Zapisane w kościach. „W kieszeni była kartka. Chciał zaginąć na zawsze”

– Codziennie mam do czynienia ze śmiercią. Może właśnie dlatego tak jej nie lubię – mówi Andrzej Czubak, który od 30 lat pracuje w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie, gdzie przywraca tożsamość zmarłym.

Ciało mężczyzny leżało nieopodal kąpieliska, tuż przy ścieżce spacerowej. Policja ustaliła, że popełnił samobójstwo. Podpalił się. Kiedyś ten człowiek miał imię, nazwisko i twarz. Dziś to N.N., ponieważ nie da się ustalić jego tożsamości. 

Przynajmniej na razie.

Funkcjonariusze poprosili w tym zakresie o pomoc specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie, którzy przeprowadzili rekonstrukcję wizerunku mężczyzny. Miał szeroki nos, szerokie czoło i prawdopodobnie gęste brwi.

O tej konkretnej sprawie Instytut nie może informować, ponieważ wciąż jest w toku. Podobnych miał już jednak kilkaset.

Czaszka

W krakowskim Instytucie wizerunki zmarłych odtwarza antropolog sądowy Andrzej Czubak. To na jego stół trafiła czaszka wspomnianego N.N.

Z wykształcenia jestem biologiem, ukończyłem Uniwersytet Jagielloński.
Andrzej Czubak

– Po studiach wyjechałem do Kanady, gdzie spędziłem dwa lata. Kiedy wróciłem, chciałem zacząć studia doktoranckie lub pracować na uczelni. Pierwsze kroki skierowałem do mojego promotora, a on stwierdził, że się spóźniłem, bo „młodzi zajęli moje miejsce” – wspomina Czubak.

Okazało się jednak, że jest wolny etat asystenta na zoologii, na Uniwersytecie Rolniczym. – Przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną, ale profesor wolał przyjąć kogoś innego – opowiada.

Wówczas zadzwonił do niego kolega z liceum. – Powiedział, że dwóch znajomych jego brata zakłada firmę reklamową i potrzebują dodatkowego wspólnika – dodaje. Przygoda z agencją reklamową trwała trzy lata.

Pewnego dnia Czubak spotkał się z koleżanką ze studiów, która pracowała w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie, gdzie zajmowała się daktyloskopią. Akurat szła na urlop macierzyński i namówiła go, by dołączył do zespołu.

Daktyloskopii stosowanej nikt wówczas nie uczył. Wymagane były kursy praktyczne, które musiałem zrobić, aby zacząć pracę.
Andrzej Czubak

Początkowo zajmował się wyłącznie daktyloskopią, którą zresztą trudni się do dzisiaj. Z czasem jego talent artystyczny i wykształcenie biologiczne zwróciły uwagę przełożonych.

– Dyrektor Głazek, kierownik Jarosz i prof. Kaczanowski z UJ uznali, że można mnie wykorzystać szerzej. Wtedy zaczęła się moja przygoda z antropologią sądową – dodaje. 

Pierwsze kroki stawiał pod opieką prof. Krzysztofa Kaczanowskiego.

Andrzej Czubak zajmował się wówczas sprawą ofiar II Wojny Światowej, których czaszki odnaleziono w Wiedniu. Potem przyszły kursy: rysunku na ASP i antropologii sądowej we Francji. Tam uczył się od wybitnego antropologa Jean-Nöela Viniala: tego samego, który rekonstruował twarze Tutenchamona i człowieka z lodu, Ötziego.

Od tamtej pory „czyta z kości”, w których zapisane są ludzkie, nieraz zawiłe i smutne historie.

– Dotychczas przywróciłem twarz około tysiącowi osób – mówi Andrzej Czubak.

Twarz

Kiedy policjant odnajdzie zaginioną osobę, rodzina jest wdzięczna, dziękuje mu.

Kiedy na podstawie rekonstrukcji wizerunku udaje się ustalić tożsamość zmarłego, Andrzejowi Czubakowi nikt z wdzięczności nie rzuca się w ramiona.

Nie ma kontaktu z rodzinami zmarłych. Pracuje w zaciszu swojej pracowni, w której otaczają go jedynie kości. Układa je trochę jak puzzle, budując z nich jak najpełniejszy obraz człowieka.

Kilka razy było tak, że zupełnie przypadkowo spotykałem prokuratorów, którzy dziękowali mi za dobrze wykonaną pracę, w efekcie której udało się kogoś zidentyfikować – wyjaśnia.

Do Andrzeja Czubaka trafiają sprawy wojenne, osób bezdomnych, zaginionych i ofiar przestępstw. – Badałem szczątki konfederatów barskich, ale też poległych w walkach rosyjsko-polskich pod Puławami czy cichociemnych, rozstrzelanych przez NKWD – wspomina.

Wszystkie sprawy traktuję na równi. Oczywiście, rekonstrukcje historyczne są niezwykle interesujące, a ich efekty można zobaczyć na własne oczy w muzeach archeologicznych – dodaje.

– Na podstawie zabezpieczonych czaszek wykonałem rekonstrukcje, które przedstawiają mieszkańców dawnego Krakowa, a artyści ASP zrealizowali rzeźby do podziwiania w muzeum archeologicznym – podkreśla.

Andrzej Czubak z IES
Andrzej Czubak z IES
Instytut Ekspertyz Sądowych

Odtwarzałem również twarze mumii egipskich dla muzeów Krakowa, Warszawy, ostatnio kapłanki egipskiej dla Raciborza – dodaje.

W ostatnim czasie Andrzej Czubak bardzo często ma do czynienia ze szczątkami osób bezdomnych. – Tak naprawdę ta kategoria jest nieco szersza. To nie tylko bezdomni. Trafiają do mnie kości osób, które na pewnym etapie swojego życia po prostu się zagubiły. Zapomniały, kim są  – mówi Czubak.

Ich trudny los odciska piętno również na kościach. – W przypadku osób bezdomnych często są to złamania nosa, kości jarzmowych, szczęki. Widać ponadto, że ich kości są słabsze, w efekcie niedożywienia i chorób – tłumaczy.

Pamięta bezdomnego, który został pobity, dowlókł się do jakiejś altanki na ogródkach działkowych i tam zmarł. Zwłoki były rozwleczone po pomieszczeniu, bo zajęły się nimi zwierzęta. 

Gdyby mu ktoś pomógł na czas, pewnie by żył – mówi Czubak.

Kartka

Historie zaginionych też na długo zapadają w pamięci.

– Badałem kiedyś sprawę mężczyzny, który popełnił samobójstwo poprzez powieszenie. W kieszeni jego ubrania została znaleziona kartka z nazwiskiem i adresem. Rodzina nie mogła uwierzyć, że ich bliski targnął się na swoje życie – wspomina Czubak.

Przeprowadzono badania DNA, które wykluczyły, że powieszony mężczyzna to ten sam, którego nazwisko zapisano na kartce.

– Żeby mieć co do tego stuprocentową pewność, prokurator przekierował sprawę do mnie. Potwierdziłem, że to dwie różne osoby. Myślę, że ktoś, kto odnalazł zwłoki, zostawił przy nich kartkę ze swoim nazwiskiem, żeby rodzina myślała, że to on. Chciał widocznie zaginąć na zawsze – przypuszcza Czubak.

Podobnych historii jest więcej.

– Mężczyzna powiedział żonie, że idzie do biura zatrudnienia, bo szuka pracy, wyszedł z domu i ślad po nim zaginął – wspomina nasz rozmówca.

Po jakimś czasie w Bieszczadach znaleziono ludzkie szczątki. Jedna grupa grzybiarzy natknęła się na głowę, inna na nogi. Najpierw toczyły się dwa odrębne postępowania, aż w końcu genetycy stwierdzili, że to części tego samego ciała. Zlecono mi przeprowadzenie rekonstrukcji. Okazało się, że to zaginiony mężczyzna: ten, który wyszedł ponoć szukać pracy. Żona nie mogła uwierzyć, że mąż popełnił samobójstwo. Twierdziła, że przez jakiś czas po zaginięciu dostawała od niego telefony – opowiada.

W przypadku zabójstw kluczowe jest rozpoznanie narzędzi zbrodni, ślady ich działania są zapisane na kościach. Tych jest cała masa: od pistoletów, przez kilofy, siekiery po młotki...

Andrzej Czubak pamięta ofiarę grupy przestępczej, która przejmowała majątki starszych osób. Pożyczała też pieniądze na wysoki procent młodym przedsiębiorcom, a następnie w brutalny sposób je od nich odzyskiwała.

Jedną z ich ofiar był mężczyzna, który handlował tekstyliami. Najpierw przywiązali go sznurkiem do samochodu i tak z nim jeździli. Następnie chcieli go nastraszyć i przyłożyli mu pistolet do głowy. Przestępca prawdopodobnie zamierzał przestrzelić mu ucho, ale ostatecznie oddał śmiertelny strzał. Na podstawie rozbitej czaszki zrobiłem rekonstrukcję, dzięki której udało się ustalić tożsamość zamordowanego – wspomina.

Po chwili przypomina sobie historię bezdomnego, który został przypadkowo zastrzelony podczas polowania na bażanty. Doszło do tego lata temu w Nowej Hucie.

– Myśliwi oblali ciało benzyną i podpalili. Kości, które zabezpieczyli policjanci, rozpadły się w dłoniach. Prokurator poprosił mnie o pomoc. Z tych małych fragmentów przez miesiąc składałem czaszkę, na podstawie której wykonałem superprojekcję, a także rekonstrukcję rysunkową i komputerową. W ten sposób udało się zidentyfikować mężczyznę.

Rozpoznano w nim bezdomnego, który trafił kiedyś do przytuliska, gdzie wykonano mu badania i przy okazji zdjęcia. Analiza porównawcza materiałów wykazała, że to właśnie on – przypomina sobie Czubak.

Badał też sprawę, która rozegrała się na wsi. 

– Mężczyzna, rolnik, zabił swoją sąsiadkę, a jej zwłoki zakopał pod progiem własnego domu. Przyjechał do niej syn. Rolnik przekazał mu, że nie ma pojęcia, co stało się z kobietą. Dopiero po jakimś czasie, po śmierci tego rolnika, kiedy próg domu został rozebrany, znaleziono tam szczątki i czaszkę. Robiłem w tej sprawie rekonstrukcję rysunkową oraz superprojekcję, do której udało się dopasować zdjęcie zaginionej kobiety – opowiada.

Bywały i przypadki, że po ludziach zostawały jedynie zęby.

Córka wraz ze swoją partnerką zabiły ojca, a zwłoki spaliły. Popioły utylizowały w rzece. Na kracie z popielnika pieca zachował się ząb wraz z koroną, wciśnięty między pręty. Na jego podstawie udało się ustalić, że należał do mężczyzny, którego ostatecznie zidentyfikowano – twierdzi Andrzej Czubak.

Inny przypadek: – Syn przypadkowo zabił ojca podczas czyszczenia broni. Wziął palnik acetylenowy i spalił zwłoki. Szczątki umieścił w słoiku i zakopał płytko w grobie matki. Któregoś dnia na cmentarz przyszła ciotka z chryzantemą. Zaczęła kopać, zainteresował ją znajdujący się tam słój i jego zawartość. Ponieważ wiedziała, że wspomniany na początku mężczyzna jest uznawany za zaginionego, powiadomiła policję. W słoiku, poza popiołami, były zęby, na podstawie których wspólnie z genetykami ustaliliśmy, do kogo należały.

Szkielet

Historie ludzi są zapisane w kościach. Kiedy szkielet jest dobrze zachowany, naprawdę można z niego wiele wyczytać. Czasami natomiast wystarczy zaledwie ząb.
Andrzej Czubak

Jak twierdzi, na podstawie samej tylko czaszki można określić wiek, płeć, odmianę biogeograficzną, oszacować wzrost czy wyliczyć średnią masę ciała zmarłego. 

Praca antropologa sądowego, choć przeniosła się w części do komputera, wciąż jest jednak wykonywana ręcznie, w oparciu o indywidualne umiejętności konkretnej osoby. Andrzej Czubak, żeby otrzymać pracę w Instytucie Ekspertyz Sądowych, musiał nauczyć się m.in. rysunku.

Nie ma takiej możliwości, żeby komputer przejął całkowitą władzę nad procesem rekonstrukcji – zauważa. – To dalej robi się ręcznie. Oczywiście wspomagam się różnego rodzaju programami, takimi jak Photoshop, ale technologię traktuję pomocniczo – twierdzi Czubak.

Jego zdaniem sztuczna inteligencja to ciekawe narzędzie, ale w jego pracy jest mało przydatna. – Gdy zajmuję się rekonstrukcją, najpierw robię rysunek. Wykonany ręcznie przenosi z czaszki dużo cech indywidualnych danego człowieka. Niektóre z nich specjalnie przerysowuję, żeby podkreślić ich istotność. Program komputerowy nie byłby w stanie tego zrobić – zapewnia.

Andrzej Czubak
Andrzej Czubak
Instytut Ekspertyz Sądowych

– Moja praca to trochę jak tworzenie portretu pamięciowego. Świadka pyta się: a pamięta pani, jakie on miał oczy; jak były szeroko rozstawione; jakiego były koloru? Na tej samej zasadzie ja się pytam czaszki: jakie miałaś oczy? – uśmiecha się Andrzej Czubak.

Codziennie styka się ze śmiercią. – Może dlatego tak bardzo jej nie lubię – wyznaje. – Ciągle powtarzam, że moja praca, i w ogóle cały nasz Instytut, nie powinny istnieć. Nie żyjemy jednak w idealnym świecie – dodaje Czubak.

Nieodmiennie denerwuje go, gdy ktoś odbiera drugiemu człowiekowi życie. 

Andrzej Czubak: – Nikt nie powinien tego robić. Nie po to zostaliśmy stworzeni, żeby zabijać. Każdy powinien żyć tak długo, na ile Bóg i los mu pozwolą.