Wyjątkowy pech pasażerów linii 178, ZIKiT nakłada karę na firmę Mobilis

INTERWENCJA. Piątkowy poranek dla pasażerów linii 178 był wyjątkowo pechowy. Jeden z pojazdów kursujących na tej linii zepsuł się i nie przyjechał, kolejny miał sześciominutowe spóźnienie. Przez to wielu pasażerów nie zmieściło się do autobusu i musiało czekać nawet 36 minut na następny. ZIKiT twierdzi, że cały incydent to wina awarii taboru, ale jednocześnie nakłada karę finansową na przewoźnika.

Z relacji świadków wynika, że w autobusie firmy Mobilis panował istny tłok. Do wypełnionego po brzegi pojazdu próbowało wejść jeszcze kilkanaście osób, jednak po chwili zrezygnowali i zostali na przystanku, czekając nawet 36 minut na kolejny kurs.

 

Nasz czytelnik tak opisuje zaistniałą sytuację: – Po 36 minutach od poprzedniego kursu przyjeżdża wreszcie 178. W tym czasie powinny być kursy o 7:17 i 7:33. Tego pierwszego nie było, natomiast drugi autobus przyjechał 6 minut spóźniony. Niestety, piątkowy poranek był dla pasażerów wyjątkowo pechowy – autobus po dojechaniu do trzeciego przystanku zepsuł się.

Filmik z interwencją pokazaliśmy pracownikowi biura prasowego Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Piotr Hamarnik stwierdził, że nie jest to wina wakacyjnych rozkładów jazdy. – Sytuacja przedstawiona na filmiku jest sytuacją incydentalną i wynika z awarii dwóch pojazdów pod rząd na tej linii, a nie z niewystarczającej oferty przewozowej podczas wakacji – mówi przedstawiciel organizatora komunikacji publicznej.

Autobus, który jest widoczny na filmiku, należy do Mobilis. Ireneusz Hyra, doradca zarządu w firmie przewozowej informuje, że usterki mogą się zdarzyć w każdym autobusie. – Jako firma nie mamy wpływu na awaryjność taboru. Nasi mechanicy dbają o dobry stan autobusów. Każdy pojazd przed wyjazdem musi przejść całą procedurę, aby mógł wyjechać na linię.

ZIKiT postanowił, że za niewykonanie kursów przez Mobilis firma zostanie ukarana. – Zgodnie z umową przewozową operator nie dostanie pieniędzy za niewykonany kurs i dodatkowo będzie musiał zapłacić miastu kwotę, którą powinien od nas otrzymać, gdyby kurs wykonał – oświadczył w rozmowie z nami Piotr Hamarnik.