Pięć lat temu oblał testy, teraz Cracovia za niego zapłaciła [Rozmowa]
Mateusz Szczepaniak w piątek podpisał z Cracovią czteroletni kontrakt. Klub z ulicy Kałuży wykupił go z Miedzi Legnica. – W Podbeskidziu strzeliłem dziesięć goli, dla Cracovii musi ich być więcej – podkreśla w rozmowie z LoveKraków.pl.
Michał Knura, LoveKraków.pl: Zaczyna pan nowy rozdział w karierze. Domyślam się jednak, że o spadku z Podbeskidziem nie udało się jeszcze zapomnieć?
Mateusz Szczepaniak: Na pewno nie. Dla każdego zawodnika to bardzo przykra sytuacja. Teraz, kiedy jesteśmy na urlopach, musimy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak źle się stało. Staram się zrobić rachunek sumienia – co mi wyszło, a co zrobiłem nie tak, jak powinienem. Szkoda klubu i kibiców, bo panuje tam świetna atmosfera. Podbeskidzie wciąż powinno być w ekstraklasie.
To był pana pierwszy sezon w ekstraklasie. Jakie wnioski?
W kolejnym chciałbym dołożyć coś do poziomu, który prezentowałem w Bielsku-Białej. Poprzeczka idzie w górę i jeżeli mam pomóc Cracovii, to muszę grać jeszcze lepiej. Tylko realna pomoc kolegom na boisku mnie zadowoli.
Strzelecka powtórka, czyli dziesięć bramek w sezonie, pana zadowoli?
Nie chcę stać w miejscu. Zakładam sobie wyższe cele i zadowolony będę tylko wtedy, gdy uda mi się to zrealizować. Goli dla Pasów musi być więcej niż dla Podbeskidzia.
Dlaczego Cracovia? Kusiły pana europejskie puchary?
Możliwość gry w kwalifikacjach Ligi Europy to dodatek, a nie główna przyczyna. Miałem inne propozycje z ekstraklasy, ale wybierając Cracovię kierowałem się przeczuciem. Nigdy mnie nie zawiodło, więc mam nadzieję, że to kolejny dobry wybór w mojej karierze.
Klubowej stronie powiedział pan, że „Cracovia gra najlepszą piłkę w Polsce”.
To, jak ostatnio prezentowała się Cracovia, dla oka jest najpiękniejsze. Chcę grać taką piłkę. Pasy kontrowały przebieg wydarzeń, miały piłkę przy nodze. Taką postawą drużyna Jacka Zielińskiego zyskała sobie wielu fanów, w tym mnie. Jeżeli ma się za plecami takich zawodników jak Mateusz Cetnarski czy Damian Dąbrowski, to granie jest przyjemnością.
Do Cracovii mógł pan trafić już pięć lat temu.
Byłem na testach u trenera Jurija Szatałowa. Widocznie nie był ze mnie zadowolony, ale nie było go stać, by powiedzieć mi w cztery oczy, dlaczego się nie nadaję. Na pewno wróciły nie do końca miłe wspomnienia z tamtego czasu. Teraz jednak cieszę się, że jestem w Cracovii.
Wiemy, że pana żona o piłce wie więcej niż niejeden kibic.
Czasem to męczące, bo potrafi recytować wyniki z II ligi (śmiech). Jak jednak chcę odpocząć od piłki, to stara mi się o niej nie przypominać.
Miała pływ na pana wybór?
Rozmawialiśmy, ale ostateczną decyzję podjąłem ja. Kraków to fajne miejsce do życia, myślę, że nam się spodoba.
O derbach już pan myśli?
Pewnie! Próbuję sobie wyobrazić, jakie musi być ciśnienie przed takim spotkaniem, jaka mobilizacja. Niedługo – mam nadzieję – przekonam się o tym na własnej skórze.