„To bardzo poważna decyzja”. Radni mają wątpliwości w sprawie połączenia szpitali
Takie są szczegóły propozycji
W kuluarach od dawna mówi się o możliwym połączeniu Szpitala Narutowicza oraz Szpitala Wojskowego.
Przez jakiś czas oficjalnie trzymano się wersji o zacieśnianiu współpracy.
W ostatnich dniach pracownicy Narutowicza, czyli miejskiej lecznicy, po raz pierwszy usłyszeli szczegóły propozycji, którą miastu przedstawiła wojskowa placówka oraz Ministerstwo Obrony Narodowej.
Podkreślano, że nie chodzi o przejęcie Narutowicza przez Szpital Wojskowy. Miałoby natomiast dojść do utworzenia nowego podmiotu przez obie placówki.
Chodzi o wojskowy instytut medyczny, o którym wielokrotnie pisaliśmy na naszych łamach.
Na niedawnej komisji zdrowia Rady Miasta Krakowa pomysł połączenia szpitali przedstawił prof. Bartłomiej Guzik, dyrektor Szpitala Wojskowego.
Radni sceptycznie podeszli do tego planu. Temat powrócił dzień później na sesji.
Musieli zachować poufność
Pełniący funkcję prezydenta Krakowa Stanisław Kracik przypominał, że już osiem miesięcy temu informował radnych o tym, że prowadzi rozmowy z dyrekcją Szpitala Wojskowego na temat ewentualnej współpracy między placówkami.
Podkreślił, że powstała analiza ekonomiczna dotycząca obydwu szpitali. – Te dokumenty otrzymaliśmy całkiem niedawno – przekonywał Kracik.
Dodawał, że Ministerstwo Obrony Narodowej nie może czekać z dalszymi decyzjami do wyborów prezydenckich w Krakowie: z uwagi na harmonogram przygotowywania specustawy dotyczącej tworzonego instytutu.
– Kładziemy zatem karty na stół – wskazywał Stanisław Kracik.
Dodawał, że gdyby propozycja połączenia placówek została przyjęta przez radnych pozytywnie, dla miasta byłoby to zielone światło do kontynuowania rozmów oraz dogadywania szczegółów.
– Chciałbym, żeby dialog z personelem naszego szpitala i jego dyrekcją był prowadzony w sposób maksymalnie transparentny. Zależy nam na tym, aby świadczenie usług dla Krakowian nie pogorszyło się – podkreślał.
– Dziś nie przesądzamy o niczym. Bardziej chodzi o wysłuchanie propozycji, jaką MON składa miastu – podsumował Kracik.
Zapewnił, że niezależnie od prowadzonych rozmów, w Szpitalu Narutowicza realizowany jest plan naprawczy.
Prawie wszystko w jednym miejscu
– Jeśli utworzymy instytut na bazie dwóch placówek, powstanie trzecia co do wielkości instytucja medyczna na arenie Krakowa: po Szpitalu Uniwersyteckim oraz Szpitalu Rydygiera – wyjaśniał radnym prof. Bartłomiej Guzik.
Jego zastępca ds. lecznictwa płk lek. Marian Król przekonywał, że na połączeniu zyskają Krakowianie.
– Będą mieli dostęp do prawie wszystkich dziedzin medycyny. Instytut pozwoli na to, że pacjenci zostaną kompleksowo zaopiekowani w jednym miejscu – dodawał.
Prof. Guzik zapewniał, że w efekcie połączenia nikt nie straci pracy. – Co więcej, będziemy zatrudniać kolejne osoby – przekonywał.
– Jeśli do połączenia nie dojdzie, jest ryzyko dalszego odpływu kadry ze Szpitala Narutowicza – podkreślał.
Wyliczał, że łączna kwota zobowiązań miejskiej placówki na dziś to 323 mln złotych.
Zdaniem prof. Guzika połączenie szpitali poprawiłoby sytuację finansową Narutowicza.
Radczyni prawna Szpitala Wojskowego wyjaśniała, że powołanie instytutu może odbyć się tylko na podstawie tzw. specustawy, o której wspominał Stanisław Kracik.
Żal do władz Krakowa
– Dzisiejsza prezentacja została mocno skorygowana w stosunku do tej, którą przedstawiono na komisji zdrowia. Dziękuję za to, że pojawiły się w niej pewne korzyści dla mieszkańców – komentował radny Michał Starobrat z Krakowa dla Mieszkańców.
Wyraził żal, że przyszłość Szpitala Narutowicza stała się zakładnikiem referendum.
– Głęboko żałujemy, że dotychczas dyskusji nie było. Dowiedzieliśmy się, że analiza ekonomiczna była zlecona wiele miesięcy temu przez MON. Państwo mieli wiedzę, że powstaje – zwracał się do Stanisława Kracika.
Dodawał, że władze miasta stawiają radnych przed trudną decyzją, a tymczasem nie wszyscy otrzymali wspomniane dokumenty.
Według Starobrata ma z nich wynikać, że sytuacja Szpitala Narutowicza nie jest taka zła, jak była przedstawiana.
– W analizie jest napisane, że powoli wychodzi na prostą – wskazywał radny.
Widzi zagrożenia jeśli chodzi o połączenie placówek.
– Obecnie jako miasto mamy wpływ na funkcjonowanie oddziałów w Szpitalu Narutowicza. Gdyby stał się częścią instytutu, stracimy ten wpływ – obawia się Starobrat.
– Jaką mamy pewność, że gdy zmieni się minister obrony narodowej, będzie chciał inwestować w nieopłacalne oddziały ginekologii, pediatrii czy położnictwa dla Krakowian? – dopytywał Starobrat.
– Stabilniej będzie, jeśli Szpital Narutowicza zostanie szpitalem miejskim – dodawał.
Stanisław Kracik apelował, by nie grać szpitalem w kampanii wyborczej.
– Bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców to nie jest tylko Narutowicz, bo mamy też Szpital Żeromskiego. W Narutowiczu leczy się niecałe 9 proc. populacji miasta. Reszta leczy się w innych placówkach. Proszę więc demagogicznie nie opowiadać o zagrożeniu zdrowotnym mieszkańców – komentował.
Przekonywał, że jeśli instytut powstanie bez miejskiej lecznicy, to kadra z Narutowicza przejdzie tam sama z siebie.
– Opowiadanie o tym, że wojsko zajmie się swoimi sprawami i nie będzie leczyć np. starszych Krakowian, to kompletna bzdura. Wojskowi też się starzeją. Jak będzie potrzebna geriatria, to ją otworzą – dodawał Kracik.
– Prawie na pewno będzie inny minister obrony. Ale to nie on kształtuje politykę zdrowotną – zapewniał z kolei prof. Guzik.
Michał Ciechowski z klubu Prawa i Sprawiedliwości zwracał uwagę, że radni nie wiedzą, jaka jest sytuacja finansowa Szpitala Wojskowego.
– Jak bez tej wiedzy mamy podjąć decyzję? Będziemy musieli ją podjąć końcem czerwca, a pytań jest bardzo dużo: co z SOR-em, co z lądowiskiem? – dopytywał.
– Nie będziemy wykorzystywać tej sprawy do celów politycznych. Jest zbyt poważna – komentował Ciechowski.
– Raport z sytuacji finansowej Szpitala Wojskowego jest dostępny publicznie. Za zeszły rok mamy ujemny wynik finansowy [– 25 mln zł, przyp. red.] – przekonywał prof. Guzik.
Zapewniał, że nowa placówka zostanie oddłużona. Dodawał, że jeśli będzie miało miejsce połączenie, dojdzie do konsolidacji szpitalnych oddziałów ratunkowych.
Przewodniczący Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Stawowy stwierdził, że dla pacjentów bez znaczenia jest to, kto jest właścicielem szpitala.
– Najważniejsze jest to, żeby była w nim obsługa Krakowian i mieszkańców podkrakowskich gmin – dodawał.
Wskazywał, że w całej sprawie najmniej chodzi o pieniądze. – Jeżeli mamy wnieść nieruchomości, pracowników do instytutu, miasto musi mieć jakiś wpływ na jego funkcjonowanie – podkreślał Stawowy.
Radnym zostało przekazane, że instytut ma zacząć działać 1 stycznia 2027 roku.
Do tematu będziemy powracać.