Wielki dług, a teraz jeszcze cenzura? Kryzys w Szpitalu Narutowicza trwa

Pełniąca obowiązki dyrektora miejskiej lecznicy zabroniła pracownikom kontaktu z mediami? Anna Tylek przekazała nam, że poprosiła personel o rozwagę w udzielaniu informacji.

Alarmujące informacje ze Szpitala Narutowicza

Od kilku tygodni do naszej Redakcji napływają niepokojące informacje o tym, że Szpital im. Narutowicza ma być zarządzany w sposób, który szkodzi tej miejskiej lecznicy. Na skrzynkę e-mailową docierają kolejne wiadomości, pod którymi podpisani są „Pracownicy SMS im. G. Narutowicza w Krakowie”. Nie podają imion i nazwisk, ponieważ boją się zwolnień.

3 września wysłaliśmy szereg pytań do biura prasowego magistratu. To właśnie miasto sprawuje nadzór nad Szpitalem Narutowicza. Jednocześnie poprosiliśmy o spotkanie z pełniącą obowiązki dyrektora Anną Tylek, która karierę zawodową rozpoczynała od stanowiska pielęgniarki w zespole Opieki Zdrowotnej w Busku Zdroju.

Kierowanie szpitalem przejęła po Marioli Marchewce. Ta ostatnia kadencję rozpoczęła 30 marca ubiegłego roku. Zastała placówkę w bardzo trudnej sytuacji. – Gdy jako dyrektor pierwszy raz weszłam do Szpitala im. Narutowicza, na kardiologii było zero łóżek – mówiła nam Marchewka.

Okazało się, że lecznica tonie w długach. Końcem 2024 roku informowaliśmy, że zalega swoim kontrahentom ponad 133 mln zł. Placówka miała dług m.in. wobec firmy dostarczającej posiłki pacjentom oraz wobec Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa.

Został opracowany plan naprawczy, ale miasto twierdziło, że dług nie tylko nie maleje, ale stale rośnie. Ostatecznie Mariola Marchewka została odwołana ze stanowiska, o czym magistrat poinformował początkiem lipca tego roku.

– Decyzja wynika z szeregu niepokojących sygnałów, dotyczących zarządzania placówką – tłumaczyli urzędnicy. Wskazywali, że kroplą, która przelała czarę goryczy, okazała się sytuacja, gdy część personelu otrzymała jedynie połowę wynagrodzenia.

Szpital ma ponad 150 mln zł długów

Jak wspomnieliśmy, pełniącą obowiązki dyrektora została Anna Tylek. Tak ma być do czasu rozstrzygnięcia konkursu. Wcześniej pracowała m.in. w Urzędzie Miasta Krakowa, konkretnie w Biurze Nadzoru Właścicielskiego. Kierowała tam referatem, który nadzoruje miejskie placówki opieki zdrowotnej.

Szpital Narutowicza
Szpital Narutowicza
LoveKraków.pl

Ostatecznie Tylek zgodziła się na spotkanie z nami. Okazuje się, że szpital wciąż jest zadłużony: na ponad 150 mln zł.

Dług był tylko jednym z tematów naszej rozmowy z pełniącą obowiązki dyrektora. 10 września wysłaliśmy wypowiedzi do autoryzacji. Musieliśmy się o nią upomnieć. I ostatecznie nadeszła: dopiero 25 września.

Niektóre wypowiedzi są znacznie dłuższe od tych, które dyrektorka otrzymała do autoryzacji. Będziemy je publikować w całości: w takiej wersji, jaką otrzymaliśmy.

Darowizny i dotacje ratunkiem dla szpitala?

Pod wodzą Anny Tylek miejska lecznica wciąż zmaga się z problemami finansowymi.

Sytuacja Szpitala jest nadal trudna, zadłużenie szpitala w zakresie zobowiązań ogółem wynosi 156 mln zł.
Anna Tylek, p.o. dyrektora Szpitala Narutowicza

Anna Tylek twierdzi: „Podejmuję działania płynnościowe z zakresu obsługi długu polegające na renegocjacjach z wierzycielami, w celu rozłożenia spłaty zaległości na raty, odroczenia terminów płatności, czasem częściowe umorzenie odsetek lub ugody sądowe czy pozasądowe, jak również prowadzę rozmowy z bankiem w celu konsolidacji długu. 

W procesie zarządzanie płatnościami uwzględniam priorytetyzację płatności kluczowych, tj. leki, media, wynagrodzenia oraz rozmowy z zewnętrznymi kontrahentami. Stale monitoruję wykonanie kontraktu w zakresie realizowanych świadczeń zdrowotnych finansowanych przez MOW NFZ.  

Podjęłam działania na rzecz pozyskania dla Szpitala środków finansowych zewnętrznych, tj. darowizny, KPO, dotacje. Rozmawiam ze wszystkimi strategicznymi decydentami w ochronie zdrowia nieustanie poszukując wsparcia dla Szpitala”.

Zakaz kontaktu z mediami? Dyrektorka komentuje

W rozmowie z Anną Tylek poruszyliśmy też inny wątek, który pojawił się w alarmującym e-mailu, który dotarł do naszej Redakcji. Wynika z niego, że na spotkaniach z personelem w lipcu i sierpniu pełniąca obowiązki dyrektora miała zabronić pracownikom kontaktu z mediami.

Anna Tylek odnosi się do tego w taki sposób:

„W powyższym zakresie personel Szpitala został przez mnie poproszony o rozwagę w udzielaniu informacji na temat funkcjonowania Szpitala. Podkreśliłam znaczenie informowania mediów o posiadanych przez Szpital mocnych i pozytywnych stronach a nie tylko upowszechnianiu negatywnych i krytycznych komunikatów, co buduje potencjalne uprzedzenia osób poszukujących pracę w Szpitalu. 

Na uwagę zasługuje fakt, iż informowanie i reprezentowanie zewnętrzne Szpitala jest kompetencją Dyrektora Szpitala zgodnie ze Statutem”.

Ostatnich działań dyrektorki nie rozumie radny miejski Michał Ciechowski z klubu PiS, który zasiada w Komisji Zdrowia i Uzdrowiskowej.

Szpital Narutowicza
Szpital Narutowicza
Krzysztof Kalinowski, LoveKraków.pl

Pani dyrektor musi popracować nad komunikacją. Ona wyraźnie szwankuje. Szpital nie jest jednej osoby, tylko całego zespołu osób tam pracujących. Liczę na dialog z pracownikami i realną rozmowę – komentuje Ciechowski.

Inaczej na sprawę patrzy radna miejska Edyta Nowak (KO) z tej samej komisji. – Apel dyrektor Anny Tylek o rozwagę w kontaktach personelu z mediami można rozumieć jako troskę o wizerunek szpitala. Nie wynika z niego jednak, że zakazała pracownikom zgłaszania problemów – chodzi raczej o podkreślanie także mocnych stron placówki – twierdzi.

I dodaje: – Zmiana na stanowisku dyrektora wywołała u części pracowników niezadowolenie, a część zespołu współpracowała wcześniej z poprzednią dyrektor, znała sytuację i akceptowała ją. Dlatego warto poczekać z oceną do ogłoszenia planu naprawczego, aby opinie opierały się na danych, a nie na emocjach czy niedomówieniach.

Kolejne wątki, związane z funkcjonowaniem szpitala, zostaną poruszone w następnych artykułach. Wśród nich m.in. rotacja pielęgniarek pomiędzy oddziałami oraz praca bloków operacyjnych.