Maszyna ruszyła. Czy Carrillo przeciera oczy ze zdumienia?

Najwięksi pesymiści mówili, że po letnich perturbacjach Wisła będzie musiała bić się o utrzymanie, nieco bardziej wierzący przekonywali, że nie będzie tak źle, ale grupa mistrzowska będzie dużym sukcesem. Nie ma wątpliwości, że dla klubu jako całości planem na ten sezon jest przetrwanie. Piłkarze na razie nie dokładają zmartwień a pozytywnie zaskakują. Punktują i grają ładnie dla oka. – Piłka nas cieszy. Recepta na wyniki? Po części świetna atmosfera – podkreśla Rafał Pietrzak, który w sobotę strzelił gola i miał asystę.

Wszyscy chwalą trenera Macieja Stolarczyka i sposób gry jego drużyny. Zatrudnienie byłego piłkarza Białej Gwiazdy było niewiadomą i ryzykiem. Po sześciu meczach trudno jeszcze mówić o strzale w dziesiątkę, ale na razie zamiana dyrektorskiego stołka w Pogoni Szczecin na trenerską ławkę pod Wawelem służy Stolarczykowi i Wiśle, a także pasuje kibicom, którzy znów mogą oglądać ładną dla oka krakowską piłkę.

Ciężka praca

Piłkę, którą mieli oglądać pod wodzą Joana Carrilli. Jeżeli jeszcze nie wymazał Wisły z pamięci i czasem zerknie na ekstraklasę, to może przecierać oczy ze zdumienia. Gra nie jest oparta w głównej mierze na jednym piłkarzu (Carlitosie), odstawiony Słowak (Martin Kostal) jednak coś potrafi, tylko trzeba mu zaufać. Można też straszyć rywali skrzydłami bez kombinowania z trudnym systemem 4-3-3.

Biała Gwiazda od pierwszego meczu gra piłką i stwarza mnóstwo sytuacji. Na początku nie wygrywała, bo piłkarze marnowali świetne sytuacje. W końcu jednak „maszyna ruszyła”. Osiem bramek z Lechem Poznań i Górnikiem Zabrze robi wrażenie. – Skąd taka skuteczność? Poszliśmy na strzelnicę – zażartował Stolarczyk, gdy zapytaliśmy go o poprawę tego elementu.

Już na poważnie podkreślił, że to efekt ciężkiej pracy. Dodał też, że jest dumny ze swoich podopiecznych. – Pierwsza połowa była bardzo intensywna, więc gdy było 3:0 uznaliśmy, że poczekamy na Górnika i będziemy grać z kontry – tłumaczył zmianę stylu.

Jednym z wygranych letnich zmian w Wiśle jest Rafał Pietrzak. Wiosną był wypożyczony do Zagłębia Lubin, ale tam też miał problem z wywalczeniem sobie mocnej pozycji. Szukał więc kolejnego klubu, który wykupiłby go z Wisły lub wypożyczył. Został przy Reymonta trochę z musu, bo borykająca się z problemami finansowymi Wisła uznała, że w obecnej sytuacji może się jej przydać.

Pietrzak wykorzystuje szansę

Kontuzja Zorana Arsenicia spowodowała, że na środek obrony powędrował Maciej Sadlok, a na lewą wskoczył właśnie Pietrzak. W sobotę zagrał szósty z rzędu mecz w ekstraklasie, co jeszcze się mu nie zdarzyło w dotychczasowej karierze. Najdłuższa seria to cztery kolejne spotkania w Górniku Zabrze. W tym sezonie nie zawsze zasługiwał na dobre noty, często bronił najgorzej z czwórki defensorów, ale w sobotę się poprawił i dołożył bramkę i asystę.

– Czy był to mój najlepszy mecz w Wiśle? Mam nadzieję, że on jest przede mną. Gramy swoje, piłka nas cieszy. Na nasze wyniki po części wpływa świetna atmosfera. Jak przyjeżdżacie do Myślenic, to widzicie – mówił dziennikarzom.

Choć Wisła Stolarczyka zasługuje na wiele ciepłych słów, jest jeszcze co poprawiać. I w Poznaniu, i przeciwko Górnikowi krakowianie źle weszli w mecz. Lech to wykorzystał i zdobył dwa gole, z Górnikiem mieli więcej szczęścia.