Wieczysta rzucona na deski w końcówce. Nowy zespół za plecami Wisły. „Porażka boli”
Polonia Warszawa wyprzedziła Wieczystą Kraków
Drużyna ze stolicy w ostatnim czasie punktuje najlepiej na zapleczu ekstraklasy. Przed wyjazdowym meczem w Sosnowcu Wieczysta nie ustępowała jednak w dorobku zgromadzonym w ostatnich pięciu występach. Wywalczyła po 11 punktów i uniknęła porażki.
Zwycięstwo w bezpośrednim starciu dawało jednym i drugim awans na drugą pozycję i zmniejszenie straty do liderującej Wisły Kraków do dziewięciu punktów. Udało się to Czarnym koszulom i dzięki temu zostały także drugim zespołem, które osiągnęły pułap co najmniej 40 „oczek”.
– Z drugiej połowy mogę być względnie zadowolony, natomiast pierwsza jest zdecydowanie do zapomnienia – mówi Kazimierz Moskal, trener Wieczystej.
Łukasz Zjawiński nie mógł uwierzyć
Przed przerwą wicelider klasyfikacji strzelców, Łukasz Zjawiński, zmarnował trzy świetne okazje. Łapał się za głowę, nie wierząc, że ani razu nie trafił z kilku metrów. Obił poprzeczkę, a potem dwa razy piłka przeleciała obok obramowania.
Zjawiński się nie poddał i po zmianie stron zachował się jak rasowy snajper. Gdy po nieudanym strzale kolegi piłka spadła w jego okolice, nawinął Elisa Olssona i uderzył obok bezradnego Antoniego Mikułki. Szwedzki obrońca Wieczystej był także tym, który złamał linię i rywala nie udało się złapać na spalonym.
Klepisko zamiast boiska
Słabej jakości murawa i dominacja pustych krzesełek na stadionie nie były najlepszą reklamą tej rywalizacji. Pozory jednak mylą, bo naprawdę wiele się działo. Krakowianie powinni prowadzić na początku drugiej połowy, jednak Paulinho przebił Zjawińskiego.
Karol Fila zaskoczył podaniem defensywę Polonii, jego portugalski kolega minął bramkarza i uderzył daleko od bramki, a następnie popatrzył na boisko i rozłożył ręce, narzekając na jego stan.
– Boisko nie ułatwiało gry, ale było takie samo dla obu drużyn. Miałem po prostu wrażenie, że Polonii mimo wszystko mniej przeszkadzało – przyznał Moskal.
Emocjonująca końcówka
Potrójna zmiana wniosła ożywienie do gry Wieczystej. Bramka Polonii była jak zaczarowana – piłka trafiała w słupek, ekwilibrystyczną interwencją Dave Gnaase skierował ją na poprzeczkę i uratował zespół, dobrze bronił Mateusz Kuchta.
W końcu z pewną dozą szczęścia Carlitos wycofał piłkę do Petara Pusicia i był remis, o który zaciekle walczyli gospodarze. Wydawało się, że są bliżej wyrwania trzech punktów, ale... trafiły do Warszawian. Mykyta Wasin, zamknął akcję na dalszym słupku po dograniu „na nos” Daniego Vegi i zespół gości wpadł w szał radości.
– Chcieliśmy grać o zwycięstwo i wskoczyć na drugie miejsce, natomiast gramy dalej. Porażka boli, szczególnie z bezpośrednim rywalem, bo zdajemy sobie sprawę, że i Polonia, i my mierzymy wysoko. Są następne mecze i co kolejkę każdy każdemu może urwać punkty. Musimy robić swoje, patrzeć do przodu i te pozytywne rzeczy dalej kontynuować, a wyeliminować błędy – kończy Moskal.