Krakowski Manhattan nie powstał. Co dalej? Nowe władze miasta bez wizji, a pomysły leżą na stole
Za czasów Jacka Majchrowskiego władze miasta chciały budować na terenie Płaszowa i Rybitw nową dzielnicę z nawet 50-piętrowymi wysokościowcami, tzw. krakowski Manhattan. Mowa była o zagospodarowaniu potężnego, bo blisko 700-hektarowego obszaru, na którym obecnie znajdują się głównie hurtownie, magazyny oraz zakłady produkcyjne. Miejscy urzędnicy chcieli, aby teren radykalnie zmienił oblicze. Zamierzali iść w tym kierunku, żeby powstały tam nowe osiedla. Projekt planu przewidywał również budowę jednego z największych miejskich parków. Ostatecznie radni wyrzucili jednak dokument do kosza. Stało się tak m.in. w obliczu protestów przedsiębiorców, którzy twierdzili, że uchwalenie planu miejscowego „Nowe Miasto” zablokuje możliwość rozwoju firm, w tym rozbudowę przedsiębiorstw. Ich przedstawiciele zapowiadali, że będą domagać się od miasta milionowych odszkodowań.
Zapytaliśmy w krakowskim magistracie, czy miasto zamierza skorzystać z koncepcji Janusza Sepioła? Czekamy na odpowiedź. – Naszą koncepcję planistyczną przedstawiliśmy wszystkim siłom politycznym i ośrodkom decyzyjnym w mieście, a także mieszkańcom Złocienia. W większości spotykała się ona z bardzo dobrymi opiniami. W licznych fragmentach, dotyczących poszczególnych działek, i jako kompletną całość, zgłosiliśmy ją też jako wnioski do planu ogólnego. Dlatego liczymy, że stanie się podstawą budowania docelowej koncepcji dla tego rejonu i odblokowania wielu inwestycji miejskich i prywatnych – kwituje Tytuła.
Przewodniczący komisji planowania przestrzennego w Radzie Miasta Krakowa Grzegorz Stawowy twierdzi, że na pewno dobrze się stało, ze nie został uchwalony plan miejscowy „Nowe Miasto”. – O wizji, którą miały poprzednie władze Krakowa, powinniśmy zapomnieć. Tworząc na Płaszowie i Rybitwach zagłębie mieszkaniowe, wygenerowalibyśmy całą masę konfliktów – podkreśla Stawowy. Z kolei pomysł Janusza Sepioła nie jest jego zdaniem zły, ale nie brak w nim mankamentów. – Gdybyśmy go zrealizowali, znacząco zwiększyłaby się na tym terenie liczba mieszkańców. Wzrosłaby tym samym presja na likwidację oczyszczalni ścieków, a wiadomo, że to przecież niemożliwe – dodaje Stawowy.
Mówi, że trudno dziś stwierdzić, jak powinien się rozwijać ten obszar. – Na pewno jakieś kierunki zostaną wyznaczone w sporządzanym planie ogólnym, który zastąpi obecnie obowiązujące studium – kwituje Stawowy.
W planowaniu tego obszaru miasta powinno się przede wszystkim pamiętać, czego oczekują sami mieszkańcy. W trakcie przeprowadzonych przez miasto konsultacji społecznych zgłosili m.in. poniższe problemy:
- duże skupisko firm, które w wyniku swojej działalności emitują odór,
- duże braki w infrastrukturze pieszej – brak chodników i oświetlenia,
- brak kanalizacji opadowej lub niedrożne studzienki kanalizacyjne,
- brak pełnego ringu trzeciej obwodnicy, kiepska infrastruktura drogowa (wąskie, nieoświetlone ulice),
- brak punktualności komunikacji miejskiej przez wieczne korki,
- brak zintegrowanej, atrakcyjnej i wspólnej oferty ZTP i SKA (Kolei Małopolskich),
- brak systemu przesiadkowego typu: P&R i B&R przy przystankach kolejowych,
- brak połączenia z przystankami kolejowymi Kraków Bieżanów i Kraków Prokocim od strony północnej oraz niebezpieczne przejście z przystanku SKA w stronę osiedla Złocień,
- brakuje połączenia z pętlą tramwajową Bieżanów – potrzeba bezkolizyjnego przejścia dla pieszych i rowerzystów,
- brakuje tramwaju do os. Złocień wzdłuż ul. Domagały.