Kapitan Wisły: Absolutnie beznadziejna druga połowa

Gol Carlitosa nie wystarczył, by Wisła Kraków w Poznaniu odniosła zwycięstwo. Gospodarze wyrównujące trafienie zdobyli tuż przed końcowym gwizdkiem, choć z przebiegu gry remis dla krakowian jest najniższym wymiarem kary.

Niedosyt

Kilkanaście sekund zabrakło, by Wisła Kraków z Poznania wywiozła komplet punktów. – Dobrze rozpoczęliśmy ten trudny dla nas mecz. Pierwsi zdobyliśmy gola, ale później przy piłce był już Lech, który stwarzał sobie sytuacje strzeleckie. My wówczas cierpieliśmy i jedynie się broniliśmy. Szkoda, że gospodarze zdołali w końcówce doprowadzić do wyrównania, ale tak czasem bywa – powiedział po spotkaniu trener krakowian Kiko Ramirez.

W szeregach Lecha Poznań nie kryć rozczarowania. Gospodarze, choć strzelili gola dopiero w końcówce, mieli chrapkę na pełną pulę. – Graliśmy z drużyną, która ma w swoich szeregach wartościowych piłkarzy. Szczególną uwagę należy zwrócić na Michała Buchalika, który był w bardzo dobrej formie. Chcieliśmy wywalczyć więcej niż punkt, ale się nie udało. Nie mam pretensji do zespołu, ponieważ dali z siebie wiele i walczyli do końca – zaznaczył opiekun Kolejorza trener Nenad Bjelica.

Samokrytyczni

Surowo postawę Białej Gwiady ocenił jej kapitan Arkadiusz Głowacki. – Remis należy uznać za szczęśliwy. Stracona bramka w doliczonym czasie gry, absolutnie beznadziejna druga połowa, nie ma się co czarować, że celowo się broniliśmy - zostaliśmy zdominowani. Nie zrobiliśmy nic, by podwyższyć rezultat, żeby przejąć na moment kontrolę – podkreślił w klubowych mediach zawodnik.

Wisła choć prowadziła, nie była w stanie przejąć kontroli nad wydarzeniami boiskowymi. – Z biegiem czasu, kiedy to Lech grał coraz lepiej, traciliśmy pewność siebie. Za wcześnie uwierzyliśmy, że wszystko jest dobrze i tak będzie przez cały mecz. Pół godziny odcinaliśmy dwóch ofensywnych pomocników, nic nie działo się z ich strony, ale od trzydziestej minuty przestało to funkcjonować i tak już do końca – ubolewał Głowacki.

Wygrany

Tuż przed meczem ze składu Wisły wypadł Pol Llonch. Skorzystał na tym Kamil Wojtkowski, który zaliczył asystę przy golu Carlitosa. – Trener zawołał mnie na rozgrzewce, zacząłem się dogrzewać i wyszedłem od pierwszej minuty. Trzeba być gotowym na takie sytuacje. W każdym momencie coś może się przytrafić i trzeba wejść i dać taką jakość, jak zawodnik, którego trzeba było zmienić. Wydaje mi się, że było całkiem nieźle – ocenił Wojtkowski.