Tajemnica schodów w Collegium Maius. W demontażu pomagali stolarze z Wawelu

W najstarszym budynku Uniwersytetu Jagiellońskiego znajdują się spiralne schody z początku XVIII wieku. Pochodzą z Krzeszowic i mają ciekawą historię.

Historia Collegium Maius

Budynek Collegium Maius znajduje się w Krakowie na rogu ulic Jagiellońskiej i św. Anny. W swoich murach mieści obecnie siedzibę Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie zawsze tak jednak było.

Od średniowiecza w tym gmachu mieszkali i prowadzili wykłady profesorowie, a studenci zdobywali wiedzę. „Od przełomu XVIII i XIX wieku mieściła się tutaj Biblioteka Jagiellońska, dla której potrzeb przeprowadzono etapami przebudowę w latach 1839-1870 (…), nadając budynkowi styl neogotycki” – przypomina w jednej ze swoich publikacji Artur Wójcik, historyk z Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Z czasem rozpoczęto wyprowadzkę zbiorów bibliotecznych, którą w trakcie wojny dokończyli Niemcy. „W średniowiecznym gmachu urządzili Instytut Niemieckich Prac na Wschodzie” – przypomina Wójcik.

Po wyzwoleniu z okupacji niemieckiej Collegium Maius znajdowało się w opłakanym stanie technicznym. Jak zauważa historyk, dowodem upadku była wystawa gołębi, drobiu, królików i psów, zorganizowana w lutym 1946 roku w byłym już gmachu Biblioteki Jagiellońskiej. 

Ponadto w budynku znalazły miejsce siedziby różnych jednostek UJ, firm inżynieryjnych i komunalnych. Złożono tutaj również dokumenty Archiwum Państwowego i zbiory antropologiczne.
Artur Wójcik

Początki działalności muzealnej w Collegium Maius datowane są na XIX wiek.

Schody gdańskie z Krzeszowic

Spiralne schody, o których wspomnieliśmy na początku, stanowią element wystroju Stuby Communis.

– Zostały tam wkomponowane po II wojnie światowej, na początku lat 50. – przypomina rzecznik prasowy Uniwersytetu Jagiellońskiego Marcin Kubat. Dodaje, że są to konkretnie schody gdańskie z początku XVIII wieku.

Skąd przywędrowały i jak to się stało, że znalazły się w Collegium Maius?

Artur Wójcik przypomina, że wcześniej znajdowały się w Pałacu Potockich w Krzeszowicach, o którym pisaliśmy już na naszych łamach.

Jego budowę rozpoczęto w 1850 roku, a zakończono siedem lat później.

Pierwsze dwa projekty budynku powstały na zamówienie Izabeli Lubomirskiej, pod koniec XVIII w. Następne zamawiali Potoccy” – czytamy na stronie internetowej zabytek.pl, sygnowanej przez Narodowy Instytut Dziedzictwa.

Dalej dowiadujemy się, że ostateczny projekt wykonał Franciszek Maria Lanci, polski architekt włoskiego pochodzenia. Zaproponował rezydencję stosunkowo skromną, bardziej zasługującą na miano willi niż pałacu. 

Jak przypomina historyk z Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, pałac został splądrowany m.in. przez żołnierzy Armii Czerwonej.

Po wycofaniu się wojsk radzieckich pałac został objęty ochroną przez patrole Milicji Obywatelskiej. Mimo tych środków w dalszym ciągu dokonywano grabieży, tym razem w tej niechlubnej roli wystąpili mieszkańcy Krzeszowic, Woli Filipowskiej, Miękini i Filipowic.
Artur Wójcik

Historyk nie ma wątpliwości: „Z biegiem czasu było jasne, że pałac popadnie w ruinę, a wszystkie pozostałe elementy wystroju ulegną dewastacji”.

Pałac Potockich
Pałac Potockich
Bartosz Dybała, LoveKraków.pl

Schody uratował zespół, kierowany przez Karola Estreichera, historyka sztuki, zaangażowanego w rewindykację polskich dzieł, które zostały zagrabione w czasie II wojny światowej.

„Zespół postanowił rozebrać z pałacu spiralne schody z początku XVIII wieku (znane jako schody gdańskie) i przenieść do Collegium Maius, gdzie idealnie wkomponowały się w przestrzeń Stuby Communis” – przypomina Wójcik.

W demontażu schodów pomagali stolarze z Zamku Królewskiego na Wawelu.

„Od dziś rano zaczynamy rozbiórkę schodów w Krzeszowicach. Wysłałem trzech stolarzy wawelskich, tj. Kaparnika, Stusa i Łąckiego. Robota będzie ukończona przypuszczalnie do soboty, a w przyszłym tygodniu schody przyjadą do Krakowa. Ci sami stolarze złożą je we właściwym czasie w Stuba Communis” – można przeczytać w relacji Adama Bochnaka (1899-1974), historyka sztuki, profesora UJ, dyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie.

Artur Wójcik podsumowuje: „Estreicher wraz ze swoimi współpracownikami ratował więc zabytki, które mogły ulec zniszczeniu. Choć jego metody mogą budzić kontrowersje, były one podyktowane sytuacją kryzysową, w której klasyczne metody ochrony dziedzictwa były niewystarczające”.