Duży brak zaufania. Nowy dyrektor o kulisach krakowskiego sportu

Staram się zmieniać nastawienie „zawsze tak było, więc po co to zmieniać”. Powoli mi się to udaje – uważa dyrektor ZIS-u.

Michał Knura, LoveKraków.pl: Ułożył pan ZIS na swoją modłę?

Tomasz Marzec, dyrektor Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie: Na początku powiedziałem pracownikom, że każdy dostaje szansę. Nigdy nie opieram się wyłącznie na opinii zewnętrznej, więc chciałem osobiście przekonać się, jak funkcjonuje każdy z działów. Doszło do kilku roszad personalnych – ale nie od razu, po kilku miesiącach. Udało nam się przeorganizować funkcjonowanie jednostki, ale nie jest to końcowy efekt, który chciałbym uzyskać. To krok w obranym kierunku, by lepiej nam się pracowało. 

Ludziom pracowało się źle?

Miałem wrażenie – i cały czas je mam – że niektóre działy dublowały się pracą, bądź zakres niektórych działów był trochę większy od innych. Chciałem zmienić to, że jedni pracują mniej, a drudzy więcej. Wszystko, co robimy, robimy dla mieszkańców. Ważne, by wśród pracowników panował sprawiedliwy podział obowiązków. 

Zmiany w krakowskim sporcie

Osoby z zewnątrz nie kryją, że w Krakowie trudno coś zmienić. Na wielu płaszczyznach jest konserwatywne podejście. Czy w sporcie też rzuciło się to panu w oczy?

Uśmiecham się, bo staram się zmieniać nastawienie „zawsze tak było, więc po co to zmieniać”. Powoli, ale konsekwentnie to wprowadzam, tłumacząc, dlaczego do pewnych spraw warto podejść inaczej. Musimy rozmawiać o zmianach, by pokazać, do czego tak naprawdę dążymy. Na pewno wszystkiego nie zmienimy od razu, ale też nie chodzi o to, żeby wszystko wywracać do góry nogami.

Tomasz Marzec
Tomasz Marzec
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Czyli się nie myliłem z tym konserwatyzmem.

Muszę podkreślić, że od początku odczułem dużą chęć pomocy ze strony osób związanych z krakowskim sportem – zarówno decydentów, przedstawicieli klubów, jak i dziennikarzy. Pokazują mi, z jakimi problemami się mierzą, a ja staram się pomagać w ich rozwiązywaniu. Myślę, że udało mi się zyskać zaufanie środowiska. Z tego miejsca chciałbym szczególnie podziękować wiceprezydentowi Łukaszowi Sękowi za otwartość i zaufanie oraz dyrektor Wydziału Sportu Barbarze Mikołajczyk, której doświadczenie i zaangażowanie od początku naszej współpracy są niezwykle cenne w realizacji wspólnych celów.

Rok na stanowisku to niewiele? Pana poprzednik rządził i dzielił przez ponad 15 lat. 

Ktoś powie, że rok to dużo czasu, ale patrząc z perspektywy liczby spraw, które prowadzi Zarząd Infrastruktury Sportowej w Krakowie, to dla mnie jest to zdecydowanie krótki okres. Część rzeczy w krakowskim sporcie funkcjonowała nieźle. I to „nieźle” trzeba poprawić na „bardzo dobrze”, a to, co działało trochę gorzej, musimy najpierw doprowadzić do poziomu „nieźle” i pracować dalej.

Nie ma kryzysów, są problemy

Z czego jest pan zadowolony? Jeden z radnych uważa, że dopiero musi pan pokazać plan działania. 

Mam nadzieję, że efekty mojej rocznej pracy już widać. Przede wszystkim kluby mają zaufanie do osób zarządzających sportem w Krakowie. Dzięki temu łatwiej jest wprowadzać nowe rozwiązania. Dzięki poprawie komunikacji pomiędzy poszczególnymi działami wewnątrz ZIS i optymalizacji niektórych procesów, oddaliśmy do użytkowania obiekty, których budowa wcześniej się wydłużała. Dodatkowo od października 2024 roku pozyskaliśmy 35 milionów złotych bezzwrotnych środków na realizację inwestycji sportowych. To realne pieniądze, które znacząco wsparły rozwój krakowskiego sportu. 

Wiele zmieniło się również pod względem imprez. Pierwszy raz od kilku lat zanotowaliśmy dodatni wynik finansowy organizacji Cracovia Maratonu, a wszystkie wydarzenia Królewskiej Triady Biegowej w 2025 roku posiadały swoich sponsorów tytularnych. Wprowadziliśmy do Krakowa również nowe wydarzenia o międzynarodowym zasięgu, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem mieszkańców. Myślę tutaj o Pucharze Świata we wspinaczce sportowej na czas czy imprezie triathlonowej Ironman 70.3. To projekty, które już zrealizowaliśmy, a wiele rzeczy jest zaplanowanych. Natomiast muszę przyznać, że na początku mojej pracy widziałem duży brak zaufania. Nie ma co się dziwić, bo przyszła osoba z zewnątrz.

Brak zaufania tylko do pana?

Nie, także do instytucji. To mnie bardzo uderzyło. Na początku zmiany personale nie były kluczowe. Ważniejsze było odbudowanie zaufania społecznego do jednostki. Nasze działania przynoszą efekty, dlatego chciałem podziękować wszystkim pracownikom, którzy wykonują pracę na wysokim poziomie. Drugie podziękowanie jest dla osób z zewnątrz, które są otwarte na rozmowę, choć często to nie są proste tematy.

Sala sportowa
Sala sportowa
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Największe wyzwanie już za panem, czy dopiero przed?

Najtrudniejsze na pewno przede mną. 

Kryzysy też?

W swoim doświadczeniu zawodowym miałem bardzo dużo kryzysów, z których wychodziłem czasem lepiej, czasem gorzej. W przypadku ZIS-u nie mogę używać słowa „kryzys”. Tu czasem są problemy, a raczej wyzwania, z których da się wyjść. Trzeba usiąść, pomyśleć i z chłodną głową znaleźć rozwiązanie. 

Nowa hala w Krakowie

W przyszłym roku ruszy budowa hali Wandy? Ze środowiska sportowego dochodzą do mnie głosy, że obiekt na kilka tysięcy widzów jest potrzebny, ale wybór lokalizacji jest nietrafiony.

Kraków na pewno potrzebuje tej inwestycji. Widzimy to po bardzo dużej zajętości innych obiektów sportowych. Dziś podmioty z zewnątrz, które chciałyby organizować wydarzenia w hali, mają duże trudności. Mamy bardzo dużą Tauron Arenę, na 15 tysięcy widzów, i halę Cracovii dla 800. Brakuje nam wariantu pośredniego. I żeby była jasność – nie jednej, tylko kilku w wieloletniej perspektywie. 

Druga kwestia jest taka, że Kraków tak naprawdę nie posiada drużyn w sportach halowych na wysokim poziomie. Teraz do ekstraklasy wróciła koszykarska Wisły, jest tenis stołowy, ale ogólnie jest duży problem.

Jedna z krakowskich hal - Suche Stawy
Jedna z krakowskich hal - Suche Stawy
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Miasto przez lata nie wspierało sportów halowych. Tam, gdzie są mocne drużyny, jest zaangażowanie samorządu w finansowanie.

Moim zdaniem bardziej brakuje systemowego rozwiązania dla podmiotów, które chciałyby zainwestować pieniądze w dyscypliny halowe. Miałem kilka spotkań z potencjalnymi sponsorami. Powiedzieli mi wprost, że nie ma infrastruktury, w której czuliby się dobrze, mogliby się pokazać, zaprosić partnerów biznesowych. 

Dlatego hala Wandy jest niezwykle potrzebna, a za nią muszą pójść kolejne w innych częściach miasta. Uważam, że wtedy w kilku dyscyplinach halowych jesteśmy w stanie mieć zespoły na najwyższym poziomie. Sponsor dostanie obiekt, w którym będzie mógł się pokazać, a my będziemy mogli być usatysfakcjonowani z jakości infrastruktury.