Spór Wisły z miastem nierozwiązany. Królewski: Każda ze stron ma wymagania

Decyzja Jarosława Królewskiego spowodowała, że stadion przy ulicy Reymonta zmienił nazwę. Z prezesem Synerise i Wisły rozmawialiśmy po briefingu, na którym ogłoszony został sponsor tytularny.

Pana firma została sponsorem tytularnym stadionu Wisły. Czy to pierwszy krok do tego, by klub znów był jego operatorem?

Jarosław Królewski, prezes Synerise i Wisły Kraków: To jest nasz plan na najbliższy rok, dwa, trzy. Powoli coraz lepiej rozumiemy ekonomię funkcjonowania stadionu, jak nim zarządzać i jakie są jego możliwości. Pomagają w tym także mecze Szachtara Donieck. Dzięki temu oswajamy się zarówno z ograniczeniami, jak i z potencjałem obiektu. Coraz pewniej się w tym czujemy i mamy też wiele pomysłów na komercjalizację. Mam nadzieję, że to nie jest ostatni krok.

Może pan podać kilka przykładów, co można poprawić?

Czeka nas mecz jubileuszowy i wkrótce ogłosimy, z kim go rozegramy. Poza tym mamy pomysły na to, jak przyciągnąć inne firmy do wynajmowania obiektu – tak jak zrobiło to Synerise. Stadion ma duży potencjał i jesteśmy w stanie go uwolnić. Jest kilka koncepcji, ale nie chciałbym ich jeszcze zdradzać, bo jeśli coś się nie uda, to zawsze rodzi to problemy. We współpracy z Zarządem Infrastruktury Sportowej i miastem możemy wiele zrobić.

Jarosław Królewski
Jarosław Królewski
Mateusz Kaleta/LoveKraków.pl

Relacje Wisły z miastem w ostatnim czasie się ocieplają, czego dowodem jest ta umowa. Wciąż jednak pozostaje nierozwiązany spór o 2 mln zł, których nie zapłaciliście za stadion w pierwszej połowie 2025 roku. Mówiliście, że to kwota za straty z czasu remontu obiektu, rekompensata choćby za ograniczoną liczbę kibiców.

Myślę, że także w tym temacie dojdziemy wspólnie do porozumienia i w najbliższym czasie zostanie to wyjaśnione. Podchodzimy do tego w sposób partnerski i spokojny. Każda ze stron ma swoje wymagania i ograniczenia formalno-prawne.

Co się zmieni wizualnie na stadionie? Jako sponsor Synerise ma prawo nie tylko do nazwy, ale brandingu.

Jako firma jesteśmy raczej zwolennikami niewielkich zmian. Będą to kwestie związane z logotypami i oznaczeniami, ale bez rewolucji. Nie chcemy, żeby odbiór stadionu dla kibiców w jakikolwiek sposób się pogorszył.

Co dla pana oznacza podpisanie tej umowy?

Dla mnie, jako osoby zaangażowanej po obu stronach, najważniejsze jest to, że konkurs się odbył. W przeszłości były podchody i różnie to wyglądało. Cieszę się też, że nie byliśmy jedyną firmą, która złożyła ofertę, a dodatkowo druga firma [Szubryt] została sponsorem Wisły. To pokazuje, że potrafimy partnersko się porozumiewać.

Stadion Wisły Kraków
Stadion Wisły Kraków
Bartek Ziółkowski/wislakrakow.com

Od początku mówiłem o tym wprost: zależało mi, żeby wszystko odbywało się na wysokim poziomie merytorycznym i rynkowym. Zaproponowaliśmy jednak mechanizm, który jest wręcz antyrynkowy, ale pokazuje, jak bardzo zależy nam na rozwoju klubu. Jeżeli pojawi się oferta lepsza o 20–25 procent,  jesteśmy gotowi zrezygnować z prawa do nazwy. Na rynku nikt się na to nie zgadza, bo amortyzacja takiej inwestycji – branding, ekspozycja – to zwykle trzy do pięciu lat. Ja jednak czuję, że reprezentując nie tylko firmę, ale i klub, chcę dla Wisły jak najlepiej.

Jakie daje to możliwości na przyszłość?

Przed awansem do ekstraklasy albo po awansie również możemy nagle dysponować trzema kluczowymi dla nas pozycjami: nazwą koszulki dla Wisły Kraków, nazwą stadionu i innymi miejscami, które są dla nas kluczowe, jeśli chodzi o negocjacje przyszłych kontraktów dla klubu. W mojej głowie jest zdecydowanie więcej pomysłów niż tylko i wyłącznie jakieś emocjonalne decyzje.

Liczy pan, że ta decyzja ułatwi miastu i innym klubom znalezienie sponsorów tytularnych dla obiektów?

Tak, widzimy to też w piłce. Proszę zobaczyć, ilu ludzi mamy teraz, w Widzewie Łódź i innych klubach. Jest Zbigniew Jakubas, inni prywatni inwestorzy. Siedem lat temu, jak ratowaliśmy wspólnie z państwem Wisłę Kraków, to policzylibyśmy pewnie ich na jednej ręce, a dzisiaj już mamy ich coraz więcej. To wszystko trwa, natomiast jesteśmy zadowoleni, że to postępuje.

Jarosław Królewski
Jarosław Królewski
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Jesteśmy firmą silnie związaną z Krakowem – tu powstawały pierwsze systemy, tu obsługiwaliśmy pierwszych światowych klientów. Przyjeżdżają do nas największe firmy na świecie i zawsze jestem dumny, że mogę pokazywać im stadion. Teraz będę mógł pokazywać także stadion związany bezpośrednio z moją firmą.

Podczas uroczystości zorganizowanej przez Historię Wisły, prezes Dariusz Zastawny mówił o potrzebie pokoju i życzliwości w środowisku klubu w roku 120-lecia. Podpisuje się pan pod tymi słowami?

To było wystąpienie bardzo bliskie moim słowom na klubowej wigilii. Zaczął od tego, żeby wymagać od siebie, doceniać siebie i właściwie się wartościować. Ja idę krok dalej – musimy od siebie wymagać więcej. To jest dla mnie kluczowe na ten rok.