Rewitalizacja Nowej Huty kuleje [Rozmowa]

Zburzona antresola w dawnej „Skarbnicy”, ogromne drogowskazy, wycięte choinki na placu Centralnym. O problemach w ochronie zabytkowej wartości Nowej Huty, ale i o perspektywach na przyszłość rozmawiamy z Janem Janczykowskim, Małopolskim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków.

Jakub Drath, LoveKraków.pl: Urząd Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków był w ostatnich miesiącach przedmiotem krytyki w związku Nową Hutą. M.in. zniszczone wnętrze dawne „Skarbnicy” było podawane jako efekt spóźnionych działań.

Jan Janczykowski: Niestety, wpis do rejestru zespołu placu Centralnego był sprawą bardzo skomplikowaną. Sztuką było takie określenie zakresu ochrony, żeby mieszkańcy nie czuli się ubezwłasnowolnieni i żeby nie musieli przy każdym remoncie w swoim mieszkaniu zwracać się do konserwatora o pozwolenie. Z drugiej strony chodziło o to, żeby ochronić to, co rzeczywiście zasługuje na ochronę. Takich cząstkowych decyzji, obejmujących niektóre części zabytku, nie wydawaliśmy do tej pory. Wymagało to wielu konsultacji, ale zakładam, że dzięki temu teraz nie będzie odwołań.

W dawnej księgarni remont rozpoczął się jeszcze przed wpisem.

Tak, ale w tym momencie dalsze przekształcenia są zablokowane, a z tego co wiem, były dalej planowane. Niestety, cała rewitalizacja Nowej Huty kuleje od dłuższego już czasu. Ja na to zwracałem uwagę wielokrotnie, również na spotkaniach w urzędzie miasta. Na dobrą sprawę jakiekolwiek konkretne działania ze strony miasta, które by przyspieszyły proces rewitalizacji, do tej pory nie nastąpiły.

Do tej pory obowiązywał tylko wpis do rejestru układu urbanistycznego, który dawał pole do interpretacji.

To pole jest małe, bo wiadomo, że wpis układu urbanistycznego chroni formę zewnętrzną. Bez zgody konserwatora, w tym wypadku miejskiego, nie wolno wprowadzać jakichkolwiek zmian wyglądu zewnętrznego budynków. Niestety, z tego co wiem, zdarzała się wymiana niektórych witryn czy drzwi, a nie mam pewności, czy konserwator wydawał na to zgodę. W każdym razie nie słyszałem, żeby ktokolwiek protestował.

Czyli chodzi o błędy konserwatora, a nie samowolę?

Nawet jeżeli by się okazywało, że prace były przeprowadzane bez jakichkolwiek pozwoleń, bo takie rzeczy się zdarzają, to konserwator miejski miał podstawy interweniować czy wydać nakaz przywrócenia stanu poprzedniego. W Nowej Hucie następują zmiany na niekorzyść, a jej rewitalizacja idzie w dziwnym kierunku. Przykładem może być słynny program wymiany oświetlenia SOWA. On się wiąże z likwidacją autentycznych betonowych słupów, jakie tam stawiano jeszcze w czasach socrealizmu. W ich miejsce wprowadza się słupy współczesne. Interweniowałem w tej sprawie, ale ponieważ umowa była już podpisana i przez pięć lat niczego nie można zmienić, stanęło na tym, że nowe lampy ustawiono tymczasowo. Po upływie pięciu lat będą musieli znowu wydać własne pieniądze na przywrócenie słupów betonowych. Jest to chore: ktoś nie pomyślał, że ten obszar jest pod ochroną konserwatorską i takie rzeczy trzeba uzgadniać.

Podobnym przykładem są ogromne wysięgniki z drogowskazami.

Oczywiście. Po prostu na obszarze objętym ochroną powinny być zakładane inne rodzaje oznakowania, które są mniejsze, nie ingerują tak bardzo w przestrzeń. Tymczasem, z tego co wiem od miejskiego konserwatora, to w ogóle nie było z nim uzgadniane. To ewidentna samowola ze strony ZIKiT-u. Wiele dziwnych rzeczy dzieje się w Hucie, które wynikają z braku koordynacji a równocześnie z braku rozumienia tego, że jednak jest to obszar, który trzeba chronić.

Teraz budynki w Nowej Hucie zostały objęte nowym wpisem do rejestru zabytków. Na jakim obszarze on obowiązuje?

Ten wpis dotyczy zespołu placu Centralnego, czyli Centrum A 1, B 1, C 1 i D1. Oprócz tego wpisałem też kino, w którym jest w zalążku Muzeum PRL-u.

Jest plan, żeby rozszerzyć ten zakres?

Te budynki są najbogatsze i mają resztki wystroju, który zasługuje na ochronę. One wymagały wpisu w pierwszej kolejności. Nie wiem, czy obszar będzie rozszerzany. Chciałbym teraz wpisać możliwie szybko Teatr Ludowy, bo on jest jednym z niewielu miejsc z zachowanym wystrojem. Potem czekam na dokładniejsze informacje od miejskiego konserwatora, które budynki zachowały jeszcze jakieś ciekawe elementy i w oparciu o to będę wpisywał jeszcze kolejne obiekty. Bo Nowa Huta to nie warszawski MDM, te budynki są stosunkowo proste. Mają ładne proporcje, widać że były projektowane przez dobrych architektów, ale nie są zbyt bogate. To z pewnością będzie proces bardziej długotrwały. Poza tym w niektórych przypadkach, jak np. w szpitalu Żeromskiego, właściciele bronią się przed tym wpisem, bo obawiają się, że to im utrudni możliwość modernizacji.

Co taki wpis oznacza dla właścicieli mieszkań, właścicieli lokali i dla wspólnot mieszkaniowych?

Właściciele mieszkań muszą uzgodnić tylko wymianę stolarki okiennej. Wszystkie inne prace mogą prowadzić w domu bez żadnego zgłaszania. Dla właścicieli lokali na parterze w decyzji wpisowej zostało użyte określenie, że chronimy wnętrza z zachowanym wystrojem. Inaczej mówiąc, to co ocalało z pierwotnego wystroju, musi tam pozostać, np. w tych pomieszczeniach po dawnej księgarni czy w miejscu dawnej Cepelii, gdzie są jeszcze autentyczne żyrandole. Natomiast z punktu widzenia wspólnot istotne jest to, że istnieje możliwość zwracania się o dotacje z funduszy miasta i SKOZK-u o remont tego, co jest objęte ochroną. Mnie marzy się np., żeby na plac Centralny wróciły attyki. One stanowiły element charakterystyczny, a w latach 90 zostały usunięte ze względu na stan techniczny i wbrew deklaracjom nie zostały przywrócone.

Co grozi osobom, które przeprowadzą remonty bez zgody? Jak wygląda proces kontroli?

Proces kontroli jest w kompetencji konserwatora miejskiego. Jeżeli się okaże, że coś jest zrobione niezgodnie z tymi zasadami, wydawany jest nakaz doprowadzenia zabytku albo do stanu poprzedniego albo do stanu jak najlepszego. Można też nawet kierować sprawy do prokuratury. To jest wersja oficjalna, ale w praktyce egzekucja tych przepisów jest dość słaba. Dlaczego pomysł parku kulturowego odniósł tak ewidentny sukces na Starym Mieście? Ponieważ z tym związane są również przepisy karne. I w tym wypadku nie konserwator nakłada ewentualne kary, tylko Straż Miejska. Mandaty, które można w razie potrzeby powtarzać, odnoszą skutek.

Jak Pan w takim razie ocenia perspektywy utworzenia parku kulturowego dla starej części Nowej Huty?

Na razie określono granice tego parku, szczegóły są dopiero ustalane. Chciałbym, żeby po doświadczeniach Starego Miasta było to robione w nieco inny sposób. Po pierwsze bardziej precyzyjny, żeby uniknąć możliwości interpretacji, jak to było w przypadku wycinki choinek na placu Centralnym. Potrzebne są też bardziej precyzyjne zapisy odnośnie funkcji. Na Starym Mieście jest problem z nocnymi klubami, ale zgodnie z ustawą w parku kulturowym wystarczą odpowiednie zapisy, by te bardziej uciążliwe funkcje wyeliminować. Można też na pewno działać tak, żeby zbyt rygorystycznie nie chronić wszystkiego, a z drugiej strony wprowadzić pewne elementy, które będą utożsamiane tylko z Nową Hutą. Np. jeden wzór kiosków czy przystanków obowiązujący tylko na terenie tej starej części. Harmonizujący z zabytkami, a niekoniecznie historyzujący, może być przecież nowoczesny. Koniecznie trzeba ustalić precyzyjnie przepisy dotyczące reklam. Marzy mi się, żeby wróciły neony – niekoniecznie w wersji dosłownej, bo to kosztowna technologia i da się ją zastąpić ledami. O tym wszystkim będziemy jednak mogli rozmawiać, kiedy pojawią się propozycje szczegółowych rozwiązań. Teraz jest jeszcze za wcześnie.