Wraca sprawa S7. Protestujący znów wychodzą na ulice

Na wyjeździe z autostrady A4 w kierunku Zakopanego pojawiła się grupa protestujących przeciwko budowie nowej trasy S7 z Krakowa do Myślenic.

Protestujący wyszli na ulice po piątkowym posiedzeniu zespołu roboczego do spraw ekspresówki, które odbyło się w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim.

Bezpośrednia odpowiedź

Planowana budowa nowej S7 między Krakowem a Myślenicami budzi emocje od wielu miesięcy.

Piątkowy spontaniczny protest ma być bezpośrednią odpowiedzią na brak reakcji na postulaty strony społecznej oraz kontynuowanie procedury, która zdaniem pikietujących jest obarczona istotnymi wadami prawnymi.

Ruch społeczny wokół S7 osiągnął skalę, której nie da się już zignorować. To nie jest lokalny sprzeciw kilku gmin. To skoordynowane działania obejmujące tysiące mieszkańców, którzy widzą, że decyzje o ich życiu i środowisku próbuje się podejmować w formule pozbawionej transparentności.
Protestujący

Strona społeczna ogłosiła jednocześnie, że nie przystąpi do zaplanowanego za dwa tygodnie głosowania w ramach prac zespołu powołanego przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.

Powód jest jednoznaczny: mechanizm głosowania nad kryteriami i zasadami analizy inwestycji nie ma podstawy prawnej. Nie będziemy uczestniczyć w procedurze, która przenosi odpowiedzialność za decyzje administracyjne z organu państwa na gremium, które jej nie ponosi – przekazali protestujący.

Trasa jest potrzebna

Do sprawy S7 w rozmowie z naszym portalem odniosła się senator Koalicji Obywatelskiej Monika Piątkowska:

Uważam, że w obecnym kształcie to zły pomysł. Sama trasa S7 jest potrzebna, ale nie można jej budować kosztem mieszkańców Krakowa i kosztem terenów, które dla miasta są bezcenne. Nie zgadzam się na rozwiązania, które de facto przecinają południowe dzielnice miasta i niszczą ich charakter – przekonywała.