Porwanie, gwałt, jazda po pijaku. Sąd: 7 lat odsiadki dla sprawcy
Koronnym dowodem w sprawie gwałtu były zeznania dziewczyny, ale i nagranie z komórki, bo sprawca zarejestrował rozwój sytuacji w swoim mieszkaniu i czynności jakie podejmował wobec partnerki.
Seks użyciem gadżetów i przemocy
Ona potwierdzała, że wcześniej zdarzało się im uprawiać tzw. ostry seks z użyciem przemocy i gadżetów, ale tamtej sierpniowej nocy 2020 r. nie wyrażała na to zgody.
Formalnie parą zostali w walentyki 2020 r., gdy dziewczyna zaprosiła 35-latka na noc do hotelu. Poznali się kilka tygodni wcześniej za pośrednictwem internetu. Mężczyzna twierdził, że jest raperem i proponował dziewczynie występ w teledysku do skomponowanego przez siebie utworu. Spotykali się w jego mieszkaniu. Dziewczyna nie miała problemu z rozpoczęciem nowego związku, chociaż jej mąż akurat odbywał karę więzienia za przestępstwa narkotykowe.
35-latek był zazdrosny o dziewczynę, kontrolował jej telefon, nie pozwalał, by spotykała się z innymi mężczyznami. Raz pojechali na dyskotekę pod Kraków i tam dziewczyna zaczęła się całować z innym uczestnikiem zabawy. W drodze powrotnej autem kierował 35-latek. Doszło do awantury i gdy stanęli przy drodze, mężczyzna uderzył w twarz 35-latka i złamał mu nos. Potem poszkodowany domagał się z tego powodu od dziewczyny 2 tys. zł rekompensaty.
Strzał z broni w domu
Dziewczyna zgodziła się zapłacić, ale gdy 35-latek się pojawił po pieniądze i miał przy sobie broń palną, groził wtedy dziewczynie przestrzeleniem kolana. Wieczorem zjawił się po raz kolejny. Był zamaskowany i wtedy z broni oddał jeden strzał. Pocisk utkwił w drzwiach.
Para kontynuowała burzliwą znajomość. 35-latek stawał się agresywny po alkoholu i narkotykach, ale także dlatego, że dziewczyna prowokowała go do scen zazdrości. Była osobą wyzwoloną, skłonną do flirtów, śmiała obyczajowo i podczas imprez nie wahała się epatować nagością i seksapealem.
35-latek wściekał się, gdy nie odbierała telefonu i nie odpisywała na smsy. Gdy się widzieli, wypowiadał groźby śmierci, mówił, że spali dom partnerki, a ją samą wywiezie do domu publicznego na Ukrainie. Straszył też, że rozpowszechni zdjęcia i film nagrany raz podczas wspólnego seksu. W końcu takie nagranie przesłał rodzinie dziewczyny.
Nie przyjął do wiadomości, gdy dziewczyna poinformowała go telefonicznie, że się rozstają. Przyjechał z kolegami pod jej dom, siłą wsadził do auta i zawiózł do swojego mieszkania w Krakowie. Tam dokonał gwałtu, groził przy tym użyciem paralizatora.
Policja weszła w drzwiami
Oskarżony nie chciał wpuścić do środka policjantów, którzy przyjechali go zatrzymać. Wezwano na miejsce antyterrorystów. Oni użyli granatów hukowych i wyważyli drzwi. W środku był 35- latek i jego koledzy.
Zaprzeczał zarzutom i twierdził, że seks z partnerką tamtej nocy był dobrowolny. Sąd nie dał temu wiary i skazał 35-latka na 7 lat więzienia. Nakazał mu też zapłatę 5 tys. zł dziewczynie za krzywdę, nie może się też do niej zbliżyć przez 5 lat. Zakazał mu też na 3 lata jazdy autem, bo miał też oskarżony zarzut jazdy samochodem pod wpływem narkotyków. Ten wyrok nie jest prawomocny.