W tym roku zlikwidowane zostały dwa osuwiska, które na naprawę czekały od czterech lat. W listopadzie oddany został odnowiony fragment ulicy Sawiczewskich, a we wtorek Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu poinformował o zakończeniu prac przy ścieżce wzdłuż Łąk Nowohuckich.
Cztery lata czekania
W ramach robót przy osuwisku w Nowej Hucie ułożono korytka skarpowe odprowadzające wodę do podnóża skarpy. Teren został odwodniony, ułożono betonowe ścieki i zamontowano dwanaście studzienek kanalizacyjnych. Odbudowana została nawierzchnia ścieżki, a wzdłuż niej ustawiono słupy elektryczne i siedem oświetleniowych. Podłoże zostało wzmocnione łącznie około 250 betonowymi palami.
Fakt, że miasto nie potrafiło poradzić sobie z uszkodzeniami przez ponad cztery lata, wywoływał krytykę ze strony mieszkańców nie tylko Nowej Huty. Urzędnicy tłumaczyli opóźnienie m.in. kontrowersjami związanymi z ochroną przyrody. – Trwało to dłużej ze względu na użytek ekologiczny Natura 2000 „Łąki Nowohuckie”. Potrzebne były dodatkowe uzgodnienia i projekty, występowały przerwy w realizacji z uwagi na konieczność ochrony przyrody – wyjaśnia Michał Pyclik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu.
Osuwisko czy szkoda budowlana?
Działania miasta w tej sprawie krytykowało m.in. Stowarzyszenie Łąki Nowohuckie. Zarzuty dotyczyły nie tyle spraw związanych z ochroną przyrody, co niewłaściwego wydawania publicznych pieniędzy. Jak twierdzi Jerzy Skibiński, za uszkodzenia powstałe na skarpie odpowiada nie powódź, a człowiek. I to winowajcy, a nie budżet państwa, powinni płacić za likwidację szkód.
– To nie było osuwisko, a szkoda budowlana. Przy okazji rozbudowy szkoły muzycznej zniszczono skarpę, przeciążając ją – ocenia Skibiński. – Skarpa ma długość około półtora kilometra i w żadnym miejscu nigdy wcześniej się nie obrywała, przy żadnych zjawiskach pogodowych. Oberwała się tam, gdzie pracowali ludzie. Zniszczyli i poszli – mówi.
Jak podaje ZIKIT, prace przy naprawie skarpy kosztowały ponad 3 miliony złotych.