Wisła potrzebuje cudu. "Niech pokażą, że mają honor"
Już tylko cud może sprawić, że Wisła Can-Pack Kraków odwróci bieg finałów Ford Germaz Ekstraklasy. W meczu numer trzy CCC wysoko zwyciężyło przed krakowską publicznością i w serii prowadzi już 3:0. Jutro polkowiczanki staną przed wielką szansą odebrania Wiśle pucharu za mistrzostwo w jej własnej hali.
Podobnie jak po drugim spotkaniu, trener Artur Golański narzekał nie tyle na umiejętności swoich podopiecznych, ale przede wszystkim brak zaangażowania. - Jest to przykre. Gramy o mistrzostwo Polski i każda zawodniczka powinna dać z siebie 100% - mówił wyraźnie zdenerwowany na konferencji prasowej. - Być może niektóre dziewczyny już się wypaliły? Za dużo osiągnęły w Polsce? Grając przed własnymi kibicami powinny biegać dwa razy szybciej, skakać, zbierać... Muszą sobie to przemyśleć, a jutro pokazać, że mają honor i chęci, by jeszcze o ten tytuł powalczyć.
Racja trenera jest w tym wypadku połowiczna. W pierwszych dwóch kwartach pretendentki do mistrzostwa były tylko nieznacznie lepsze. Jedynie na moment odskoczyły Wiśle na dystans większy niż sześć punktów, a na długą przerwę zeszły z prowadzeniem 42:38. Prawdziwy dramat krakowianek rozegrał się dopiero po zmianie stron.
Pierwsze cztery minuty trzeciej kwarty drużyna z Polkowic wygrała aż 14:2! Nie do zatrzymania były w tym fragmencie zwłaszcza Ogwumike i Musina, które bezkarnie dziurawiły wiślacki kosz. Gospodynie potrafiły odpowiedzieć jedynie trafieniem Tiny Charles. Swoje "za uszami" ma też sam Golański. Trudno zrozumieć dlaczego widząc bezradność wiślaczek, nie poprosił w porę o przerwę na żądanie, by wybić rywalki z rytmu. Zanim wreszcie to zrobił, elektroniczna tablica wyświetlała wynik 40:53. Jego koszykarki po timeoucie wróciły na parkiet ze spuszczonymi głowami i stało się jasne, że spotkanie jest rozstrzygnięte.
- Zagraliśmy wtedy bardzo dobrze w defensywie. Zbudowaliśmy przewagę, którą kontrolowaliśmy do końca - powiedział trener przyjezdnych, Jacek Winnicki. Jednocześnie robił co mógł, by przed czwartym meczem tonować euforyczne nastroje w swoim zespole. - Droga jest ciągle daleka. Prowadzimy 3:0, więc potrzebujemy jeszcze jednego zwycięstwa. Nie pięciu czy dziesięciu minut, ale całego meczu, w którym udowodnimy swoją wyższość. Zrobimy wszystko, żeby jutro walczyć o zwycięstwo.
Winnicki ma powody do zadowolenia, bo kwestia tytułu jest właściwie rozstrzygnięta. Oczywiście w sporcie możliwe jest wszystko, ale trudno przejść obojętnie obok faktów. A te są dla Wisły bezlitosne. Licząc sezon regularny, Puchar Polski i finałową serię, przegrała wszystkie sześć spotkań przeciwko klubowi z Dolnego Śląska. W finale krakowianki walkę podjęły jak dotąd tylko w pierwszym starciu. Jedynym pytaniem bez odpowiedzi pozostaje więc, czy będą potrafiły zmobilizować się na tyle, by srebrnych medali nie odbierać ze wstydliwym rezultatem 0:4.
Wisła Can-Pack Kraków - CCC Polkowice 69:82 (19:20, 19:22, 16:24, 15:16)
Wisła: Charles 20 (7 zb.), Krężel 15, Ouvina 10 (7 as.), Horti 8, Żurowska 6, Phillips 4, De Mondt 4
CCC: Musina 21 (5 zb.), Ogwumike 15 (15 zb.), Zoll 12, Snell 11, Majewska 10 (5 zb.), Palau 7, Leciejewska 6, , Owczarzak 0, Skorek 0, Puss 0