Minister Szwed: Nie będzie zwłoki przy wypłacie 500 zł
Nawet trzy miesiące będzie trzeba poczekać, aż pieniądze z rządowego programu 500+ wpłyną na konta rodziców. To jednak tylko zapis w ustawie. Jak zapewnia wiceminister Stanisław Szwed, środki te będą wypłacane bez zbędnej zwłoki.
W czasie, gdy premier Beata Szydło spotkała się z wojewodami i prezydentami miast, wiceminister rodziny Stanisław Szwed brał udział w dyskusji z rodzinami w Krakowie oraz wizytował województwo.
Jak mówi, jest podbudowany tym, że w jednej z małopolskich gmin będzie ponad 20 miejsc, gdzie można składać wnioski. W samym Krakowie około 300, w tym w szkołach i przedszkolach. Aby jeszcze uprościć i przyspieszyć proces wnioskowania, strona rządowa porozumiała się z bankami. Za ich pośrednictwem również będzie można złożyć wniosek. – Szacujemy, że około miliona osób skorzysta z tej formy – twierdzi wiceminister Szwed.
Ile trzeba czekać?
Rząd zostawił sobie trzymiesięczną furtkę na przelanie pieniędzy na konto, chociaż odpowiedzialność wezmą za to samorządy. Jak tłumaczy wiceminister Szwed, w zależności do tego, czy rodzice złożą wniosek na pierwsze czy na drugie dziecko, będzie trzeba czekać od kilkunastu dni do nawet trzech miesięcy. Pieniądze mogą pojawić się na koncie nawet w kwietniu. – Urzędy muszą mieć chwilę. W przypadku drugiego dziecka wystarczy potwierdzenie danych przez Urząd Cywilny, a przy pierwszym trzeba jeszcze sprawdzić dochód. Na pewno nikt nie będzie zwlekał z wypłatami – deklaruje minister.
„Wystarczy choćby na nianię"
Anna Sokołowska jest matką trojga dzieci, a dwoje z nich jest w wieku przedszkolnym. Dostanie z rządowej kasy 1000 zł. – Dla nas jest to dużo. Od kwietnia zatrudnimy opiekunkę dla dziecka i pokryję część jej wynagrodzenia – uważa Sokołowska. Jak przyznaje, nie ma problemu ze zrozumieniem zasad i złoży wniosek już 1 kwietnia.
Będą kontrole?
Rodzice pytali sekretarza stanu, czy urzędnicy będą prowadzić kontrole, na co wydawane są pieniądze. – Wierzymy, że rodziny wiedzą, na co wydawać te środki. MOPS w skrajnych przypadkach może przyjść z kontrolą, ale sądzimy, że nie będzie to potrzebne – uważa Stanisław Szwed.
Mama trojga dzieci, która pracuje w Ośrodku Pomocy Społecznej twierdzi, że należy obserwować znane rodziny dysfunkcyjne. – To nie może być kontrola sensu stricto, lecz obserwowanie – czy dzieci są zadbane, mają czyste ubranie – twierdzi Anna Sokołowska.