Krok po kroku do umorzenia? Archiwum spłonęło, śledztwo trwa
Walka strażaków
Pożar miejskiego archiwum przy ulicy Na Załęczu w Krakowie wybuchł 6 lutego 2021 roku. Przez dziesięć dni walczyło z nim blisko 700 strażaków.
Żeby ugasić ogień, zużyli 60 tys. m3 wody oraz 4 tony proszku gaśniczego.
Większość dokumentów uległa zniszczeniu. Część z nich spaliła się, z kolei inne zamokły w trakcie długiej akcji gaśniczej.
Są jednak akta, które ocalały. Ich porządkowanie i ratowanie wciąż nie dobiegło końca.
Podobnie jak śledztwo, które nadal prowadzi prokuratura. Okazuje się jednak, że w niektórych wątkach postępowanie zostało umorzone.
Milionowe straty
Chociażby w tym, który dotyczył sprowadzenia pożaru, który zagrażał mieniu w wielkich rozmiarach. Straty zostały wyliczone na blisko 10 mln zł.
Postępowanie umorzono, ponieważ nie dopatrzono się znamion czynu zabronionego.
Śledztwo dotyczyło też niedopełnienia obowiązków przez strażaków. Miało polegać na nieprawidłowym „rozpoznaniu możliwości i warunków prowadzenia działań ratowniczych”.
Sprawę umorzono, ponieważ i tutaj nie dopatrzono się przestępstwa.
Był jeszcze kolejny wątek. Dotyczył niedopełnienia obowiązków przez pracowników Urzędu Miasta Krakowa.
Miało polegać m.in. na odstąpieniu od wydania decyzji środowiskowej oraz wydaniu pozwolenia (z 2008 roku) na budowę archiwum bez kompletu wymaganych dokumentów.
Postępowanie zostało umorzone, ponieważ doszło do przedawnienia karalności czynu.
Sprawa archiwum nie jest jednak jeszcze definitywnie zamknięta.
Są podejrzani m.in. o poświadczenie nieprawdy w dokumentach.
– Ostatnio śledztwo zostało przedłużone do 6 sierpnia 2026 roku – przekazał nam Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Nie odpowiada za pożar
W sprawie pożaru skazano dotychczas jedną osobę. Chodzi o Andrzeja H., rzeczoznawcę ds. ochrony przeciwpożarowej.
Mężczyzna został skazany za podanie nieprawdziwych informacji w dokumentach, które były wymagane do uzyskania zamiennego pozwolenia na budowę archiwum.
Kara: sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.
Jak stwierdził sędzia, odczytując wyrok, „z pewnością oskarżony nie jest osobą odpowiedzialną za pożar”.
Prawdopodobną przyczyną całego zdarzenia mogło być samoczynne uruchomienie się urządzenia przeciwpożarowego.