Toniemy w odpadach i płacimy miliony. „Nielegalność się opłaca”

– Przestępczość odpadowa w Polsce wciąż jest faktem – mówi nam prof. dr hab. Piotr Skubała z Wydziału Nauk Przyrodniczych. Efekty takiej działalności odczuwalne są nadal w Małopolsce, m.in. na terenie Skawiny.

Polska płaci za niebezpieczne odpady

„Dziś przyszła świetna wiadomość. Otrzymaliśmy wszystkie 11 milionów koron za usunięcie nielegalnych polskich odpadów z Bogumina” – przekazał w ostatnich dniach czeski minister środowiska Petr Hladik.

Jak dodał, Polska przez sześć lat odmawiała ich wywiezienia, dlatego strona czeska usunęła je na własny koszt.

Teraz przyszedł czas na finansową rekompensatę ze strony naszego państwa. 

Jak podało rmf24.pl, odpady, a wśród nich niebezpieczne substancje, trafiły do Bogumina w 2019 roku. 

Miała je tam przywieźć zorganizowana grupa przestępcza.

Dlaczego o tym piszemy? Ponieważ problem nielegalnych składowisk, na których zostały zgromadzone niebezpieczne odpady, dotyczy również Małopolski.

To właśnie w naszym regionie, zdaniem krakowskiej prokuratury, działała tzw. mafia śmieciowa, której proces wciąż toczy się przed sądem.

Śledczy z Krakowa współpracowali w tej sprawie z organami ścigania w Czechach, gdzie również trafiały niebezpieczne odpady.

Protesty wśród mieszkańców

Problem ma nadal m.in. Skawina, w której 10 lat temu pojawiła się spółka Clif.

Od starosty krakowskiego otrzymała zezwolenie na zbieranie odpadów, również tych niebezpiecznych. Jak wspominali na naszych łamach urzędnicy ze Skawiny, wiązało się to z szeregiem protestów wśród mieszkańców.

Już przed rozpoczęciem działalności w Skawinie spółka Clif zaczęła budzić podejrzenia naszego urzędu – przekazywał nam w październiku ubiegłego roku ówczesny rzecznik prasowy Urzędu Miasta i Gminy Skawina Michał Sumera.

Skawina, zdjęcie ilustracyjne
Skawina, zdjęcie ilustracyjne
Krzysztof Kalinowski

W związku ze stwierdzonymi przez inspekcję ochrony środowiska nieprawidłowościami, starosta wszczął postępowanie w sprawie cofnięcia zezwolenia na zbieranie odpadów.

Te wciąż zalegają przy ulicy Piłsudskiego. Jak zapewniali nas urzędnicy, są stopniowo wywożone.

Do tej pory bezpiecznie wywieziono 170 ton odpadów – podawały w lutym 2021 roku władze Skawiny.

Od września 2019 roku spółka Clif znajduje się w stanie upadłości. Prawomocnym wyrokiem sądu przejął ją syndyk, którego zadaniem jest dalsze prowadzenie działalności w taki sposób, aby bezpiecznie i zgodnie z przepisami pozbyć się wszystkich odpadów.

Od października ubiegłego roku syndyk nie odpowiada na nasze pytania.

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie nie ma zastrzeżeń do jego działań.

Syndyk, jak wykazały nasze kontrole, podejmuje kroki w celu minimalizacji ewentualnych zagrożeń i likwidacji miejscowych wycieków z pojemników, w których zmagazynowane są odpady niebezpieczne oraz inne niż niebezpieczne. Całość terenu jest utwardzona i wyposażona w kanalizację.
Magdalena Gala, rzeczniczka prasowa WIOŚ

Proces dotyczący działalności spółki Clif wciąż toczy się przed krakowskim sądem. Początkowo był szeroko opisywany przez media, ale z czasem dziennikarze zaczęli tracić nim zainteresowanie.

Akt oskarżenia trafił do krakowskiego sądu w 2020 roku. Ostatnio w charakterze świadka zeznawał m.in. mężczyzna, który realizował jeden z transportów, przechwyconych ostatecznie przez policję.

– Czy wie pan, czym został pan załadowany? – dopytywała sędzia. – Wiem tylko, że ładunek był trefny. Ale co to konkretnie było, tego nie wiem – stwierdził.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Na czym polegała działalność spółki? – Kierujący grupą Andrzej N. sprzedał podmiotom gospodarczym usługi odbioru i zagospodarowania odpadów niebezpiecznych o łącznej wartości ponad 23 milionów złotych. Zamiarem jego było porzucenie odpadów, celem uniknięcia kosztów, związanych z ich unieszkodliwieniem – tłumaczyli nam policjanci, którzy znają kulisy sprawy.

Były to m.in. odpady przemysłu chemicznego, petrochemicznego oraz farbiarskiego.

Nielegalność bywa tańsza

Prof. dr hab. Piotr Skubała z Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach nie ma wątpliwości, że przestępczość odpadowa w Polsce wciąż jest faktem.

Jest ona szczególnie groźna, jeżeli mamy na uwadze odpady niebezpieczne. Państwo samo dostrzega wagę problemu, starając się wzmocnić Inspekcję Ochrony Środowiska i zaostrzyć podejście do nielegalnego składowania.
Prof. dr hab. Piotr Skubała

Dlaczego zatem, mimo wysiłków władz, śmieci wciąż są porzucane, a przestępcy pozbywają się ich m.in. poprzez wywoływanie pożarów? 

– Odpowiedź wydaje się oczywista: ponieważ bodźce ekonomiczne są nadal silne. Legalne zagospodarowanie odpadów (zwłaszcza problemowych) kosztuje, a nielegalność bywa tańsza i szybciej „rozwiązuje” kłopot – twierdzi ekspert.

I dodaje: – Poza tym, system kontroli kuleje, niedostateczna jest nieuchronność kary, a najłatwiej przerzucić koszty na gminy i mieszkańców.

Jego zdaniem nie pozostaje nam nic innego, jak głośno o tym mówić, domagać się skutecznych zmian w prawie, jak również mobilizować obywateli do reagowania w każdej podejrzanej sytuacji.

Jak zapowiedziała w lipcu tego roku ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, cytowana przez PAP, samorządy otrzymają w sumie 400 mln zł na rekultywację poprzemysłowych terenów oraz usuwanie nielegalnych toksycznych wysypisk odpadów.

To nie jest marginalny problem

Prof. Skubała zwraca uwagę, że problem w Polsce nie dotyczy wyłącznie odpadów niebezpiecznych. Wciąż „gdzie popadnie” porzucane są również śmieci komunalne.

– Niestety nie jest to zjawisko marginalne. Statystyki pokazują, że mimo intensywniejszego sprzątania, liczba dzikich wysypisk utrzymuje się na wysokim poziomie, a w ostatnim czasie nawet wzrosła – twierdzi naukowiec.

I wylicza: – Według danych GUS na koniec 2023 r., w Polsce istniały 2154 dzikie wysypiska, a na koniec 2024 r. już ponad 2700. Państwo i samorządy działają. W 2024 r. zlikwidowano 12 726 dzikich wysypisk (w 2023 r. 9804). 

Zauważa, że sprzątamy więcej, ale problem nie znika, a wręcz „odnawia się” szybciej, niż jesteśmy w stanie zareagować.