Dlaczego w Tarnowie po zmroku nie palą się lampy uliczne? Bo urząd nie podpisał jeszcze umowy

Nad częścią Tarnowa po zmroku zapadają egipskie ciemności. Nie świecą się latarnie. Inne działają „na pół gwizdka”. Czemu? Bo miasto nie podpisało umowy z „Tauronem”.

Z naszą redakcją skontaktowała się mieszkanka ulicy Skorupki w Tarnowie. To wieloletnia nauczycielka tarnowskich szkół. Od kilku lat przebywa na emeryturze. Czas dzieli między wyjście na zakupy czy do biblioteki, niedzielny kościół, czasem spotkania z przyjaciółkami.

„Czuję się jak obywatelka drugiej kategorii”

Ostatnio jednak ma coraz mniejszą ochotę na opuszczanie swoich czterech ścian. Powód? Po zmroku na ulicy, przy której mieszka od dziesięcioleci, wieczorem jest ciemno, że oko wykol.

Jako dowód przesyła nam zdjęcie.

– To niepojęte, że w XXI wieku nie dość, że wracam idąc po dziurawym chodniku, to dodatkowo nic nie widzę. Nie wiem, czego się bardziej obawiać: skręcenia nogi czy tego, że jakiś oprych może mnie napaść – mówi ze smutkiem w głosie.

Nasza Czytelniczka zwraca uwagę, że nie mieszka na jakiś peryferiach Tarnowa tylko niemal w centrum miasta.

Wszak ul. Skorupki to odnoga ul. Krakowskiej, tuż obok Galerii Tarnovia i dużej szkoły.

Zauważa też, że podobna sytuacja ma miejsce także przy sąsiednich ulicach. Ciemnością spowite są choćby ulice Bolesława Prusa czy Stanisława Kassali. To o tyle newralgiczne miejsca, że w pobliżu znajduje się duże skupisko garaży oraz osiedla bloków mieszkaniowych.

– Czuję się jak obywatelka drugiej kategorii. I zastanawia się, na co idą jej podatki – mówi na koniec.

Nie mamy jeszcze umowy. Ale cierpliwości, negocjujemy...

W urzędzie słyszymy, że problemy z oświetleniem czy doświetleniem ulic w Tarnowie są przejściowe. Ale powód zaciemnienia ulic jest o tyle prozaiczny, co niepokojący.

– Nie mamy jeszcze podpisanej umowy z Tauronem na usługę oświetlenia ulic w tym roku. Jesteśmy na etapie negocjacji, bo chcemy podpisać nowy dokument i uzyskać jak najlepszą cenę. Bardzo przepraszam Państwa Czytelniczkę. Prosimy zgłaszać każde tego typu zdarzenie. Będziemy się starali coś radzić na bieżąco – twierdzi Maciej Włodek, zastępca prezydenta Tarnowa, w którego pieczy jest między innymi infrastruktura miejska.

Czytelnika, którego informujemy o odpowiedzi uzyskanej z Mickiewicza, ta odpowiedź – mówiąc bardzo oględnie – nie satysfakcjonuje.

– Czyli co? Mam kupić sobie latarkę i świecić pod nogi? Przecież to jest niepoważne. Władze miasta nie od wczoraj wiedziały, że umowa się kończy i trzeba pomyśleć o nowej. Rozmawiałam z panami z Tauronu. Mówią, że do samej wymiany jest kilkaset żarówek. I powiedzieli, że może to trwać miesiącami – kręci głowa nasza Czytelniczka.

Najczarniejszy scenariusz raczej nie powinien się spełnić. Tak przynajmniej słyszymy.

To nie jest tak, że nagle latarnie w całym mieście zgasną. Z dostarczycielem usługi rozliczamy się na bieżąco, płacąc ryczałtem – dodaje Włodek.

Dodajmy, że na tarnowskich ulicach posadowionych jest około dziewięć tysięcy lamp. Blisko 80 procent z nich obsługuje Tauron.