W Krakowie zabraknie barów mlecznych?
Ciepłego posiłku taniej niż w barze mlecznym nie zjemy. Niektóre z nich istnieją w Krakowie od ponad 40 lat. Wiele osób ma do nich sentyment jeszcze z czasów młodzieńczych, inni przychodzą, bo jedzenie można dostać za półdarmo. Są popularne w dużym gronie ludzi z różnych sfer, a do tego spełniają funkcję nie tylko kulinarną. Na jakich zasadach działają dofinansowania dla barów mlecznych?
W barach mlecznych znajdziemy tradycyjną kuchnię polską za najniższą cenę. Za zupę zapłacimy nie więcej niż 3 złote, za danie jarskie około 5 złotych, mięsne w okolicach 7 złotych. Dostaniemy też tradycyjny kompot oraz „coś na słodko”. Wszystko jest świeże, robione na bieżąco każdego dnia. – Rzadko kiedy zostają nam potrawy na kolejny dzień, wszystko robimy sami: zupy czy pierogi, nie używamy półproduktów – mówi pani Anna, szefowa z baru mlecznego „Pod Filarkami” przy ulicy Starowiślnej. W godzinach wczesno popołudniowych jest tam naprawdę tłoczno. Kolejka jednak nie jest duża, bo dania są wydawane bardzo sprawnie.
Bary dostają dotacje na pokrycie 40% kosztów produktów, z których robione są jarskie potrawy. W zamian zobowiązane są do sprzedawania dań z marżą nie większą niż 30%. Porcja pierogów za 4,5 złotego dostaje dofinansowane w wysokości 1,8 złotego. Bary współpracują z krakowskim ośrodkiem pomocy społecznej. Ubodzy dostają bloczki, które mogą wymienić na ciepły posiłek. – Przychodzi wiele osób z MOPSu, za 1 bloczek mogą sobie wybrać dowolną potrawę nie przekraczającą 5,5 złotego – dodaje pani Anna. Dofinansowanie na posiłki dla dorosłych osób potrzebujących z MOPSu wynosi około 3,5 mln złotych rocznie. – Nie zawieramy umów wyłącznie z barami mlecznymi, aczkolwiek bardzo często dzieje się tak, że to właśnie one wygrywają przetarg, oferując najtańsze i najlepsze posiłki – mówi Artur Sajak, pracownik krakowskiego MOPSu.
Niejasne przepisy
W sobotę na Rynku Głównym pod pomnikiem Adama Mickiewicza odbył się happening w obronie barów mlecznych zorganizowany przez Waldemara Domańskiego. Sprzeciwiano się zmniejszeniom dotacji oraz zmianie wytycznych ich przyznawania. Właściciele jadłodajni rezygnują z potraw mięsnych albo z samych dotacji, ponieważ wytyczne co do częściowego finansowania potraw z dodatkiem mięsa nie są jasne. – Łatwiej nam zrezygnować z dotacji albo znacznie podnieść ceny dań mięsnych, niż stosować się do reguł wyznaczanych przy dotacjach lub narażać się na kary. Klientów na pewno przez to ubędzie – dodaje pani Jadwiga, wydająca posiłki w stołówce przy Rynku Podgórskim.
reklama
Jadłodajnia Domowa - świeże, smaczne i zdrowe posiłki kuchni polskiej
Cały problem z nowymi wytycznymi polega właśnie na ich niejasności. Placek z sosem grzybowym to danie wegetariańskie, czyli podlega regułom dotacji, ale ten sam placek z gulaszem to już całkiem inna bajka. Częściowemu dofinansowaniu nie podlega nie tylko sam mięsny gulasz, ale placek również. A co z jajecznicą z kawałkiem boczku, czy żurkiem z odrobiną kiełbasy? Wszystkie zaliczane są do potraw mięsnych – niefinansowanych. Dodatkowo wszystkie użyte składniki i dodatki muszą być zaksięgowane. – Jest z tym bardzo dużo pracy, wszystko musi być wyliczone co do dekagrama – zaznacza pani Jadwiga, pracująca w barze przy ulicy Krakowskiej. – Jeżeli nowe wytyczne faktycznie się zmienią, a do tego pieniędzy będzie mniej, możemy się nie utrzymać – dodaje.
reklama
Najlepsza pizzeria w Krakowie? Babilon! PROMOCJA: Mega pizza w cenie średniej!
Nie tylko tanie jedzenie
Bar mleczny to nie tylko stołówka z tanim domowym jedzeniem. Jest to także demokratyczne miejsce, w którym wszyscy traktowani są na równi. Profesorowie i panowie z aktówkami jedzą te same leniwe pierogi, co bezdomni i ubodzy z bloczkami, a do tego mogą porozmawiać, gdy w godzinach szczytu miejsc brakuje i trzeba dosiąść się do cudzego stolika. Często pojawiają się też studenci oraz turyści. Jednak to ubogim owe tanie jadłodajnie są najbardziej potrzebne. – Bary mleczne są często jedyną opcją na zjedzenie ciepłego obiadu przez osoby biedne. Uważam, że nie powinno im się tego odbierać, nie każdego stać na obiad za 20 złotych – mówi pani Irena Prochowska, klientka jadłodajni przy ulicy Starowiślnej.
reklama
Lunch Bar TU - Tu jadamy jak u mamy! Smaczne domowe jedzenie, zniżki dla studentów
reklama