Sztuka w sześciu odsłonach w Brasserie Sztuka [Kulinaria]

Prawdziwą sztuką jest zrobić miejsce z klasą. Miejsce, w którym ceny pogodzą się z kryształowymi kieliszkami, a wyblakła od butów posadzka nie zabierze uroku czarnym obrusom na stołach. Miejsce ma już urok samo w sobie, bo kiedyś było starym kinem uwielbianym przez wielu randkowiczów. Dziś, wchodząc do niego myślisz: "no nie można było lepiej zagospodarować tej przestrzeni". Miejsce artystyczne nie tylko przez wzgląd na repertuar kinowy, a w przyszłości – kabaretowy, ale przede wszystkim repertuar kulinarny. Brasserie Sztuka zasługuje na szczególną uwagę.

O swoim sentymencie do Fabrice, który stoi między innymi za sukcesem tego miejsca, nie będę się rozpisywać. Dla mnie jest absolutnym mistrzem, jeżeli o słodkości chodzi. Miałam okazję być na warsztatach przez niego prowadzonych i muszę przyznać, że nie tylko otworzył mi kulinarną furtkę na nieznane przeze mnie dotąd makaroniki, ale i na desery same w sobie. Jego tort przygotowany na nasze wesele rozwalił system każdej jednej osobie i do dziś jest wspominany ze ślinotokiem.

Obowiązkowy deser

Zacznę więc nietypowo, bo od końca tej wizyty, czyli deserów: jeżeli jeszcze nie byliście, to bez dwóch zdań musicie zjeść każdy jeden deser z menu! Crème brûlée z azjatyckim jaśminem (12 zł) jest najlepszym, jakim jedliśmy – nie tylko ze względu na to, że jest go dużo. Nie wiem czemu akurat ten deser ukochał sobie mój Małż, ale po raz pierwszy jego mina oznajmiała zadowolenie nie tylko ze smaku, ale również z ilości na talerzu. Ja nie mogłam sobie odmówić Chrupiącego ciastka czekoladowego z musem czekoladowym z malinami i sosem angielskim z owoców jagodowych (12 zł). Poezja! Trochę przypomina mi właśnie nasz tort weselny, mogłabym jeść ten deser bez końca. Przepyszne były malinowe makaroniki, które Fabrice podrzucił nam na talerz. Następnym razem bez wątpienia zjemy po dwa desery, bo do spróbowania pozostały nam Migdałowy krem mascarpone z amaretto i duszonym rabarbarem z wanilią (12 zł) oraz Duży makaronik z owocami jagodowymi i lekkim kremem waniliowym podawany z estragonowym sosem angielskim (12 zł).

Wyrównany, wysoki poziom

Możecie sobie wyobrazić, że całe menu jest właśnie takie: bogate w smaki i aromaty, niekonwencjonalne połączenia, chociaż klasyczne i wcale nie takie drogie. Drugi raz odważyłam się na spróbowanie w restauracji risotto. Nie dlatego, że go nie lubię – wprost przeciwnie. Uwielbiam i robię w domu bardzo często, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że jest to jeden z moich "koników kulinarnych". Niestety w restauracjach zazwyczaj jest przegotowane, odstane, zdarza się też niedogotowane oraz bez ładu i składu. Tym razem, wiedząc kto za nim stoi, wybrałam bez wahania Risotto z polędwicą wołową flambirowaną wódką, sosem winnym i oliwą truflową (26 zł). Pisząc to, w tym momencie mam ogromną ochotę znaleźć się w Brasserie Sztuka i zjeść je raz jeszcze. Idealny ryż z bogactwem smaku.

Małż rozkoszował się Boeuf bourguignonne, czyli wołowiną po burgundzku z cebulkami, wędzonym boczkiem i pieczarkami oraz zapiekanką ziemniaczaną (35 zł). Nie wiem czy kiedyś próbowaliście tego dania, ale moim zdaniem tylko Francuzi ze zwykłego gulaszu mogli zrobić tak wykwintne danie. Wywodzi się ono z potraw chłopskich, ale jak napisała w swojej książce Julia Child "Mastering the Art of French Cooking", jest to jedno z najlepszych dań z wołowiny wymyślonych przez człowieka. A w Brasserie Sztuka jedno z najlepiej przygotowanych.

Wątróbka z octem malinowym

Zmierzając ku końcowi – ponieważ pewnie właśnie wychodzicie do Brasserie Sztuka – przystawki również nie zawodzą. Ja wzięłam Wątróbkę z octem malinowym na ciemnej bagietce z sałatką z młodego szpinaku (14 zł), a Małż Tatara z polędwicy wołowej "Sztuka" z kolendrą, chili, olejem sezamowym i rukolą (26 zł). Bez wątpienia ocet malinowy trzeba lubić tak, jak i samą wątróbkę. Ja lubię, więc danie uważam za trafione. Tatar fajny, lekki, inny niż nasz tradycyjny (chociaż takiego też znajdziecie w karcie).

Muszę Wam powiedzieć, że dzięki trzem miejscom z kuchnią francuską, które odwiedziłam w ostatnim czasie, polubiłam ją i sięgnęłam po kilka przepisów. Niewątpliwie ten rok jest wyjątkowym, jeżeli o kulinarne doznania w Krakowie chodzi, i jeżeli dalej tak pójdzie, to moje grudniowe Top 10 Najlepszych Restauracji w Krakowie będzie niełatwym dla mnie wyzwaniem!