W czasie pandemii zeszliśmy do piwnic i zaglądamy na strychy

Kto stracił na pandemii? Lista będzie tak długa, że aż strach ją tworzyć. Zyskali producenci pleksi, maseczek, płynów dezynfekujących. I szewcy, którzy prawie bez butów zaczęli chodzić.

Historia tego tekstu zaczyna się od dziury w sportowym bucie. Okres gwarancji się skończył, ale trzymały się lepiej niż właściciel i szkoda było wyrzucać parę z powodu jednego ubytku. Zimę, w tym roku wyjątkowo zimową, przeleżały w szafie. Pierwsze ciepłe dni i coraz śmielej wschodzące słońce przypomniały o problemie i kazały szukać rozwiązania. Ruszyłem więc w miasto, a konkretnie do wujka Google.



Nie grymasić

Początkowo można było odnieść wrażenie, że mój szewc nie szanuje klientów, bo "znowu coś przynieśli". Pracy ma sporo, pokazuje kolejkę butów do naprawy, przeróbki. Jak to Polak, trochę ponarzeka, ale szybko bierze się do pracy. Dziękuje, że ją ma.

– Teraz jest jej za dużo, ale nie odmawiam. Jestem w szoku, gdy słyszę o akcjach ratowania ostatniego szewca w okolicy, bo nie ma klientów. Nie mogę w to uwierzyć! Dla mnie tak jest, bo ten ktoś nie chce się już tym zajmować lub grymasi. Są wśród nas tacy, którzy machną ręką i powiedzą: pan wyrzuci, nie opłaca się. Ja zawsze szukam rozwiązania, więc i robota jest – kończy i ładnie mi dziękuje, bo kolejny z dziurawym butym czeka w kolejce.

*Imię bohatera tekstu zostało zmienione, a miejsce pracy pozostało do wiadomości redakcji. Mówił, że nie potrzebuje rozgłosu, bo to nie w jego stylu. Jeszcze byśmy sprowadzili mu na głowę dodatkowych klientów i prawdziwie szewc zacząłby bez butów chodzić. Jego też się zużywają.