Mieszkańcy chwalą osiedle Europejskie na Ruczaju. Ale aż kipi tam od konfliktów sąsiedzkich

Osiedle Europejskie na Ruczaju to jeden z symboli krakowskiej betonozy. Jednak sami mieszkańcy dobrze o nim mówią. Na brak zieleni nie narzekają. Gorzej z relacjami sąsiedzkimi. Na osiedlu aż kipi od konfliktów.

Chaos, nieprzemyślana zabudowa, brak terenów zielonych, betonoza, ogromne problemy z parkowaniem. Gdy spojrzeć w Internet, to jedne z najczęstszych komentarzy na temat osiedla Europejskiego. Znajduje się w południowej części Ruczaju, który jest nazywany sypialnią Krakowa. Pojechaliśmy na Europejskie, żeby skonfrontować negatywne komentarze z opiniami samych mieszkańców. Poniżej publikujemy kolejny artykuł w ramach naszego cyklu, w którym sprawdzamy, jak żyje się na najbardziej krytykowanych oraz owianych złą sławą krakowskich osiedlach.

Szybko do centrum

Od ruchliwej ulicy Michała Bobrzyńskiego osiedle Europejskie oddziela rząd ekranów akustycznych, które powoli znikają pod zarastającym je bluszczem. Kiedy wchodzimy pomiędzy budynki, nie ma tam żywej duszy. Środkiem osiedla biegnie droga, którą za to non stop jeżdżą auta. Dla kierowców to skrót, który umożliwia przedostanie się w krótkim czasie z ul. Lubostroń na ul. Bobrzyńskiego. Bloki na Europejskim są od siebie oddzielone ogrodzeniami. Nie można ot tak wejść sobie na dziedziniec.