Rozmowa na dzień dobry. Derby i murawa
To bardzo trudny poranek dla tych naszych Czytelników, którzy są kibicami Pasów. Fani Białej Gwiazdy krótką rozmowę z Maciejem Sadlokiem, który asystował przy bramce na 2:0, przeczytają z przyjemnością.
Trzeci raz z rzędu wygraliście z Cracovią na jej terenie.
Maciej Sadlok, obrońca Wisły: Chwilę możemy się pocieszyć, ale już myślimy o niedzielnym meczu z Lechem Poznań. W tym roku jesteśmy niepokonani i czujemy, że możemy wygrać. Lech też dobrze wygląda, ale nasza w tym głowa, by się dobrze przygotować. Na pewno przed nimi nie klękniemy.
Zostańmy jeszcze przy Cracovii. Początek meczu stał pod znakiem walki i niedokładności.
Derby czasami nie są pięknymi meczami. Nie chcieliśmy cały czas grać długimi podaniami, tylko coś skonstruować. Nie zawsze się udawało, ale staraliśmy się grać w piłkę. Boisko nie było najwyższych lotów i nie sprzyjało do końca grze kombinacyjnej.
Wyciągnęliście wnioski ze spotkania Cracovii w Warszawie. W stolicy również nie pokazała się z dobrej strony.
Wiedzieliśmy, z czego Cracovia żyje, odparliśmy ich ataki.
Sędzia nie uznał samobójczej bramki van Amersfoorta, choć powtórki pokazują, że Hebert nie faulował.
Słyszeliśmy, że bramka raczej była prawidłowa. Na szczęście udało nam się zdobyć drugiego gola. To dało nam nieco spokoju.