Kapustka zajarany życiem [Komentarz]
„Jestem tak zajarany życiem, że nie uwierzycie” - pisze na swoim Instagramie Bartosz Kapustka. Jaraj, chłopie, tak dalej. Zaciągaj się mocno. Nie przestawaj!
„Jestem tak zajarany życiem, że nie uwierzycie. (…) Wiem co to głód, teraz czas podwyższyć próg. To jest cud, jak tu nie być zajarany życiem. Jak to życie zrywa z nóg i do przodu jakoś idzie” - to fragment ulubionego utworu Bartosza Kapustki w wykonaniu raperów Sokoła i Pona.
To nie przypadek. Ojciec od zawsze przekonywał go, by cieszył się życiem. Od kilku miesięcy sportowo oddycha pełną piersią, jara się życiem, zaciąga na maksa. Ciągle mu mało i prze do przodu. Kiedy niespełna rok temu otrzymał pierwsze powołanie do reprezentacji, nie wystarczył mu sam wyjazd. Tak trenował, że zadebiutował z Gibraltarem i strzelił gola.
Teraz nie zadowolił się miejscem w kadrze na Euro. – Nie chcę tam jechać jako turysta. Chcę na tym turnieju zaistnieć – mówił mi w poniedziałek, po meczu z Litwą. Słowa dotrzymał. Zagrał w pierwszym składzie z Irlandią Północną i był jednym z najlepszych (najlepszym?) Polaków na boisku. Zachowywał się jak profesor, nie było po nim widać tremy. Nie przez przypadek mówi się o nim jako o piłkarzu bez układu nerwowego. Ze spokojem nabijał rywali, nie bał się zrobić rajdu czy uderzyć na bramkę.
Kapustka jest tak zajarany życiem, że to nie koniec. Jaraj, chłopie, tak dalej. Zaciągaj się mocno. Nie przestawaj! Pisz swoją piękną historię. Wiem, że jak wrócisz do Krakowa (oby jak najpóźniej, grajcie na Euro długo!), znów powiesz skromne „dzień dobry”, choć tyle razy mówiłem, żebyś się nie wygłupiał i mówił na „ty”.
A potem pewnie spakujesz dużą walizkę i wyjedziesz do wielkiego klubu. I wciąż będziesz jarał się życiem.