Starzy sprzedawcy, młodzi klienci. Jaka przyszłość czeka place targowe?
O sytuacji miejskich placów targowych dyskutowali ich przedstawiciele w Pałacu Krzysztofory. Wszystko to w ramach spotkania z cyklu DNA Krakowa.
Targowisko: Handel czy wspólnota?
– Moim ulubionym określeniem dla naszego targu jest miejsce spotkania – mówi Alicja Kowalik prezeska Fundacji Targ Pietruszkowy. Jak podkreśla, klienci przychodzą nie tylko po zakupy. – Ludzie przychodzą na targ nie tylko po to, żeby coś kupić, ale też, by porozmawiać – dodaje.
Podobnie widzi to przedstawicielka Wydziału ds. Przedsiębiorczości i Innowacji UMK. – To jest największy walor targowiska, że nie jest to duża sieć handlowa, tylko miejsce, gdzie ludzie mogą się spotykać i budować relacje – zaznacza.
Z kolei Jacek Dargiewicz z Fundacji Faktor Kultura podkreśla szerszy kontekst: targowiska to „centrum lokalnej społeczności”, miejsce integracji i codziennej aktywności mieszkańców.
Starzejące się targowiska – kto tu jeszcze handluje?
Najostrzejszą diagnozę stawia Anna Tomczyk, prezeska spółki kupieckiej Nowy Kleparz.
– Mamy mnóstwo wolnych stanowisk. Czekamy na sprzedających – dodaje bez ogródek.
Jej zdaniem młodzi nie chcą pracować w takich warunkach. – Praca na targowisku jest ciężka. Młodzi ludzie chcieliby pracować w bardziej komfortowych warunkach – zauważa.
Jeszcze mocniej wybrzmiewa skala problemu: „Wszyscy wspólnicy mają 60–70 lat”. To oznacza realne ryzyko zaniku tradycyjnego handlu na targach.
Konkurencja: Dyskonty i zmiana stylu życia
Zmiana nawyków zakupowych jest widoczna gołym okiem. – Młodzi zaopatrują się w Lidlu, Biedronce, Żabce i rzadko ich na placach targowych widać – zauważa przedstawiciel Powszechnej Agencji Handlowej.
Targowiska przegrywają z wygodą i szybkością zakupów. Jednak, jak sugerują przedstawiciele kupieckich spółek, mogą wygrać autentycznością.
Rewitalizacja czy stagnacja?
Problemy infrastrukturalne są równie poważne. Anna Tomczyk mówi wprost: – Targowiska się starzeją i brzydną.
Dodaje, że bez wsparcia miasta remonty są niemożliwe. – Żadna spółka nie jest w stanie sama udźwignąć takich inwestycji – tłumaczy.
Z kolei przedstawicielka urzędu przyznaje, że miasto pracuje nad programami wsparcia, ale skala problemu jest duża.
Gastronomia i wydarzenia: Ratunek czy zagrożenie?
Nowym kierunkiem rozwoju staje się gastronomia. Wiesław Nalepa ze Starego Kleparza zauważ, że na placach targowych zaczyna dominować gastronomia.
To właśnie ona przyciąga młodszych klientów i zmienia sposób korzystania z targowisk. –Koleżanki siedzą, piją kawę, a mężowie robią zakupy – opowiada.
Jednocześnie uczestnicy spotkania podkreślają, że handel musi pozostać podstawą: targowisko „musi być targowiskiem w swoim jądrze”.
Między tradycją a przyszłością
Mimo licznych problemów pojawiają się też sygnały nadziei. Alicja Kowalik zauważa, że na jej targach pojawiają się młodsze pokolenia sprzedawców. – Są osoby, które przygotowują kolejne pokolenie do sprzedaży – tłumaczy.
Z kolei Jacek Dargiewicz widzi w targowiskach odpowiedź na współczesne potrzeby. – To miejsca, które mogą wyciągać ludzi z ich baniek i budować realne relacje – podkreśla.
Krakowskie targowiska stoją dziś przed wyborem: albo znajdą nową formułę łączącą handel, kulturę i życie społeczne, albo będą stopniowo tracić na znaczeniu. Jak podkreślają zgodnie uczestnicy dyskusji, jedno jest pewne – ich przyszłość nie rozstrzygnie się sama.