Kładka zamknięta, nowa ścieżka się urywa. Rowerzyści krytykują brak planowania

„A nie mówiliśmy?” – tak rowerzyści komentują zamknięcie kładki nad Rudawą. Zwracają uwagę, że brak ciągłości trasy utrudnia korzystanie z wybudowanej niedawno ścieżki.

Problemy techniczne i utrata przeprawy

W piątek Zarząd Dróg Miasta Krakowa poinformował, że ze względów bezpieczeństwa z eksploatacji wyłączona została drewniana kładka pieszo–rowerowa nad Rudawą, łącząca ul. Becka z ul. Brzegową. Jak podali urzędnicy, kontrole wykazały postępującą korozję biologiczną elementów konstrukcyjnych.

– Utrzymanie ruchu do tego momentu było możliwe dzięki stałemu nadzorowi technicznemu i dodatkowym pomiarom. To sprawiło, że rowerzyści i piesi mogli korzystać z kładki w trakcie sezonu, kiedy była szczególnie potrzebna. Ostatnie wyniki badań konstrukcji wykazały jednak 7-procentowe pochylenie, co oznacza, że dalsza eksploatacja przeprawy wiązałaby się z ryzykiem – tłumaczy w komunikacie ZDMK.

Zgodnie z zapowiedziami, nowa przeprawa ma powstać w ciągu około 24 miesięcy, a koszt inwestycji szacowany jest na 1,5 mln zł. Do tego czasu mieszkańcy mogą korzystać z przepraw w rejonie ul. Jesionowej i Zakliki z Mydlnik.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Rowerzyści podkreślają niedociągnięcia projektu

Wyłączona z użytku kładka jest jedną z tych, którymi rowerzyści przemieszczali się pomiędzy wybudowanymi po dwóch różnych stronach rzeki fragmentami wybudowanej niedawno ścieżki nad Rudawą.

Jadąc od strony Mydlnik, trasa poprowadzona jest najpierw lewym brzegiem Rudawy, na wysokości wspomnianej kładki przenosi się na prawy brzeg, po czym w rejonie ul. Korbutowej wraca na lewy i tak prowadzi już aż do Salwatora.

Komunikat miasta wywołał krytyczne głosy wśród środowisk rowerowych. Marcin Dumnicki ze Stowarzyszenia Kraków Miastem Rowerów przypomina kontrowersje wokół inwestycji Zarządu Zieleni Miejskiej sprzed dwóch lat.

– Mimo protestów społecznych ścieżka o długości ok. 6,3 km została oddana do użytku w grudniu 2023 roku. Ale skąd protesty? Otóż zamiast zaprojektować drogę dla rowerów zgodnie z planem miejscowym, zgodnie ze Studium Tras Rowerowych, zgodnie z koncepcją, która uzyskała pozytywną opinię audytu rowerowego – ZZM poprowadził ścieżkę inaczej, raz jednym, raz drugim wałem, odcinkami w międzywalu, po starych, zniszczonych (i do tego za wąskich) mostkach. Lekceważąc i głos mieszkańców, i ekspertów, i lokalne prawo – wskazuje Dumnicki.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Dofinansowanie poszło na jazdę po błocie

Według niego konsekwencje są teraz nieuniknione. – 20 miesięcy po powstaniu ścieżki dowiadujemy się, że jeden z mostków przez Rudawę nie nadaje się do użytku i ZDMK przystępuje do odbudowy, która będzie trwała co najmniej dwa lata! Stało się dokładnie to, co przewidywaliśmy – ponad 7 mln unijnego dofinansowania poszło na... jazdę po błocie – komentuje.

Dumnicki wskazuje również na problemy z nawierzchnią. Krytykuje fakt, że trasę zbudowano z wodoprzepuszczalnego betonu, i to na wale przeciwpowodziowym, choć wskazywane były minusy takiego rozwiązania. 

– Teraz wszyscy czekają, kiedy ta nawierzchnia, znacznie mniej odporna od zwykłego asfaltu i rozsadzana od środka przez zamarzającą wodę, zacznie się sypać – dodaje.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Postulaty środowisk rowerowych

Jakich rozwiązań oczekiwałoby Stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów?

– Po pierwsze, ruszyć z projektem drogi dla rowerów po jednym, lewym, wale, a prawy przeznaczyć na spacery, bieganie i inne podobne aktywności. Doprojektować więcej mostków, bo ich faktycznie brakuje. A na czas przebudowy postawić tymczasową przeprawę obok felernego mostku, utwardzając żwirem dojazd, żeby nie utonąć w błocie. Rudawa ma przecież kilka metrów szerokości – wylicza Marcin Dumnicki.

Krytyczny głos pojawił się też na facebookowym profilu VeloMałopolska. – W zasadzie można by to podsumować jedną frazą „a nie mówiliśmy”. Tak się właśnie kończy inwestycja Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie w „ścieżkę nad Rudawą” z pełną gamą niedociągnięć, kompletnie nie uwzględniająca zgłaszanych przed jej budową uwag – czytamy we wpisie.

– To mamy teraz zamknięcie na minimum dwa lata i dysfunkcjonalny komunikacyjnie cały długi fragment, jaki powstał na prawym brzegu, bo nie zadbano podczas tej inwestycji o uczciwe połączenia ścieżki z istniejącymi mostami drogowymi – punktuje autor wpisu, zwracając uwagę, że dostęp do ulic Zakliki z Mydlnik, Nad Zalewem czy Jesionowej jest możliwy albo w błocie albo przez wysokie krawężniki.