Nowa Huta. 84-letni dyrektor znów buduje stalowe serce miasta
Najstarszy budynek kombinatu znowu pracuje
W hali jest chłodno, pachnie metalem i farbą. Nad głowami sunie suwnica, pod nogami jeszcze miejscami widać świeże wylewki. Pan Piotr, dyrektor zakładu, idzie przodem szybkim krokiem, jakby miał nie 84, ale co najmniej o dwie dekady mniej.
– Tu kiedyś nie było nic. Woda po kostki, klepisko, ani jednego człowieka. Ani kilo konstrukcji się nie wytwarzało – mówi, zatrzymując się pod jedną z suwnic. – Wszystko odbudowaliśmy od zera.
To WKS – dawny Warsztat Konstrukcji Stalowych. Najstarszy budynek na terenie kombinatu w Nowej Hucie. W latach 50. służył do budowy huty: tu powstawały kratownice, belki mostowe, pierścienie, zbiorniki. Dziś znów jest zapleczem – tym razem dla nowej, rozproszonej „huty”, w której zamiast jednego kombinatu działa sieć prywatnych firm.
Od „obiektu 66”
W archiwach figurował najpierw jako „Obiekt 66”, potem jako Warsztat Konstrukcji Stalowych. Budowę zaczęto w 1951 roku, w szczycie pierwszej fali nowohuckiej gorączki.
Kroniki z tamtego czasu opisują „czerwony las konstrukcji stalowych”, murarzy układających po kilkanaście cegieł na minutę i warsztat oddany przed terminem, który miał „utrzymywać w serwisie całą hutę i ją budować”.
Dziś w tym samym miejscu działa nowa firma. Pod starym dachem – nowe suwnice, sterowane cyfrowo maszyny, hale po remoncie, biurowiec odbudowany od fundamentów z możliwością nadbudowy kolejnej kondygnacji.
– Ten budynek był pierwszy na kombinacie. I znów pełni tę samą funkcję: współpracujemy z Cognor oraz Krakodlewow, a także z innymi firmami z całej strefy. Tworzy się ekosystem przemysłowy, tylko już nie pod jedną hutniczą „czapą” – mówi dyrektor.
„Nigdy nie odmawiam roboty”
Dyrektor zatrzymuje się przy masywnej bryle stali. Na pierwszy rzut oka – tylko ogromny, szary korpus.
– To prototyp zasuwy do jednej z największych nowych hut w Niemczech, która ma wytwarzać tzw. zieloną stal. Robimy obróbkę, montaż i próby ciśnieniowe. Napełnimy to 5,5 atmosfery powietrza, więc wszystko musi być wykonane idealnie – tłumaczy.
Za chwilę wraca temat odpowiedzialności.
– Za swojej kadencji nie odmówiłem klientowi żadnej roboty. Jak czegoś nie da się zrobić u nas, szukamy kooperanta. Wszystko można zrobić – trzeba tylko mieć doświadczenie i drużynę – mówi.
Hałas, który „to jest nic”
W jednej z hal huk jest tak duży, że rozmowę co chwilę przerywa dźwięk maszyn. Frezarki, tokarki, wytaczarki i szlifierki pracują równocześnie.
– A pan to jeszcze słyszy przy takim hałasie? – pytam.
Dyrektor uśmiecha się krótko.
– Słyszę. Jak się ma odpowiedni wiek, to normalne, że słuch słabnie. Ten hałas to tutaj codzienność i jest zgodny z obowiązującymi normami – odpowiada.
Nad głową leniwie przejeżdża suwnica.
– To jest serce tej hali. Ma być do dyspozycji całą dobę. Bez suwnicy nic się tu nie da zrobić – dodaje.
Ciężka stal, ciężka robota
Na jednym stanowisku leży ogromna tuleja na walcownię, na kolejnym – wał do rozdrabniarki.
– Ten wał za chwilę jedzie do Francji. Będzie pracował w maszynie, która zgniata miedź, aluminium i wiązki drutów. Dwa wały, takie „gwiazdy”, jeden w prawo, drugi w lewo. Wrzucony kłąb metalu musi się po prostu rozpaść – tłumaczy, pokazując zębate profile.
Pod ścianą stoi konstrukcja, która jeszcze niedawno była złomem.
– To wróciło do nas kompletnie zużyte. Zregenerowaliśmy to: napawanie, nowe otwory, nowe powierzchnie. Dla klienta to różnica między złomem a nową częścią – mówi.
„My nie umiemy robić prostych rzeczy”
– My nie umiemy robić prostych rzeczy. U nas konstrukcje zaczynają się od kilku ton w górę. Części maszyn, stalowozy do surówki, elementy dla elektrowni, specjalne zasuwy, urządzenia na eksport – mówi prezes.
95 procent produktów trafia za granicę: do Francji, Niemiec, Belgii, Norwegii, Kanady czy Omanu. Część jako gotowe, wysoko przetworzone konstrukcje, część jako elementy większych linii technologicznych.
– Światowy rynek jest tak ustawiony, że kooperujemy z firmami z wieloletnią historią inżynieryjną. To podnosi wymagania jakościowe i zmusza do spełniania restrykcyjnych certyfikacji. Bez takiej współpracy europejski przemysł byłby dziś jeszcze słabszy – słyszymy.
60 lat w metalurgii
– Całe życie w metalu. WSK Kraków na Wrocławskiej, potem biuro projektowe na Racławickiej, później Zieleniewski na Grzegórzeckiej – ponad dwadzieścia lat. Dmuchawy, zasuwy, sprężarki na cały świat. A potem zaczęto te zakłady niszczyć – mówi.
– W przemysłowym fachu mam sześćdziesiąt lat. To słynne „18 i 20”. Pracownikom mówię: dyrektor ma swoje lata, ale do roboty przychodzi o piątej rano – dodaje prezes CFB Manufaktura.
Szkoła praktyki, nie tylko dyplomów
Na zapleczu działa biuro projektowe i konstrukcyjne.
– Rysunek przyjmie wszystko, ale maszyny nie. Bez inżyniera procesowego i ludzi, którzy wiedzą, jak materiał się zachowuje, takie konstrukcje po prostu nie powstaną – mówi współwłaściciel zakładu.
– Uczelnie techniczne dobrze uczą teorii, ale bez praktyki młody inżynier nie wie, jak stal „pracuje”. My tę lukę staramy się wypełniać. Z dyplomu trzeba zrobić zawód – dodaje.
Spawacze od zadań niemożliwych
– Mamy około dwudziestu spawaczy, w tym kilku z Ukrainy. To bardzo wyspecjalizowane spawanie – trzeba mieć uprawnienia i doświadczenie – mówi dyrektor.
– Najważniejsze jest to, że chcą uczyć młodych. Bez przekazywania wiedzy ten fach się nie utrzyma – podkreśla.
Śliwka w czekoladzie i wspólna robota
– W sobotę każdy, kto przychodzi do pracy, dostaje śliwkę w czekoladzie. To drobiazg, ale buduje wspólnotę – opowiada jeden z pracowników.
– To nie chodzi o cukierka. Chodzi o to, żeby ludzie widzieli, że jesteśmy razem i że zakład się rozwija – odpowiada dyrektor.
NATO, zbrojeniówka i kosmos
Zakład ma numer natowski i jest wpisany w system Ministerstwa Obrony Narodowej.
– Jesteśmy w trakcie uzyskiwania koncesji nie tylko na sprzedaż, ale też na wytwarzanie. Współpracujemy z polskimi i zagranicznymi partnerami przy liniach technologicznych o podwyższonych wymaganiach bezpieczeństwa – słyszymy w CFB.
– Ktoś będzie obsługiwał przemysł kosmiczny. Trzeba pokazać, że Kraków ma nie tylko IT i biura, ale też zakłady, które potrafią zrobić ciężki, precyzyjny sprzęt – mówi wiceprezydent Krakowa Stanisław Mazur.
„Żywioł pracy zbiorowej”
– Jest taki stary wywiad z Józefem Piłsudskim o „żywiole pracy zbiorowej”. To jedyny żywioł, który nie pochodzi od Boga, tylko od ludzi. My jesteśmy od siebie zależni – mówi prezes.
– Chciałbym, żebyśmy wrócili do szacunku dla pracy, do praktyki i do uczenia młodych. Ludzie w Polsce są mądrzy i pracowici. Trzeba im tylko nie przeszkadzać – dodaje.