Michał Miśkiewicz: Trochę mnie poniosło
W doskonałym nastroju opuszczał szatnię golkiper Wisły. Trudno się dziwić, skoro spotkanie z Legią było już siódmym ligowym, w którym zachował czyste konto. Michał Miśkiewicz jest też najskuteczniej interweniującym bramkarzem Ekstraklasy. – Za to rzutów wolnych nikt tak nie przepuszcza – komentuje ze śmiechem statystyczne zestawienia.
Bądź na bieżąco z krakowskim sportem. Dołącz do nas na Facebooku >>
Długo będziesz wspominał dzisiejszy mecz, prawda?
Michał Miśkiewicz: Oj tak. Po pierwsze, publiczność była niewiarygodna, a po drugie, wygraliśmy z Legią, aktualnym mistrzem i zmniejszyliśmy stratę do niej. Same plusy.
Miałeś sporo roboty.
Czasem tak jest. Dobrze, że nic nie wpadło. Najgroźniejsza sytuacja? Chyba te Dwaliszwilego, gdy minął Osmana, i później gdy obaj z Honduraninem zablokowaliśmy jego strzał. Legioniści pokazali, że mają konkretną siłę rażenia.
W jednej sytuacji wyręczył cię Arek Głowacki.
I to na kolanach! (śmiech) Arek jest w takiej formie, że można to zostawić bez komentarza. Każdy widzi, że ciągle gra na najwyższą notę. Jest nieoceniony.
Daje wam dużo pewności.
No pewnie! Każda dobra interwencja z tyłu, napędza chłopaków z przodu. Wzajemnie się mobilizujemy. Dziś nikt nie odstawiał nogi, jeden napędzał drugiego, cały mecz jechaliśmy na ambicji.
Dobre zawody rozegrał też Chavez. To ważne, bo wszyscy obawiali się o defensywę, gdy wypadł z niej Marko Jovanović.
Tak, jestem z niego bardzo zadowolony. To dobrze, że gdy jeden zawodnik wypada, drugi uzupełnia tę lukę. Nie mamy takiej kadry jak Legia, ale udaje nam się jakoś radzić sobie z ubytkami.
Po meczu podłączyłeś się do kibiców i skandowałeś nazwisko Pawła Brożka.
No, trochę mnie poniosło (śmiech). Pawłowi trzeba oddać, że miał ciężki tydzień. Wraz ze sztabem medycznym walczył z czasem, bo bardzo mu na tym występie zależało. Pokazał, że ma jaja. Niektórzy mówią o nim „człowiek od Legii” i dziś to potwierdził. Fajnie, że mamy go w drużynie.
Może najwyższa pora, by po takiej serii zacząć mówić głośno o wyższym celu niż tylko pierwsza ósemka?
Nie ma sensu składać deklaracji. Każdy mecz jest dla nas cenny, gromadzimy punkty. Przed zimą jeszcze dużo kolejek, więc oby było ich jak najwięcej. Robimy swoje. Chcemy dawać kibicom radość, bo przecież każdy będzie wspominał, że był uczestnikiem takiej historii. Na koniec będziemy liczyć punkty.
Także trener Smuda tonuje nastroje, ale czy wewnętrznie czujecie, że możecie powalczyć co najmniej o puchary?
Jeśli ustabilizujemy naszą grę, bo w tej chwili jedne połowy wychodzą nam lepiej, a drugie gorzej, to będzie nas stać na więcej. Wierzymy w siebie. Trener powtarza nam, że w zespole jest duży potencjał, a kto jak kto, ale on się nie myli. Jednak, jak już mówiłem, deklaracji nie składamy. Lepiej wszystkich zaskoczyć.
Teoretycznie najgroźniejszych rywali macie już za sobą.
Tylko teoretycznie. Mecz z Ruchem pokazał, że w tej lidze nikomu nie można odpuścić, każdy może być trudnym rywalem. Wiadomo, że inaczej podchodzi się do takich meczów jak z Legią, ale musimy nauczyć się każdego traktować tak samo.
Masz świadomość, że jesteś najskuteczniejszym bramkarzem Ekstraklasy? Z 51 strzałów przepuściłeś tylko pięć, co daje 91% skuteczności.
Za to rzutów wolnych nikt tak nie przepuszcza, zdarzyły mi się już dwa (śmiech). Nie wiedziałem, bo nie zaglądam do statystyk. Liczy się to, że straciliśmy tylko pięć goli, ale pracuje na to cały zespół.