To się w oczyszczalni nie mieści. Czy Kraków jest gotowy na zalew ścieków?
Zakopane ma poważny problem. Jak poinformował w ostatnich dniach „Tygodnik Podhalański”, w porównaniu z 2020 rokiem zakopiańskie oczyszczalnie przerabiają o 20 proc. więcej ścieków. Lokalni dziennikarze alarmują, że jeśli zakładów się nie rozbuduje, może dojść do katastrofy ekologicznej. „Taka może przydarzyć się w perspektywie kilku, kilkunastu lat, jeśli nie będzie kolejnych inwestycji w oczyszczalnie” – przekonywała na łamach „TP” Stanisława Czubernat, prezeska miejskiej spółki SEWiK.
Ścieki w rzekach
Wodociągi Miasta Krakowa podkreślają, że sporym wyzwaniem dla spółki są zmiany klimatu, w efekcie których miasto nawiedzają raz na czas intensywne opady deszczu. Jaki ma to związek ze ściekami? Przypomnijmy, że przez centralne rejony Krakowa przebiega kanalizacja ogólnospławna, czyli taka, którą ścieki sanitarne i deszczówka płyną tymi samymi kanałami. Docierają nimi do dwóch wspomnianych oczyszczalni: w Płaszowie i Kujawach. Jednak kiedy kanalizacja nie wytrzymuje nadmiaru ścieków i deszczówki, czyli właśnie po intensywnych opadach deszczu, taka mieszanka poprzez przelewy burzowe dostaje się do krakowskich rzek. To spory problem, bo wraz z tymi nieczystościami m.in. do Wisły trafiają nie tylko chusteczki czy podpaski, ale również przeróżna chemia.
By odciążyć kanalizację ogólnospławną, już w 2011 r. wodociągi nałożyły na inwestorów obowiązek retencjonowania wód opadowych. Miejska spółka zapewnia również, że modernizuje przelewy burzowe i unowocześnia procesy podczyszczania ścieków. O przelewach pisaliśmy TUTAJ.