Nie ma chętnych na deszczówkę, choć tysiące złotych czekają
Krakowski program małej retencji wody miał pomóc m.in. w tym, aby ciecz była gromadzona w zbiornikach na prywatnych posesjach, a nie trafiała na jezdnie czy do ścieków. Dodatkowo osoby, które zdecydowałoby się na instalację zbiorników, mogłyby oszczędzić.
Zdaniem specjalistów z firmy zajmującej się montowaniem takich zbiorników i systemów doprowadzających do nich deszczówkę, gospodarstwa domowe mogą zmniejszyć zużycie wody nawet o połowę. Urzędnicy wyliczyli, że w kieszeni rocznie może zostać od kilkudziesięciu do kilkuset złotych rocznie. Deszczówki można użyć do podlewania trawnika i ogrodu czy mycia samochodu.
Program ten miałby również pozytywnie wpłynąć na ilość wody na ulicach czy posesjach, kiedy burze w lecie potrafią sparaliżować miasto na długi czas. Ulice są zamykane, tramwaje nie kursują, autobusy jeżdżą objazdami, a ludzie są zmuszeni osuszać piwnice. W 2014 roku krakowianie mogli skorzystać z miliona złotych, które miasto przeznaczyło na ten cel.
Kto się skusił na deszczówkę?
W 2014 roku z krakowskiego programu małej retencji wód opadowych skorzystało 40 osób, natomiast złożonych wniosków było 110. – Na ten cel wykorzystano ponad 172 tysięcy złotych – informuje Filip Szatanik z Urzędu Miasta Krakowa. – W 2015 roku zarezerwowano 500 000 złotych na program – dodaje urzędnik.
Autor uchwały i radny PO Wojciech Wojtowicz nie jest zadowolony z tego wyniku. – Dochodziły do mnie głosy, że to dobra rzecz. Potrzebna jest więc większa promocja i współpraca z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska. Być może program ten przyjmie się lepiej poza Krakowem – mówi Wojtowicz.
Radny chce, aby w tym roku miasto zwróciło uwagę mieszkańców właśnie na możliwość wzięcia dofinansowania do instalacji zbiorników wodnych. – Tutaj najważniejsze są oszczędność i dbanie o środowisko – podkreśla Wojciech Wojtowicz.