Miasto nie chce dopłacać do Areny Jaskółka. Na odsiecz woła biznesmena z Niepołomic
Już sama budowa hali, która powstała na zgliszczach dawnego lodowiska w Mościcach, budziła w Tarnowianach różne, często skrajne, emocje.
Entuzjastów dla pomysłu byłego prezydenta Romana Ciepieli, by rozpadające się lodowisko zastąpić nowoczesnym i ładnym obiektem nie brakowało.
Bo to wstyd przecież, by drugie co do znaczenia miasto w Małopolsce nie miało miejsca, w którym dałoby się zorganizować targi, zagrać porządny koncert czy zobaczyć mecz.
Kłócili się nawet o nazwę
Ale Honorowy Obywatel Tarnowa Otto Schier, architekt i twórca wielu projektów w mieście, wśród nich Amfiteatru, wskazywał na nie najlepszą lokalizację obiektu.
Mówił wprost, że budynek postawiony jest w złym miejscu. Bowiem w pobliżu nachodzą się wody podziemne Dunajca i Białej, co może w przyszłości mieć wpływ na stabilność konstrukcji. Ale nikt go nie słuchał.
Mało? To okazało się, że tuż przed otwarciem hali trzeba wymienić dach. Bo ten, który postawił Budimex, mógł grozić nawet zawaleniem. Firma bez zająknięcia pokrycie wymieniła. Bez szemrania zapłaciła też kary umowne.
Kłócono się nawet o nazwę obiektu. Bo umieszczenie członu „Jaskółka” kłuło w oczy nawiązaniem do… PRL-u i nazwy spółdzielni mieszkaniowej.
Po pokonaniu wszystkich zakrętów udało się w końcu dokonać uroczystego przecięcia wstęgi i oddać Arenę Jaskółka Tarnów mieszkańcom i gościom. Stało się to 30 listopada 2019 roku o godz. 11.
Na otwarcie zaprezentowały się gwiazdy polskiej sceny muzycznej w koncercie „Christmas Time”.
Jak tu pięknie i nowocześnie…
Cmokano wówczas nad potencjałem i walorami obiektu, który miał być marką i jedną z wizytówek Tarnowa. Bo wyglądało to rzeczywiście nieźle.
Już wymiary budowli budziły szacunek i respekt.
Kubatura budynku wynosi ponad 133 tysiące m3, a powierzchnia usługowa – ponad dwa i 2,5 tys. m2. Na trybunach może zasiąść maksymalnie 4317 widzów.
Dodatkowym wabikiem przyciągającym mieszkańców miała być uruchomiona w budynku sauna, siłownia oraz centrum odnowy biologicznej.
Przyjeżdżającym z daleka oferowano duże darmowe parkingi. A jeśli ktoś dojechałby pociągiem, miał do pokonania dosłownie ledwie kilkadziesiąt kroków na koncert czy meczyk.
Halę w zarząd oddano Andrzejowi Wyrobcowi z Krakowa. Był to człowiek, który mógł się pochwalić m.in. prowadzeniem kultowych „Jaszczurów” w Krakowie i prężną firmą z zakresu marketingu i PR, która organizowała m.in. zakopiańskie Sylwestry na Równi Krupowej w Zakopanem czy powitania Nowego Roku na płycie krakowskiego Rynku.
Andrzej Wyrobiec jednak w Tarnowie długo nie zabawił. Bo przy okazji był jednym z baronów Platformy Obywatelskiej, a nawet przez czas jakiś sekretarzem generalnym tego ugrupowania. I po wygranych wyborach matka-partia odwołała go do Warszawy na stanowisko wiceministra kultury.
Do „Jaskółki” już nie wrócił, bo z Warszawy trafił do krakowskiego Teatru Bagatela. I tam osiadł na dobre. A jego szerokie wizje na rozkręcenie hali pozostały w szufladach i pokryły się kurzem.
Skarbonka bez dna
Z czasem tarnowska hala okazała się być utrapieniem dla skarbnika miasta. Zamiast tętnić życiem, generowała koszty. Rocznie kosztowała tarnowskiego podatnika nawet 2,5 mln zł.
A na palcach ręki można policzyć imprezy, które się w niej odbywały. Cyklicznie spotykali się w niej hodowcy gołębi i innego ptactwa, można było podziwiać suknie ślubne. Co jakiś czas gromadzono się na modlitwę.
We wrześniu 2023 roku odbyła się konwencja programowa Platformy Obywatelskiej, z udziałem Donalda Tuska, która przeszła do historii prezentacją stu konkretów na pierwsze sto dni rządów.
Sportowo też było kulawo. Ledwie jeden sezon – na przełomie 2024 i 2025 roku – kibice mogli nacieszyć oko ekstraklasą siatkarską, gdy gospodarzami była ukraińska drużyna Barkom-Każany Lwów, która po roku przeniosła się gdzie indziej.
Jeden sezon grali tu piłkarze ręczni „Unii”. Ale już nie grają. Mieliśmy też finał Pucharu Polski szczypiornistów. Przy pustej widowni lotki przez siatkę przebijali tam badmintoniści rywalizujący w Igrzyskach Europejskich. Na macie okładali się karatecy. I to właściwie wszystko.
Frekwencyjnym sukcesem okazało się ostatnie Fame 29, które w styczniu tego roku zapełniło trybuny. I nazwa obiektu pojawiała się tysiące razy w transmisjach sportowych.
Idzie nowe
Jednorazowe przedsięwzięcia, nawet z gatunku tych najambitniejszych, nie zapełniły dostatecznie kasy hali. W końcu władze miasta ogłosiły konkurs na dyrektora, który dodatkowo miał zostać zastępcą szefa Tarnowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
W szranki stanęło trzech kandydatów. A komisję konkursową najbardziej urzekła wizja, którą roztoczył pochodzący z Niepołomic biznesmen Krzysztof Czwartkiewicz.
To właściciel firmy 7AB. Najogólniej rzecz ujmując, zajmuje się ona doradztwem gospodarczym, przekształceniami firm czy pomocą biznesmenom, którzy chcą wypłynąć na szerokie wody.
W swoim portfolio firma chwali się komercjalizacją stadionu krakowskiej „Wisły” czy stawianiem na nogi Małopolskiego Centrum Dermatologii i Laseroterapii.
Czwartkiewicz współpracował też z firmami branży piwowarskiej: Carlsbergiem czy Żywcem. Z jego usług korzystała też rozgłośnia RMF.
W rodzinnej miejscowości prowadzi centrum biznesowe i handlowe „Pod Zegarem”, znajdujące się nieopodal Rynku i zamku.
Zaczynamy od zera
Nowy boss Areny Jaskółka Tarnów zdążył już odwiedzić swoje włodarstwo. Odczucia miał pozytywne.
– Pierwsze, co mnie uderzyło, to czystość. I nie chodzi o to, że hala była do tej pory mało używana. Bo przecież mogła się pokryć kurzem. Ale ta czystość to coś rzadkiego. Bardzo dobrze to wygląda wizerunkowo. Jest potencjał pod przygotowywanie ofert. Można robić bardzo ciekawe projekty – mówi w rozmowie z naszym portalem.
Na razie Krzysztof Czwartkiewicz daje sobie mniej więcej sześć tygodni na wykonanie pierwszych niezbędnych kroków.
Arena ma być dla mieszkańców
Pierwszym wydarzeniem, które ma ożywić halę, będzie organizacja półkolonii wakacyjnych dla dzieci.
– Czas między końcówką czerwca a początkiem września jest spokojniejszy, jeśli chodzi o jakieś większe wydarzenia. Myślę, że ten pomysł z półkoloniami może być ciekawy. Zajęcia nie odbywałyby się bowiem wyłącznie na hali. Mamy przecież w pobliżu basen, są boiska. Zatem jest przestrzeń do zaopiekowania się najmłodszymi – mówi Krzysztof Czwartkiewicz.
Hasło, które często przewija się w rozmowie, to „zaopiekowanie się” potencjalnym klientem.
– Pomysł jest taki, żeby nasz gość nie został w ręce z pustym biletem. Ale miał jeszcze jakiś bonus. Jak już przyjedzie do Tarnowa z zewnątrz na jakąś imprezę, to niech ma przy okazji, na przykład darmowy bilet na komunikację, zniżkę w jakiejś restauracji czy bilet do muzeum. Coś takiego, żeby chciał tu wrócić i zostawić pieniądze – marzy Czwartkiewicz.
Niedawno pisano, że szansą na rozwój tarnowskiej areny ma być… Strefa Czystego Transportu w Krakowie, która niesie ze sobą pewne utrudnienia. Szczególnie dla przyjezdnych.
Czy byłaby to szansa dla Tarnowa w kontekście przejęcia niektórych imprez?
Atutem obiektu w Mościcach jest bliskość jego usytuowania od autostrady, dużo miejsc parkingowych.
– Nie tędy droga. Daleki jestem od uprawiania jakiegokolwiek kłusownictwa w tej dziedzinie. Ktoś mówi o Krakowie. Ale w podobnej odległości jest Rzeszów. Tam też biegnie autostrada, tam też mają międzynarodowe lotnisko. Miasto stać na przygotowanie własnego formatu i zaopiekowanie się widzem. A czy on będzie z Krakowa, Rzeszowa czy spoza Polski, to już rzecz wtórna – mówi.
Na razie w rozpisce imprez na najbliższe miesiące widzimy koncert Lady Pank i Piotra Rubika.
Tylko skąd na to wszystko pieniądze?
Arena Jaskółka Tarnów to, jak do tej pory, budżetowe utrapienie dla skarbnika miasta. Z kasy miejskiej dokładano do tej chwili
– To jest rzeczywiście problem. Tu też mamy kilka pomysłów. Pierwszy z brzegu? Zaprosić do współpracy znane osoby, celebrytów. Z Tarnowa, ale nie tylko. Te osoby byłyby twarzami projektów, które zamierzamy przygotowywać. I być magnesem przyciągającym ludzi na trybuny. Ale oczywiście będziemy szukać dotacji, sponsorów, pisać wnioski – mówi prezes.
Część rzeczy można byłoby realizować w barterze.
Może pomoże „zbrojeniówka”?
Większość hal w Polsce ma swojego tytularnego sponsora. Są to zazwyczaj największe spółki skarbu państwa. Jeszcze do niedawna naturalnym partnerem do współpracy była Grupa Azoty.
Ale chemiczny potentat to dziś kolos na glinianych nogach. Słońce jednak mocno zaświeciło nad Zakładami Mechanicznymi Tarnów, które wyrastają na lidera polskiej zbrojeniówki.
– Rozmowy w tej kwestii trwają. Może już pierwsze efekty poznamy po świętach. Na razie skupiamy się na przygotowywaniu prospektu i ogarnięciu social mediów – kończy Krzysztof Czwartkiewicz.