Nieznajomy święty i ornat z kontusza. Niebywałe skarby w raciechowickim kościele
Kościół parafialny św. Jakuba Apostoła i św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Raciechowicach od lat zachwyca drewnianą konstrukcją skrytą w cieniu drzew, pięknymi zdobieniami i kolorowymi polichromiami. Ostatnie lata okazały się dla świątyni przełomowe – m. in. podczas prac konserwatorskich ujawniono wiele ciekawych znalezisk, a parafia wciąż odkrywa kolejne.
– Gdybym miał wskazać największe skarby, które mamy w naszym kościele, to przede wszystkim relikwie, szczególnie te odnalezione w ostatnim czasie: św. Peregryna Męczennika i św. Katarzyny Aleksandryjskiej, obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, a także liczne zabytkowe kielichy – wylicza w rozmowie z LoveKraków.pl ks. Maciej Winiarski, proboszcz parafii.
Nowy święty?
Zaledwie dwa tygodnie temu na jednym z bocznych ołtarzy raciechowickiego kościoła zupełnie niespodziewanie pojawiły się... relikwie. Jak wyjaśnia nam ks. Winiarski, gdy kilka lat temu obejmował parafię, na plebanii znalazł dwa puste relikwiarze.
Wraz z początkiem roku przyszedł przełom. – Do naszej parafii przyjechała pani z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, która przeprowadzała inwentaryzację. Zapytała mnie o relikwie. Owszem, w naszym kościele jedne już były – najprawdopodobniej fragment Świętego Krzyża – choć nie do końca jesteśmy w stanie je zidentyfikować, ponieważ relikwiarz jest już mocno nadszarpnięty zębem czasu.
Rozpoczęły się poszukiwania. Jeszcze tego samego dnia, podczas inwentaryzacji zabytkowych kielichów znaleziono też wspomniane relikwie. Każda z nich była pieczołowicie zapakowana w kopertę i opisana.
Co to za święty?
Proboszcz wyjaśnia, że św. Peregryn to częsta postać w polskich parafiach, choć mało kto zna historię tego miana. W XVIII wieku tak nazywano anonimowych męczenników wydobywanych z rzymskich katakumb (łac. peregrinus oznacza pielgrzyma lub obcego), których szczątki rozsyłano do kościołów w całej Europie.
W literaturze św. Peregryn pojawia się również jako włoski zakonnik, serwita, znany z niezwykłego rozmodlenia i surowego, ascetycznego życia. Dzisiaj jest on uznawany za patrona osób chorych na raka.
– Oczywiście posiadamy dokumenty uwiarygodniające pochodzenie szczątków: dla św. Katarzyny wystawił go biskup Józef Olechowski [7 czerwca 1803 r.], a dla św. Peregryna biskup Andrzej Rawa Gawroński [15 listopada 1807 r.]. Zaświadczają one, że są to autentyczne relikwie wydobyte ze świętych miejsc. Umieszczono je w posrebrzanych relikwiarzach wykonanych ze stopu miedzi i niklu ozdobionych figurką prawej ręki – tłumaczy ks. Winiarski.
Czy to na pewno gruszka?
Relikwie to niejedyne skarby świątyni. Nie sposób nie wspomnieć o obrazie Matki Boskiej Raciechowickiej w ołtarzu głównym. Przez lata sądzono, że wizerunek pochodzi z drugiej połowy XVI lub nawet XVII wieku.
– Obraz Matki Boskiej Raciechowickiej to typ Hodegetrii Krakowskich. Wykonany jest na podobraziu z deski lipowej. Posiada grawerowane w zaprawie tło z ornamentem liści akantu. Maria prawą dłonią podtrzymuje, a lewą wskazuje na Dzieciątko trzymające ewangeliarz w prawej dłoni, a lewą czyniące znak błogosławieństwa. W otoku nimbu Marii znajduje się napis Regina Coeli, laetare, alleluia, Quia quem meruisti portare, alleluia – są to słowa, od których zaczyna się hymn Królowo Niebios – czytamy w książce pt. „Ziemia Raciechowicka. Zarys dziedzictwa kulturowego” wydanej przez Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Wsi Zegartowice w 2024 r.
Przełom w datowaniu przyniosły lata 2020–2022, kiedy to trwała jego konserwacja i przeprowadzano szczegółowe badania. Wyniki okazały się sensacyjne.
Unikat na skalę Polski
Po usunięciu warstw późniejszych przemalowań konserwatorzy zobaczyli dzieło, które powstało około 1500 roku w warsztacie „Mistrza Matki Boskiej z krakowskiego klasztoru Norbertanek”. Największą zagadką pozostaje jednak kompozycja obrazu.
– Wizerunek z Raciechowic to wciąż jedyny znany przykład Hodegetrii Krakowskich z Postaciami Maryi i Jezusa, które są lustrzanym odbiciem nieznanego oryginału – wyjaśnia ks. Maciej Winiarski.
Uwagę badaczy od lat przykuwa również detal w dłoni Matki Boskiej. Choć tradycyjnie w takich przedstawieniach pojawia się jabłko, w Raciechowicach owoc ma inny kształt.
– Eksperci mają różne opinie. Jedni mówią, że to gruszka, inni twierdzą, że pigwa. Gdyby to było zwykłe jabłko, nikt by o to nie pytał – dodaje proboszcz.
Jabłko symbolizuje owoc zakazany, natomiast słodka gruszka lub pigwa mogą wskazywać na słodycz miłości Matki do Syna, czy też osłodzenie męki, która czekała Jezusa.
Przez lata obraz był zasłonięty pozłacaną, drewnianą suknią, dlatego nie sposób było dostrzec tak wielu detali i przede wszystkim „gruszki”.
W ołtarzu głównym jest również ruchomy obraz św. Jakuba Apostoła i u góry św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Po jego bokach stoją cztery figury świętych: Piotra z kluczami, Pawła z księgą i mieczem, Mikołaja i Stanisława z głową Piotrawina.
Droga krzyżowa i ornaty
Podczas inwentaryzacji ustalono, że parafia dysponuje kolejnym skarbem: stacjami drogi krzyżowej namalowanymi w 1871 roku (poświadcza to podpis na VIII stacji).
– Nie mieliśmy świadomości, że to dzieła sprzed ponad 150 lat. Już rozpoczęła się procedura wprowadzenia całej drogi krzyżowej do rejestru zabytków. Będzie to „najmłodszy urzędowo” zabytek w naszym kościele – zaznacza ks. Maciej.
Niezwykle cenne są również ornaty, których w zbiorach jest około dziesięciu. Szczególną uwagę przyciąga szata wykonana z pasa kontuszowego – luksusowej tkaniny będącej symbolem polskiej szlachty.
– Mamy egzemplarze barokowe, rokokowe, a nawet empirowy, haftowany ornat z XIX wieku – wylicza proboszcz. Ich stan nie pozwala jednak na codzienne użytkowanie, a rekonstrukcja byłaby ogromnym wyzwaniem. Z dokumentacji wynika także, że parafia dysponowała kiedyś czarnymi ornatami, które jednak zaginęły.
Skarbów jest znacznie więcej
Na liście zabytków znajdują się również: nadproże odrzwi z XVII wieku, ambona rokokowa (1780 r.), kamienna chrzcielnica, barokowy obraz Ukrzyżowania (nawiązujący do stylu El Greco), późnogotycka rzeźba Chrystusa Zmartwychwstałego oraz płyta ołtarzowa z XIII wieku.
Dumą parafii są też kielichy, w tym późnorenesansowy z I połowy XVII wieku.
Warto również zwrócić uwagę na dwa rokokowe ołtarze boczne. W lewym, ołtarzu Męczenników - jest teraz obraz Miłosierdzia Bożego, św. Wojciecha z włóczniami, a obok na ścianie obraz św. Sebastiana przeszytego strzałami. Obok ołtarza znajdują się figury: św. Wawrzyńca z kratą oraz św. Szczepana z kamieniem.
Na czym z kolei polega wyjątkowość prawego ołtarza? Otóż jest to obrotowa konstrukcja, na której znajdują się trzy obrazy: Świętej Rodziny, Św. Franciszka i Wielkopostny obraz z insygniami Męki Pańskiej. Po bokach ołtarza stoją dwie złocone figury: św. Antoniego z Padwy i św. Franciszka z Asyżu.
Gdzie podziały się ławy i św. Florian?
Mimo wielu imponujących odkryć, inwentaryzacja przyniosła też trudne pytania. Ze współczesnych spisów zniknęły obiekty, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu widniały w dokumentach. Mowa o dwóch barokowych ławach kolatorskich – specjalnych siedziskach dla fundatorów – oraz kamiennej, przydrożnej figurze św. Floriana z 1826 roku.
Skromny majątek
Ks. Maciej prezentuje też najstarszą księgę parafialną z drugiej połowy XVIII wieku. Choć odczytanie zapisków w języku polskim, łacińskim i niemieckim jest trudne, wyłania się z nich ciekawy obraz przeszłości.
Ks. Michał Chorobik w 1915 r. opisywał skromny majątek podczas obejmowania parafii: 1 świni i 1 kogut. W zapisach widnieją też informacje o grabieżach wojsk rosyjskich: „Ks. Michał Chorobik obejmując probostwo 1 września 1915 roku otrzymał od masy spadkowej ks. Kuczka tylko tyle zboża, ile potrzeba było na obsianie Sieniawy, tj. na 6 morgów, gdyż z powodu wojny poniosło probostwo wielkie straty”.
W starych Księgach Metrykalnych widnieje też chociażby instrukcja dyscyplinująca duchownych: „Ażeby zaś ta Księga tym pewniey należycie pisana była, ninieyszemi Plebanowi daie się przestroga, ponieważ gdyby podczas Wizyty Biskupa lub Officyalistow Cyrkularnych nieporządek lub niedbalstwo iakie dostrzeżone było, za pierwszym w prawdzie razem za każdy błąd tylko 4 Zł. Polfk, zapłaci, lecz potym ieszcze surowiey ukarany zostanie” [pisownia oryginalna].
Walka o przyszłość
Warto dodać, że obecny kościół (wybudowany w 1720 r.) jest już trzecią świątynią w tym miejscu – dwie poprzednie strawił ogień.
Dotychczas w parafii przeprowadzono szereg prac. W ostatnich latach miała miejsce m.in. konserwacja dachu. – Udało nam się uzupełnić wszystkie ubytki w dachu, a zniszczone gonty wymieniliśmy na nowe. Dach został też umyty pod ciśnieniem i pomalowany ochronnym preparatem – tłumaczył nam proboszcz.
Niezwykłe odkrycie
Minione lata przyniosły też zapoczątkowanie ważnych prac związanych z renowacją malowideł. Pierwszy etap rozpoczął się w czerwcu 2024 r.
– To były prace, które musiały zostać wykonane jak najszybciej, ponieważ stan malowideł był naprawdę bardzo zły. Płótna odklejały się cały pasami, przeciekał dach i zapadał się strop – mówił nam wówczas Marcin Książek, konserwator zabytków.
Najpierw konserwatorzy przystąpili do wykonania odkrywek wielkoformatowych m.in. nad nawą na stropie. Jedna z nich została specjalnie wyeksponowana nad chórem. Dzięki temu każdy może teraz zobaczyć fragment malowidła, który pierwotnie zdobiło strop świątyni.
Podczas pierwszego etapu prac konserwatorzy odkryli, że w raciechowickim kościele można zaobserwować przynajmniej dwie warstwy malarskie. Jedna z nich to ta, którą widzimy obecnie. Stworzył ją około 1930 roku wielicki artysta – Stanisław Wymiatałek. Została ona przemalowana po wcześniejszej formie przez lokalne malarki ok. 40-50 lat temu.
Druga warstwa, znacznie starsza, na ścianach i stropie raciechowickiego kościoła to dekoracje w formie linearnej. Konserwatorzy zgodnie zaznaczali, że to „dobrej klasy malarstwo”.
Dlaczego zatem nie zdecydowano się na zrobienie pełnych odkrywek w całym kościele?
W ramach pierwszego etapu prac konserwatorzy zajęli się również balustradą chóru, a także konserwacją obrazu św. Jana. Pierwszy etap zakończył się tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2024r.
Symboliczny podpis
Jak wyjaśniali nam konserwatorzy, którzy prowadzili prace w raciechowickim kościele, drugi etap prac nie był w stanie ich już niczym zaskoczyć. – Po wcześniejszych pracach wiedzieliśmy już czego możemy się tutaj spodziewać – mówił nam w ubiegłym roku Jan Chodorowicz, konserwator dzieł sztuki.
Drugi etap rozpoczął się w połowie czerwca, a zakończył się pod koniec 2025 r. Konserwatorzy zgodnie zaznaczali, że malowidła w prezbiterium zachowały się w znacznie lepszej kondycji niż te w nawie głównej.
– Na stropie udało nam się znaleźć sygnaturę autora malowideł – Stanisława Wymiatałka. Jest ona w bardzo dobrym stanie i oczywiście zostanie należycie wyeksponowana. Oprócz tego zostawimy też fragmenty odkrywek. Co prawda znacznie mniejsze niż ta nad chórem, ale takie małe, żeby potwierdzić istnienie tej wcześniejszej warstwy – podkreślał jeszcze w trakcie trwania prac Marcin Książek.
Co jeszcze w planach?
Proboszcz parafii zaznacza, że teraz na swoją kolej czekają m.in. ściany nawy głównej i ściana chóru. – Aktualnie przygotowujemy dokumentację, która jest podstawą do starania się o ministerialne dofinansowanie – zaznacza. Na renowację czekają też liczne obrazy, a także Ogrójec, który znajduje się na zewnątrz prezbiterium kościoła.