali kamienice najznamienitsi obywatele miasta.
W latach PRL była to jedna z ważniejszych arterii komunikacyjnych. Starsi mieszkańcy pamiętają czas, że ruch tym traktem odbywał się w obie strony.
Rewolucja w jej wyglądzie nastąpiła w czasach tzw. „Pierwszego Bienia”, czyli na początku lat 90. ubiegłego wieku. Miastem rządził zarząd, któremu przewodził właśnie prezydent Mieczysław Bień.
„Uliczne rewolucje”
Wówczas ulica diametralnie zmieniła swój wygląd. Z ruchliwego traktu stała się reprezentacyjnym deptakiem.
Dokonano wówczas prawdziwej rewolucji. Zamurowano podcienia, zdarto asfalt, który wymieniono na kocie łby, na cztery wiatry przepędzono stamtąd ruch kołowy.
Wałowa miała stać się urokliwą uliczką pełną kafejek czy butików. Miejscem, które tętni życiem. Jak, nie przymierzając, ulica Floriańska w Krakowie.
Czas jednak bardzo brutalnie zweryfikował te ambitne zamierzenia. Owszem, piękna zabudowa secesyjna ocalała. Ale gastronomii mamy tam jak na lekarstwo, a zamiast sklepów z luksusowymi markami – napotykamy witryny, na których wiszą kartki z napisami: „Likwidacja”, „Do wynajęcia”.
A i poczynione w ostatnich latach inwestycje kulturalne w tym miejscu też nie okazały się wartością dodaną. Multimedialne Centrum Artystyczne, którego budowa niemiłosiernie się ślimaczyła, urodą nie powala. Postawiony w sąsiedztwie renesansowej baszty budynek został pogardliwie ochrzczony przez mieszkańców „budą z kebabem”. A w piwnicach wciąż czuć wilgoć.
Postawione parklety i donice również bezlitośnie obsobaczono. Nieco bardziej spodobały się natomiast „nasadzenia złożone z zieleni wysokiej i niskiej”. Ale już pomysł alei z drzew – nie.
Bez zmian pozostaje jedno. Po zmroku po Wałowej hula wiatr. I ze świecą szukać tam żywej duszy.
Przestańmy siedzieć i płakać
Reanimacja ulicy Wałowej to temat, który zawsze ożywa przy okazji kolejnych kampanii wyborczych. Nie inaczej było ostatnio. Swój pomysł w tej kwestii przedstawiał m.in. obecny prezydent Jakub Kwaśny.
Wrócił do sprawy przed kilkoma dniami. I na swoim oficjalnym profilu wprost zwrócił się do Tarnowian: „Czy autobusy powinny wrócić na Wałową?”.
Testowe jazdy miałyby się odbywać od wakacji pod warunkiem wszakże, że uda się znaleźć odpowiednie auto z taboru Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego.
No to wsiadamy i jedziemy
Włodarz miasta zaproponował także trasę dla wspomnianego pojazdu.
Kurs rozpoczynałby się na pętli przy ul. Pułaskiego, skąd jechałby ul. Krakowską w górę aż do ul. Wałowej. Następnie przejeżdżałby całą Wałową do ul. Lwowskiej, gdzie skręcałby w lewo i kierował się do ronda.
Sęk w tym, że nie wiemy, którego, gdyż przy tej ulicy mamy dwa takowe. Przy II LO i nieopodal Cmentarza Żydowskiego. Ale to drobnostka.
W drodze powrotnej pojazd zawracałby ul. Starodąbrowską, Kołłątaja, Bernardyńską po czym skręcał w prawo – obok siedziby Zarządu Dróg i Komunikacji – w ul. Szeroką, by ponownie wjechać na ul. Wałową.
Z niej autobus kierowałby się w dół ul. Targową, przez Burek, następnie ul. Najświętszej Marii Panny, skręcał w ul. Narutowicza i dojeżdżał ponownie do ronda przy ul. Krakowskiej.
Stamtąd jechałby już prosto na pętlę przy ul. Pułaskiego.
– Co o tym myślicie? Czekam na Wasze opinie w komentarzach! – podsumował swoją propozycję prezydent.
Gdzie dwóch Tarnowian, tam trzy zdania
Jak można przypuszczać, Jakub Kwaśny swoim pomysłem wsadził kij w mrowisko. Kilkaset komentarzy pod postem wyrażały z jednej strony entuzjazm, a z drugiej druzgocącą krytykę dla wspomnianej idei. To pomysł, który w europejskich miastach, dysponujących potencjałem turystycznym, jest normą.
Jedno jest pewne, postem prezydent nie tylko wywindował zasięgi swojej strony, ale wykopał z niebytu uśpiony innymi problemami temat.
Idziemy na ulicę Wałową. Przed południem tętni na niej ruch. Widać uczniów, przemykających kleryków pobliskiego seminarium, z samochodów wyładowywany jest towar. Rozpytujemy o sens uruchomienia komunikacji autobusowej w tym miejscu.
Przychylnym okiem patrzy na pomysł Jakuba Kwaśnego Jerzy „Kobra” Drobot, znany tarnowski basista.
Bądźmy jak Lizbona albo San Francisco!
Marek Ostrowski to znany tarnowski przedsiębiorca, zarządzający m.in. nieruchomościami Książąt Sanguszków, które pozostały w Tarnowie. Prowadzi także hotel przy Wałowej i tam też ma swoje biura. Do niedawna prowadził restaurację. Szału nie było, więc ją sprzedał. Swoje biura ma właśnie przy ul. Wałowej. Ze swoim przedmówcą się nie zgadza.
– Pomysł dla mnie jest bez sensu. Co to zmieni? Moim zdaniem nic. Jeśli już myślimy o ożywieniu Wałowej, to poszedłbym odważniej – zaczyna swoją przemowę.
I strzela z grubej rury:
– Tramwaj! Taki, jak mają w Lizbonie, Neapolu czy San Francisco. To jest prawdziwa atrakcja, a nie jakiś autobusik czy rzęch. Jaki to problem położyć trochę szyn od dworca? Trakcji nie trzeba, bo są pojazdy na akumulatory. Myślałem już o takim rozwiązaniu przy remoncie ul. Krakowskiej, ale odbiłem się od ściany – twierdzi.
Ostrowski wie już nawet, gdzie znaleźć pieniądze.
– Skoro potrafili w mieście wygrzebać 19 milionów na zakup akcji Wodociągów od Azotów, to jakieś zaskórniaki są – uśmiecha się.
Dość protezowania. Trzeba menadżera
Radny Seweryn Partyński (PiS), niegdysiejszy kandydat na prezydenta Tarnowa uważa, że pomysł Jakuba Kwaśnego z gruntu nie jest zły. I nie zasługuje na druzgocącą krytykę. Jest jednak pewne „ale”.
I do kotła pomysłów wrzuca kolejny. Wykraczający poza perspektywę sunącego po Starówce autobusu. A pomagający w rozwoju całej dzielnicy:
– W kampanii wyborczej lansowany, także przeze mnie, był pomysł stworzenia instytucji Menadżera Starówki. To pomysł, który w europejskich miastach, dysponujących potencjałem turystycznym jest normą. I taki człowiek dbałby o spójną wizję najpiękniejszego fragmentu miasta. A autobusik? Pojedzie, ktoś skasuje bilet, ktoś nie. I tyle...