Pięcioro członków gangu ma już na koncie prawomocne skazania, czyli Małgorzata C. ps. Margaret, Michał Z.ps. Kicek, Mariusz K. ps. Bilbo, Robert A. ps. Błyskawica i Stanisław M. Wszyscy poddali się karze.
Teraz zapadły surowe wyroki na pozostałych 7 członków grupy. Najwyższą karę usłyszał Kacper S., bo 4 lata i 6 miesięcy więzienia. Ma też zapłacić 40 tys. zł grzywny. Niższe wyroki dostali Dariusz L. ps. Pazur 2 lata 4 miesiące, Piotr R. półtora roku, Eryk S. 2 lata 3 miesiące, Dawid C. rok i 9 miesięcy, Andrzej P. ps. Zyzol i Kamil M. ps. Beny Kuleczka po 2 lata. Sprawę teraz rozpoznaje Sąd Apelacyjny w Krakowie.
Sąd przyjął za okoliczność obciążającą, że wykorzystywali ludzkie tragedie w celu korzyści majątkowej. Tym bardziej, że ludzie którym organizowali nielegalne przekroczenie granicy nie opuścili domów w celach turystycznych, lecz szukali w Europie lepszego życia.
Przemytników imigrantów pogrążyły podsłuchane i nagrane rozmowy telefoniczne, zdobyte dokumenty i zeznania świadków w tym kierowców, których sprawcy wynajmowali do przewożenia imigrantów.
Z ustaleń Prokuratury Krajowej wyłonił się obraz gangu, którego członkowie na początku 2015 r. wpadli na pomysł, by przez ogłoszenia w prasie poszukać kierowców, którzy przewieźliby imigrantów bez zadawania zbędnych pytań.
Drugim elementem tej układanki miało być branie pojazdów z wypożyczalni z Małopolski i Śląska na podstawie sfałszowanych dokumentów. Grupie udało się zdobyć podrobione duńskie prawa jazdy.
Pozyskano choćby kierowcę, który wypożyczył peugeota boxera na trzy dni na swoje dokumenty, ale 2 tys. zł gotówki na kaucję za auto dostał od członka gangu. Za wyjazd do Budapesztu obiecano mu 1000 zł, na nieprzewidziane wydatki otrzymał 500 euro. Noc przeczekał w stolicy Węgier w aucie, gdy Kacper S. konferował z arabskim wspólnikiem Osmanem na temat warunków przerzutu ludzi do Niemiec. Ostatecznie do pojazdu wsiadło 23 imigrantów, z których każdy dał przemytnikom 500 euro.
Pechowa kraksa kierowcy
57-letni kierowca ruszył w trasę, ale o 3.00 nad ranem miał wypadek na terenie Słowacji. Pojechał pod prąd i w czołowym zderzeniu zginął pasażer auta, w które uderzyła furgonetka. Wśród 23 Syryjczyków, którzy usiłowali zbiec po wypadku, było trzech nieletnich w wieku 13, 15 i 17 lat. Słowacka policja twierdziła, że polski kierowca po zatrzymaniu najpierw utrzymywał, że nie wiedział w jaki sposób imigranci znaleźli się w jego ciężarówce, potem mówił, że to autostopowicze. Następnie wyjaśniał, że ktoś do przewozu imigrantów go zmusił.
Zdaniem śledczych Kacper S. z Krakowa był wiodącą osobą, która organizowała przemyt imigrantów i utrzymywała kontakt telefoniczny z przemytnikami z Afryki Północnej. Jednym był tajemniczy Osman z Senegalu, który posługiwał się internetowym nickiem Wack Drame.
Kacper S. bywał systematycznie na Bałkanach, jako swego rodzaju rezydent znał realia, z zagranicy nadzorował przygotowania w Polsce do przemytu ludzi, pozostałe role w tym biznesie już były podzielone. Brał też udział w wyjeździe do Bułgarii, gdzie jesienią 2015 r. szukał imigrantów, był i na Węgrzech, gdzie pod Budapesztem w Biscke, w największym ośrodku dla imigrantów, nadzorował umieszczenie ludzi w autach dostawczych i ich transport przez granice krajów Unii Europejskiej.
Slang przemytników ludzi
Członkowie grupy dbali o kamuflaż. Żaden z nich nie jechał z imigrantami, unikali podawania swoich danych w wypożyczalniach aut. W rozmowach telefonicznych posługiwali się slangiem i rzadko używali imion.
Imigrantów określali słowem „kurczaki”, auta to były „pelikany”, a kierowcy „asy” lub „chamy”. Środki na organizację przemytu ludzie przesyłali sobie międzynarodowymi przekazami Wester Union.
Z podsłuchów wynika, że grupa chciała przemycić 200-250 osób. Pobierała od przemycanych imigrantów kwoty od 200 do 500 euro od osoby. Wysokość opłaty uzależniona była od docelowego miejsca pobytu.