Drewniany kościółek z podkrakowskiej miejscowości odkrywa kolejne tajemnice. Trwa drugi etap prac

Kościół parafialny św. Jakuba Apostoła i św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Raciechowicach od lat niezmiennie zachwyca drewnianą konstrukcją skrytą w cieniu drzew, pięknymi zdobieniami i  kolorowymi polichromiami. Miniony rok był dla świątyni przełomowy. Teraz nadeszły kolejne zmiany.

Historia raciechowickiego kościoła wciąż skrywa wiele tajemnic. Mało kto wie, że obecna świątynia, nie jest pierwszą, która stanęła w tym miejscu. Kościół pw. św. Jakuba Apostoła i św. Katarzyny Aleksandryjskiej to już trzecia z kolei świątynia, która znajduje się na niewielkim wzgórzu w Raciechowicach. Dwa poprzednie kościoły strawił ogień. Z kolei kościół, który dzisiaj możemy podziwiać, został wybudowany przeszło 300 lat temu. Dokładnie w 1747 r. uroczystej konsekracji świątyni dokonał sufragan krakowski Michał Kunicki. W kolejny latach kościół był znacznie rozbudowywany.

Dach został naprawiony

Jak zapewnia nas proboszcz parafii, ks. Maciej Winiarski, w minionym roku kościół z zewnątrz został już odpowiednio zabezpieczony. – Dotychczas udało nam się uzupełnić wszystkie ubytki w dachu, a zniszczone gonty wymieniliśmy na nowe. Dach został też umyty pod ciśnieniem i pomalowany ochronnym preparatem – zaznacza. To właśnie te prace okazały się kluczowe, ponieważ szczególnie sufit świątyni powoli zaczynał się odkształcać pod wpływem przeciekającego dachu. Szczególnie mocno ucierpiały na tym zdobiące go polichromie.

Pierwszy etap pac dobiegł końca

Pierwszy etap prac konserwatorskich rozpoczął się w czerwcu minionego roku. Wówczas w kościele zostało rozstawione wysokie, drewniane rusztowanie. To właśnie wtedy konserwatorzy musieli uporać się z bardzo trudnym zadaniem, jakim było określenie z jakimi nawarstwieniami będą mieli do czynienia podczas tych prac.

– To były prace, które musiały zostać wykonane jak najszybciej, ponieważ stan malowideł był naprawdę bardzo zły. Płótna odklejały się cały pasami, przeciekał dach i zapadał się strop – mówi Marcin Książek, konserwator zabytków.

Najpierw konserwatorzy przystąpili do wykonania odkrywek wielkoformatowych m.in. nad nawą na stropie. Jedna z nich została specjalnie wyeksponowana nad chórem. Dzięki temu każdy może teraz zobaczyć fragment malowidła, który pierwotnie zdobiło strop świątyni. Podczas pierwszego etapu prac konserwatorzy odkryli, że w raciechowickim kościele można zaobserwować przynajmniej dwie warstwy malarskie. Jedna z nich to ta, którą widzimy obecnie.

Została ona przemalowana po wcześniejszej formie przez lokalne malarki ok. 40-50 lat temu. Stworzył ją około 1930 roku wielicki artysta – Stanisław Wymiatałek. Konserwatorzy zaznaczają, że to praca, która została wykonana niezbyt precyzyjnie. Nad chórem powstała ona bezpośrednio na deskowaniu, a dalej na stropie – po prostu na płótnach, które zostały przytwierdzone na dwustronnych taśmach i pinezkach.

– Pod wpływem czasu, jak i w skutek przeciekającego dachu, płótna te zaczęły się odklejać. Od samego początku wiedzieliśmy, że będziemy tu mieli naprawdę dużo pracy. Co więcej, w niektórych miejscach na ścianach możemy zobaczyć odkrywki, które powstają niemal samoistnie, ponieważ wierzchnia warstwa pod wpływem różnych czynników cały czas się złuszcza – mówi Książek.

Druga warstwa, znacznie starsza, na ścianach i stropie raciechowickiego kościoła to dekoracje w formie linearnej. Konserwatorzy zgodnie zaznaczają, że to „dobrej klasy malarstwo”. Dlaczego zatem nie zdecydowano się na zrobienie pełnych odkrywek w całym kościele? – To przede wszystkim ogromne wyzwanie dla konserwatorów, jak również ogromna zmiana wyglądu świątyni. Ciężko powiedzieć, czy tak duża metamorfoza zostałaby zaakceptowana przez lokalną społeczność – mówi nam Marcin Książek.

– To co musieliśmy zrobić w ramach pierwszego etapu prac, to dokładnie oczyścić kolejne partie płótna i je podkleić, a także zaimpregnować drewno. Poprzedni malarze wykonywali swoją pracę bez konkretnego oczyszczania powierzchni, przez co teraz mieliśmy znacznie więcej pracy. Na koniec zajęliśmy się uzupełnieniem barwnej warstwy malarskiej - dodaje.

W ramach pierwszego etapu prac konserwatorzy zajęli się również balustradą chóru, a także konserwacją obrazu św. Jana. Pierwszy etap, podczas realizacji którego z konserwatorami prowadzącymi prace współpracowały konserwatorki Joanna Babraj oraz Dorota Narowska, zakończył się tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2024r.

Trwa drugi etap prac

Jak mówią nam konserwatorzy, którzy prowadzą prace w raciechowickim kościele, drugi etap prac nie jest w stanie ich już niczym zaskoczyć. – Po ubiegłorocznych pracach wiemy już czego możemy się tutaj spodziewać – mówi Jan Chodorowicz, konserwator dzieł sztuki.

Drugi etap rozpoczął się w połowie czerwca i ma potrwać do końca września. – Na ten moment mogę powiedzieć, że wykonaliśmy blisko 70 proc. zaplanowanych prac. Każdego dnia pracuje tu zespół około 10 osób na czele z konserwatorką dzieł sztuki Justyną Machnik. Aktualnie kończymy prace techniczne i zostanie nam do wykonania tzw. konserwacja estetyczna czyli uzupełnianie malowaniami – dodaje Marcin Książek.

Tym razem konserwatorzy skorzystali z pomocy metalowego rusztowania. – Musieliśmy przygotować te prace w taki sposób, aby kościół przez cały czas mógł normalnie funkcjonować, tzn. żeby według codziennego porządku mogły się odbywać msze św., śluby i pogrzeby. Kluczowe dla nas było to, żeby rusztowanie zarazem nie zasłaniało ołtarza, ale i zapewniło nam jak najlepszy dostęp do ścian i sufitu prezbiterium – zaznacza Jan Chodorowicz.

Po przygotowaniu całego zaplecza konserwatorzy ponownie przystąpili do badań odkrywkowych. – Musieliśmy ustalić do jakiego momentu będziemy odsłaniać tę polichromię. Następnie przystąpiliśmy do zdejmowania przemalowań za pomocą skalpeli i preparatów chemicznych – mówi Książek.

– Na początku prac zawsze kluczowe jest znalezienie odpowiedniej metody, która w jak najmniejszym stopniu może uszkodzić strukturę malowideł. Dlatego do zdjęcia zabrudzeń powierzchni - typu sadza czy kurz - zastosowaliśmy chociażby gumy chlebowe – dodaje Chodorowicz.

Konserwatorzy zgodnie zaznaczają, że malowidła w prezbiterium zachowały się w znacznie lepszej kondycji niż te w nawie głównej. – Oczywiście tutaj też mamy do czynienia z podklejaniem taśmą dwustronną czy przybijaniem gwoździkami, ale jest tego znacznie mniej – mówi Książek.

Również i ten etap prac nie obył się bez niespodzianek. – Na stropie udało nam się znaleźć sygnaturę autora malowideł czyli Stanisława Wymiatałka. Jest ona w bardzo dobrym stanie i oczywiście zostanie należycie wyeksponowana. Oprócz tego zostawimy też fragmenty odkrywek. Co prawda znacznie mniejsze niż ta nad chórem, ale takie małe, żeby potwierdzić istnienie tej wcześniejszej warstwy  – podkreśla Marcin Książek.

Najlepszy czas na prowadzenie takich prac

Konserwatorzy zgodnie zaznaczają, że lato to najlepsza pora roku do prowadzenia tego typu prac. – Teraz jest idealnie. W takich starych, drewnianych kościołach najgorzej pracuje się w zimie, kiedy jest wilgotno i dodatkowo nie ma ogrzewania. Teraz, latem możemy sobie swobodnie otworzyć okna, zrobić przeciąg, a i preparaty które stosujemy są przystosowane do temperatur plus 20 stopni – podsumowuje Chodorowicz.

– Po zakończeniu prac kluczowe będzie systematyczne sprawdzanie stanu gontu na dachu. Zaleca się by co około pięć lat go impregnować i na bieżąco naprawiać uszkodzenia. Jeśli to wszystko będzie dopilnowane, to te polichromie przetrwają długie lata – zaznacza Książek.

Zarówno pierwszy, jak i drugi etap realizowany jest przez konsorcjum dwóch firm: Midas Konserwacja Dzieł Sztuki Marcin Książek, oraz firmę Konserwacja Zabytków Jan Chodorowicz.

To jednak nie koniec wielkich planów. Proboszcz parafii mówi nam, że w kolejnych latach planowane jest też odnowienie drugiej ściany w prezbiterium, a także ścian nawy głównej. Renowacji wymaga też Ogrójec, który znajduje się na zewnątrz prezbiterium kościoła.