Lider Znicza, były piłkarz Wieczystej, zabrał głos po klęsce z Wisłą. Jest załamany

25 straconych goli w sześciu meczach i jedyna drużyna bez punktu. Znicz Pruszków był na dnie, a prowadząca w tabeli Wisła jeszcze go docisnęła.

4:5, 1:4, 0:7 u siebie oraz 0:1, 0:4 i 1:4 na wyjeździe – to wyniki drużyny z Mazowsza na starcie I ligi. W środę o poranku na szczery wpis w mediach społecznościowych zdecydował się Radosław Majewski. Kapitan Znicza Pruszków nie kryje: – Nigdy nie byłem w sytuacji w piłce, w której aktualnie się znalazłem. Będąc częścią zespołów (...) byłem dumny jako piłkarz i gotowy mierzyć się z każdym wyzwaniem. Wróciłem po ciężkich kontuzjach, miałem swoje prywatne problemy (wiadomo – każdy je ma), dziś indywidualnie nie wiem, jak zarządzić kryzysem, który jest od początku sezonu. Bardzo chciałbym to zmienić i to chyba największy challenge indywidualny z całej mojej kariery, jeżeli to się uda to będzie piękne zakończenie... 

Znicz – Wisła 0:7. Radosław Majewski: Z boku wygląda, że nie umiemy totalnie nic

Niespełna 39-letni zawodnik przyznaje, że próbował wykorzystać zdobyte przez lata doświadczenie. – Z boku wygląda to, że nie umiemy totalnie nic, uwierzcie mi, że w takich momentach mentalnie jesteś w dole zakopany, odechciewa się, robisz rzeczy, których normalnie byś nie robił, zmieniasz i kombinujesz, żeby było lepiej, a jest tylko gorzej. Powiem wam, że chyba panowanie nad emocjami i mentalny powrót w sytuacji, kiedy wszystko przegrywasz jest trudniejsze niż powrót po „krzyżowych” (tam masz jasne zadania – rehabilitacja, cierpliwość, praca, czas). W lidze, gdy grasz mecze i nadal przegrywasz, zaczynasz powątpiewać w siebie, w otoczenie oraz cel, który sobie wyznaczasz. To są moje przemyślenia – takie od serca, kiedy siedzę i rozkminiam o 4 nad ranem. Często to robię, czy wygrywam czy przegrywam – chyba większość z nas sportowców tak ma, że jak nie możesz spać to rozkminiasz – napisał Majewski.

Mariusz Jop: Liczy się boisko

Znicz jest w dołku, a Wisła na szczycie. Na tle ostatniego rywala wyglądała jak zespół profesjonalistów w starciu z oldbojami. Krakowianie zrobili to, co powinni. Było to bolesne dla gospodarzy, ale nie zatrzymali się po trzeciej, czwartej, piątej bramce. Grali do końca. – Na pewno tego typu spotkania, gdy zespół, który przegrał wszystkie, kontra drużyna, która do tej pory wszystko wygrała, są bardzo trudne w aspekcie mentalnym, by właściwie się przygotować. Przede wszystkim z tego powodu chciałem zespołowi pogratulować, bo jakość i wyższość należy tylko i wyłącznie pokazać na zielonej murawie, a nie na kartce, czy podpierać się statystykami z przeszłości. Gratuluję drużynie wysokiego zwycięstwa i cieszę się też bardzo z tego, że kontynuujemy zwycięską serię – powiedział Mariusz Jop, trener Białej Gwiazdy.

Dla Słowaka Petera Struhara był to drugi mecz w roli szkoleniowca Znicza. Na koncie ma dwie porażki, a ta wtorkowa była najwyższa w jego karierze. – To, co zrobiła moja drużyna w tym meczu, jest niegodne. Jest niegodne dla całego sztabu i wszystkich ludzi w klubie, a w pierwszym rzędzie dla kibiców z Pruszkowa. Mieliśmy plan na ten mecz, który upadł już w 4. minucie. To my mieliśmy piłkę, a z tego był rzut karny... Plan upadł, ale też zachowanie moich piłkarzy było katastrofalne. Wisła w ofensywie pokazała nam model, który chcielibyśmy zaprezentować w przyszłości. Nasza defensywa przy bramkach nie istniała. Z drugiej strony gratulacje dla Wisły, która była bardzo efektywna – powiedział trener drużyny z Pruszkowa.

Słowak podkreślił, że zrobi wszystko, by zespół zaczął grać lepiej. – Ten mecz pokazał nam, na których zawodników możemy liczyć, a na których nie – stwierdził. Pochwalił jedynie rezerwowego napastnika Daniela Bąka, który rozegrał pierwsze minuty po wypożyczeniu z Korony Kielce.