Przełomowy moment na budowie S7. Tak ogromna estakada dotarła na swoje miejsce
Ostatnie metry bez „dziobu”
– Zaczynamy pchać 27 tysięcy ton betonu i stali – pisała w czwartek po godz. 8 Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
Zanim ogromny ciężar zaczął przesuwać się z prędkością maksymalnie 10 cm na minutę, trzeba było zdemontować ostatnią część awanbeku, czyli stalowego „dziobu”, który przez ostatnie miesiące był zamontowany na przedniej części całej konstrukcji. Jego zadaniem było opieranie się na kolejnych filarach i podtrzymywanie w ten sposób wystających części betonowych segmentów.
Awanbek już wcześniej został skrócony, a w czwartek nie było już dla niego miejsca. Do pokonania były ostatnie metry.
Precyzyjna operacja
Nad tym, by przesuwany element trafił idealnie tam, gdzie powinien, czuwała grupa 40 pracowników, po jednym przy każdej podporze, którzy korygowali kurs za pomocą odpowiedniego ustawienia teflonowych podkładek. Nad wszystkim czuwali geodeci.
Po godzinie 14 GDDKiA ogłosiła koniec. Segmenty estakady o łącznej długości 915 m znalazły się na swoim miejscu. Moment „dotknięcia” nie nastąpił – pozostał niewielki dystans, w którym zamontowana zostanie dylatacja.
Teraz czas na drugą estakadę
Na dokończenie prac czeka teraz druga część obiektu – 942-metrowa estakada w kierunku Rzeszowa. Jej długość jest większa, ponieważ biegnie po zewnętrznym łuku trasy. Wtedy cała estakada od ul. Morcinka do ul. Petőfiego osiągnie docelową długość 1589 metrów.