„Górale konie traktują jak dziewczyny. Meleksy do Morskiego Oka to absurd” [Rozmowa]

– Koń dla górali jest szczególnym zwierzęciem. Szanujemy go i nie robimy krzywdy. Według mnie meleksy do Morskiego Oka to absurd. Niszczymy tradycję Podhala – mówi w rozmowie w LoveKraków.pl prof. Stanisław Hodorowicz, senator ziem górskich oraz przewodniczący Rady Naukowej Związku Podhalan.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Wprowadzenie meleksów na drogę do Morskiego Oka to dobre rozwiązanie?

Prof. Stanisław Hodorowicz: Samej decyzji dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego nie odbieram negatywnie, bo oczywiście można robić rozmaite eksperymenty. Wprowadzenie meleksów w górach traktuję właśnie jako test. Jednak jedne eksperymenty z założenia są bardziej udane, a inne mniej. Ten uważam za nieudany zarówno z punktu widzenia merytorycznego, jak i ducha całego przedsięwzięcia.

Co takiego panu profesorowi przeszkadza?

Z punktu merytorycznego to jest absurd. Meleksy jeżdżące do Morskiego Oka problemu nie rozwiążą. Jak pan sobie wyobraża meleks jeżdżący cicho, który będzie wjeżdżał w turystów? Przecież taki pojazd musi mieć zamontowany dzwonek. Chyba, że chcemy aby prowadzący krzyczeli na turystów i ostrzegali ich, że jadą. Musimy wykonać najpierw głęboką analizę opłacalności tego przedsięwzięcia oraz przeanalizować aspekt bezpieczeństwa.

A może do Morskiego Oka nie trzeba wozić turystów?

To jest zupełnie odrębna kwestia. Tę jazdę do Morskiego Oka odbieram podwójnie. Są ludzie, którzy nie dojdą do jeziora na własnych nogach, takie mamy społeczeństwo. Jeśli wycofamy transport, to ograniczymy dostęp ludzi do Morskiego Oka. Tu można zadać sobie pytanie, czy chcemy to zrobić.

Czyli konie muszą istnieć?

To jest przepiękny regionalizm. Kiedyś zrugowaliśmy totalnie wypas owiec w Tatrach. Teraz po części do tego powracamy, bo stwierdziliśmy na Podhalu, że nie powinniśmy kierować się jakąś modą z Zachodu. Po prostu regionalizmy się u nas sprzedają.

Z ekonomicznego punktu widzenia wycofanie koni z drogi do Morskiego Oka jest de facto likwidacją miejsc pracy dla górali?

Uważam, że z ekonomicznego punktu widzenia to jest bez sensu. Dla wielu rodzin praca fiakrów jest jednym ze źródeł utrzymania. Jak z tego impasu wyjść? Nie ma teraz rozwiązania.

Panie profesorze, a jak pan podchodzi do zarzutów ekologów, który chcą protestować w sprawie wykorzystywania koni do pracy?

Zwierzaka należy szanować, ale i patrzeć też na to, że określone zwierzę jest przystosowane do pewnych celów. Od zarania dziejów, kiedy ludzkość oswoiła konia, to zwierzę wykonywało różne prace, m.in. pomagało w orce. Przecież koń ciągnął zaprzęg i pracował w polu od niepamiętnych czasów. Oczywiście należy w tym wszystkim zachować elementy humanitaryzmu.

Czym dla górali jest koń?

Koń dla Podhalan, dla gazdów podhalańskich jest wyjątkowym zwierzem. W dużej mierze dalej w tym narodzie jest niezwykły dla niego szacunek. Pamiętam czasy, kiedy właściciel konia prowadząc zwierzę do pracy niósł na przykład worki z nawozami. Koń miał trafić do pracy wypoczęty. Nawet przekazywane jest powiedzenie góralskie, że z dziewczyną należy postępować jak z koniem. Należy konia pogłaskać, za grzywę poszarpać, poszeptać do niego – a przejeżdżać. Koń to było coś i jest dalej coś! Jest nieporozumieniem traktowanie jednego czy drugiego wozaka jako człowieka, który z premedytacją znęca się nad koniem, żeby mieć większy zysk. To tylko będzie zysk doraźny, ponieważ za chwilę to zwierzę zejdzie ze świata.

Ale jednak konie na drodze do Morskiego Oka umierają.

Ludzie, którzy chodzą po górach też się przewracają i różne rzeczy się dzieją. Nawet człowiek biorący udział w biegu może umrzeć w trakcie zawodów. Można zastanowić się jednak nad tym, czy jeżeli teraz taki koń wiezie 12 osób, to czy przy wyjazdach na górę zredukować je do 10 osób.