Od powozu do opla. Jak Sapieha i Wojtyła obejmowali katedrę
Dwa wejścia, jedna katedra
Ingres do katedry to nie tylko uroczyste „wejście”. Jak przypomina ks. prof. Jacek Urban, historyk Kościoła, jest to akt symbolicznego i prawnego objęcia diecezji przez metropolitę.
– Ingres to znaczy wejść po to, żeby wziąć w posiadanie. Od tego momentu ta katedra jest jego katedrą, a to duchowieństwo jest jego duchowieństwem – podkreśla.
W XX wieku Wawel był świadkiem dwóch szczególnych ingresów: księcia-biskupa Adama Stefana Sapiehy w 1912 roku i arcybiskupa Karola Wojtyły w roku 1964. Choć oba odbyły się w tej samej przestrzeni, różnił je kontekst historyczny, styl i akcenty, jakie położono w obrzędzie.
Elementy ingresu
Ks. prof. Urban wskazuje, że każdy ingres – niezależnie od epoki – składa się z kilku zasadniczych elementów.
– Pierwszy to uroczyste powitanie biskupa, który wchodzi do katedry. Drugi to odczytanie bulli papieskiej – wylicza.
Kolejne to homagium, czyli akt posłuszeństwa, homilia określająca program pasterski, a na końcu wspólna Eucharystia, błogosławieństwo i agapa. Te same punkty odnajdziemy zarówno w 1912, jak i w 1964 roku, choć ich przebieg i akcenty znacząco się różniły.
Ingres księcia-biskupa
3 marca 1912 roku Kraków witał Adama Stefana Sapiehę z rozmachem charakterystycznym dla epoki autonomii galicyjskiej. Powitanie zaczęło się jeszcze przed Wzgórzem Wawelskim: wojsko ustawiło szpalery na Franciszkańskiej, młodzież szkolna czekała na Grodzkiej. Sam książę przybył do katedry powozem, co – jak zauważa ks. prof. Urban – było naturalnym znakiem prestiżu i ceremoniału tamtych czasów.
W progu świątyni archidiakon wręczył mu klucze do katedry, symbol władzy pasterskiej. Chór zaśpiewał Ecce sacerdos magnus – „oto kapłan wielki”. Procesja poprowadziła nowego biskupa najpierw do kaplicy Najświętszego Sakramentu, następnie do konfesji św. Stanisława i dopiero stamtąd do prezbiterium. Sapieha, ubrany od początku w najcenniejsze zabytkowe paramenty – infułę Tomasza Strzępińskiego, ornat królowej Anny Jagiellonki i pastorał biskupa Jana Małachowskiego – stanął przy tronie biskupów krakowskich.
Ważnym momentem było homagium: duchowieństwo i przedstawiciele Kościoła składali akt posłuszeństwa, całując pierścień biskupi. Dopiero po Mszy św. Sapieha wygłosił kazanie i udzielił apostolskiego błogosławieństwa. Zwieńczeniem dnia była zarówno uroczysta kolacja dla zaproszonych gości, jak i – co odnotowała prasa – posiłki dla ubogich zorganizowane przez nowego pasterza.
Ingres arcybiskupa Wojtyły
8 marca 1964 roku Karol Wojtyła przybył na Wawel w zupełnie innej rzeczywistości – w realiach PRL. Zamiast powozu był czarny opel, zamiast wojskowych szpalerów – skromniejsza oprawa. Sam obrzęd powitania na Wawelu był jednak bardziej rozbudowany. W progu katedry oczekiwali biskupi pomocniczy i kapituła, a nowy arcybiskup ucałował pacyfikał podany przez kustosza. Przyjął też powitanie od górali, co było wyraźnym znakiem więzi z ludem.
Procesja, podobnie jak pół wieku wcześniej, odbyła się pod baldachimem, przy śpiewie „Kto się w opiekę”. Tym razem jednak trasa była inna: najpierw konfesja św. Stanisława, potem sarkofag królowej Jadwigi i kaplica Najświętszego Sakramentu. Wojtyła ucałował ołtarz i zasiadł na katedrze biskupiej, wyraźnie podkreślając moment objęcia urzędu.
Homagium miało charakter bardziej wspólnotowy. Biskupi składali je na stojąco, duchowieństwo – klęcząc, przy śpiewie „Te Deum”. Nowy arcybiskup przemówił jeszcze przed Mszą, mówiąc o drżeniu i odpowiedzialności, jakie towarzyszą wejściu do wawelskiej katedry. Dopiero później został ubrany w liturgiczne szaty, wśród których znalazły się historyczne paramenty znane już z ingresu Sapiehy.
Wspólne i różne
Oba ingresy łączyła głęboka symbolika i zakorzenienie w tradycji Wawelu. Różnił je jednak język gestów. W 1912 roku dominował majestat i obecność elit politycznych oraz arystokracji. W 1964 roku akcent przesunął się ku wspólnocie Kościoła, intelektualistom, ludziom pracy i chorym – do których Wojtyła napisał list już w dniu ingresu.
Jak zauważa ks. prof. Urban, zarówno Sapieha, jak i Wojtyła „szukali ludzi” i od początku dawali znak bliskości z tymi, którym mieli służyć.
Tak pisała prasa
Ingres Sapiehy był szeroko relacjonowany przez prasę galicyjską. „Czas” podkreślał atmosferę wiary i troski o los narodu, a „Nowości Ilustrowane” z barwnymi detalami opisywały stroje, tłumy i dźwięk Zygmunta.
„Około godz. 9-tej rano przy dźwiękach Zygmunta i dzwonów we wszystkich kościołach krakowskich ks. Biskup Sapieha, w karecie, zaprzężonej w dwa piękne araby, wjechał na stoki Wawelu. U bramy, wiodącej do katedry, powitało księcia-biskupa duchowieństwo. Archidiakon podał na tacy ks. biskupowi Sapieże klucze, symbol władzy i wprowadzili ks. biskupa do wnętrza. Wspaniałe presbiteryum katedry krakowskiej dawno już nie widziało tak licznego i malowniczego zebrania. Biskupi w fioletach, dygnitarze rządowi w mundurach i liczni przedstawiciele arystokracyi w polskich strojach tworzyli wspaniały, barwny obraz” – można przeczytać w „Nowościach Ilustrowanych” z 9 marca 1912.
Relacje miały charakter niemal kronikarski, budując obraz wydarzenia jako manifestacji religijnej i narodowej jedności. W 1964 roku prasa funkcjonowała już w warunkach cenzury, dlatego przekaz był oszczędniejszy, skupiony na liturgii i duchowym wymiarze ingresu. Mimo to oba wydarzenia zapisały się w pamięci Krakowa jako momenty przełomowe.