Drugie życie ubrań, mebli i książek. Ola stworzyła na krakowskim Ruczaju prawdziwy sklep z duszą

Ubrania z drugiej ręki albo się kocha, albo nienawidzi. W tej batalii nie ma półśrodków. Ola Jaworska bez dwóch zdań należy do tej pierwszej grupy. Od miesiąca prowadzi na Ruczaju swój sklep, który zdecydowanie nie przypomina typowego punktu z odzieżą na wagę. Czym więc zachwyca?

Ola Jaworska, jeszcze zanim otworzyła swój sklep „Po prostu Ciuch...” przy ul. Roberta Jahody 2 na Ruczaju, prowadziła podobną działalność w innej części Krakowa. – Mój poprzedni sklep był znacznie mniejszy. Głównie odwiedzali go starsi ludzie. W pewnym momencie pomyślałam, że chcę otworzyć większy i bardziej uporządkowany punkt, w którym wszystko będzie przejrzyste. Zrobiłam małe rozpoznanie i stwierdziłam, że lokal przy ul. Jahody będzie idealny – mówi Ola Jaworska, właścicielka sklepu z odzieżą używaną.

Od początku wiedziała, że nie może to być miejsce takie jak wszystkie inne. – Jak wiadomo, idea sklepów z odzieżą używaną polega na tym, by dawać produktom drugie życie. Pomyślałam jednak, że nie tylko ubrania powinny grać tu pierwsze skrzypce. Przy aranżacji nowego lokalu, razem z moim narzeczonym, znaleźliśmy komplet starych foteli, stoliki i mały regał. Własnoręcznie je odrestaurowaliśmy. Teraz stoją nieopodal przymierzalni. Klienci zawsze zwracają na nie uwagę, chętnie siadają, a nawet pytają, czy nie są na sprzedaż – opowiada.

Nie chodzi tylko o znane marki

W sklepie Oli każdego dnia obowiązują inne ceny: poniedziałek – 65 zł/kg, wtorek – 55 zł/kg, środa – 45 zł/kg, czwartek – 35 zł/kg, piątek – 25 zł/kg, sobota – 10 zł/kg.

Największy ruch mam w poniedziałki. Wtedy jest nowa dostawa. Zdarza się, że kolejka ustawia się jeszcze przed otwarciem. Podobnie jest w soboty – mówi Ola. Jej sklep odwiedzają kobiety, mężczyźni, osoby starsze, a także młodzież. – Niektórzy kupują tylko jedną rzecz, inni – zwłaszcza w soboty – robią naprawdę duże zakupy. Czasem kupują po 8-10 kg ubrań. Część pewnie trafia dalej na sprzedaż, ale wiele ubrań zostaje z moimi klientami na dłużej. Zdarzają się też osoby, które szukają czegoś na bardzo modne ostatnio - tematyczne imprezy. Nie brakuje również osób zainteresowanych odzieżą sportową – kolarską, koszulkami piłkarskimi itp.

Ola podkreśla, że nie chodzi tylko o logo. – Oczywiście, wiele osób wciąż szuka ubrań znanych marek, ale zauważyłam, że teraz znacznie bardziej liczy się jakość. Klienci poświęcają dużo czasu na analizowanie metek pod względem składu materiałowego. Wszyscy wiedzą, ile kosztują ubrania z wełny, bawełny czy lnu. W second-handzie można je kupić naprawdę tanio. Coraz więcej ludzi woli kupić dobry jakościowo produkt, nawet jeśli nie ma znanej metki. Wydaje mi się, że świadomość ekologiczna bardzo wzrosła. Taka działalność uczy odpowiedzialnej mody – że nie wszystko musi być nowe i mieć metkę – wyjaśnia.

Wyjątkowość i powracający klienci

– W moim sklepie nie pojawiają się wyłącznie osoby, które chcą kupić coś taniej. Wielu klientów szuka czegoś, co podkreśli ich indywidualność. Rzadko zdarza się, by były dostępne dwa identyczne produkty – i to jest wyjątkowe. Bardzo się cieszę, gdy widzę, że zakupy w moim sklepie pobudzają kreatywność – zaznacza Ola.

– Choć w tej lokalizacji działam dopiero od miesiąca, mam już klientów, którzy odwiedzili mnie kilkakrotnie. Niektórzy mówią, że trafili tu z polecenia sąsiadów. To bardzo miłe. Staram się doceniać osoby, które odwiedzają mnie regularnie, dlatego stworzyłam kartę stałego klienta, która uprawnia do dodatkowych zniżek – dodaje.

W sklepie Oli oprócz ubrań można znaleźć także różne akcesoria: regał z obuwiem, maskotkami, torbami, walizkami, kapeluszami, krawatami, biżuterią i akcesoriami dla zwierząt – np. legowiskami i ubrankami.

Coś dla ciała, ale i dla ducha

Sklep Oli to nie tylko ubrania – to także... książki. – Otwierając ten punkt, pomyślałam, że warto stworzyć tu kącik czytelniczy. Sama uwielbiam czytać, dlatego zwróciłam się o pomoc do znanego w całym Krakowie Szyszkodara. Jego wizyta przerosła moje oczekiwania. Przywiózł mnóstwo ciekawych książek – dla dzieci, młodzieży, kobiet i mężczyzn. Można tu znaleźć różne gatunki literackie. Aktualnie mam ich tyle, że nie wszystkie mieszczą się na regale – mówi Ola.

Książki nie są na sprzedaż, lecz na wymianę. Można przynieść kilka egzemplarzy z domu i wymienić je na coś innego. – Czasami, gdy mam wolną chwilę, sama siadam na fotelu i coś sobie wybieram z regału – dodaje.

Ubrania, książki, a może i meble?

– Jeszcze nie wykorzystałam całej powierzchni lokalu. Mam w głowie pomysł na zagospodarowanie wolnej przestrzeni. Coraz więcej osób interesuje się meblami, które mam w sklepie, i pyta, czy są na sprzedaż. Może w przyszłości uda się stworzyć kącik, w którym będzie można kupić meblarskie perełki. Często ludzie po prostu je wyrzucają albo sprzedają za bezcen. Wystarczy im poświęcić trochę czasu, by odzyskały dawny blask. Nie wykluczam, że mój sklep poszerzy działalność także o sprzedaż starych mebli – dodaje Ola.

W planach jest również coś dla miłośników roślin. – Myślę nad tym, by raz w miesiącu organizować wymianę roślin. To znana formuła – ktoś przynosi roślinkę i wymienia ją na inną. Może taki kącik też się tu kiedyś pojawi – podsumowuje.