Kolejny referendalny pojedynek przed sądem. „Zrobił ze mnie fałszerza”
Nie pomogło zażalenie
Do referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa zostało zaledwie kilka dni.
Już 24 maja o wszystkim zdecyduje frekwencja.
Polityczna rywalizacja jakiś czas temu przeniosła się do sądu. Dotychczas miały miejsce dwie sprawy w trybie referendalnym.
Temat facebookowego wpisu radnej Anny Bałdygi z Koalicji Obywatelskiej zakończyła ugoda.
W drugim przypadku sąd zakazał szefowi krakowskiej KO publikacji materiału o referendum. Musi przeprosić i zapłacić 3 tys. złotych. Nie pomogło zażalenie.
To jednak nie koniec sądowych emocji.
Komitet referendalny przekazał, że odbędzie się kolejna rozprawa, tym razem przeciwko Bartłomiejowi Kocurkowi, radnemu miejskiemu Koalicji Obywatelskiej.
Wnioskodawcami są Jan Hoffman i Wojciech Jakubowski, członkowie Rady Dzielnicy I Stare Miasto oraz inicjatorzy referendum.
– W naszej ocenie osoby korzystające z demokratycznego prawa do zainicjowania referendum nie mogą być celem przekazów przekraczających granice dopuszczalnej krytyki – informowali dzień przed rozprawą przedstawiciele komitetu referendalnego.
Podkreślali, że o zasadności wniosku rozstrzygnie sąd.
Tytuł musi przyciągać uwagę?
Poniedziałkowa rozprawa rozpoczęła się punktualnie o godz. 12.
Tym razem chodziło m.in. o wpis radnego Bartłomieja Kocurka w mediach społecznościowych, który w pierwotnej wersji, za pośrednictwem grafiki, informował o tym, że co czwarty podpis pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum był sfałszowany.
Materiał graficzny był opatrzony opisem.
– Nie doszło do złożenia nieprawdziwych wypowiedzi – mówił przed sądem Wojciech Makieła, reprezentujący radnego Kocurka.
– Jedynym elementem, który w jakiś sposób mógłby być wprowadzający w błąd, to tytuł materiału, w którym znalazła się wypowiedź, że co czwarty głos sfałszowano – dodawał.
Zwrócił jednocześnie uwagę, że tytuł musi przyciągać uwagę.
Podkreślił też, że ostatecznie grafika została zmieniona.
Teraz informuje, że co czwarty głos był nieprawidłowy.
Zmyślone pesele i dane zmarłych?
Sprawa dotyczyła też filmiku na temat referendum, który w swoich mediach społecznościowych udostępnił Bartłomiej Kocurek.
Radny podkreślił, że nie jest jego autorem, niemniej przyznał, że opublikował go na swoim profilu.
Chodziło o materiał, w którym informowano m.in. o tym, że „wielu uczciwych Krakowian złożyło swój podpis, a cyniczni politycy użyli ich jako tarczy dla swoich fałszerstw. W teczkach przynieśli zmyślone pesele i dane zmarłych ludzi”.
W filmiku pojawiło się m.in. zdjęcie, na którym widać przedstawicieli inicjatywy referendalnej, w tym Wojciecha Jakubowskiego i Jana Hoffmana.
– Moi klienci rozpoznają się na tym materiale – podkreślał Rafał Zontek, reprezentujący Jakubowskiego i Hoffmana.
Film był dla niego bolesny
Sędzia Agnieszka Rutkowska dopytywała, czy strony widzą możliwość zawarcia ugody? Ostatecznie do niej nie doszło.
Jan Hoffman przekonywał przed sądem, że film był dla niego bolesny.
– Po pierwsze: wykonuję zawód radcy prawnego, więc wiarygodność i nieposzlakowana opinia są niezbędne. Przychodzą do mnie klienci, muszą mieć do mnie zaufanie – dodawał.
Podkreślał, że zarzuty fałszerstwa pojawiające się w kontekście jego nazwiska mogą mieć wpływ na sprawy zawodowe.
– Dlaczego czuje się pan dotknięty? Nie pada tam pana nazwisko – mówiła sędzia.
Jan Hoffman podkreślał, że pojawia się za to zdjęcie, na którym jest widoczny obok pudeł z podpisami.
Publikację odebrał jako próbę zastraszenia.
– Będziesz się stawiał, to zrobimy z ciebie fałszerza. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z zarzutem, że jestem fałszerzem – przekonywał lider inicjatywy referendalnej.
– Czy sfałszował pan choć jeden podpis? – pytał mecenas Zontek.
– Nie sfałszowałem żadnego podpisu – odpowiedział Hoffman.
Jego zdaniem z uwagi na różne publikacje niektórzy zaczęli mieć wątpliwości w sprawie referendum.
– Natomiast nikt w twarz mi nie powiedział, że jestem fałszerzem. Mam nadzieję, że taka sytuacja nie będzie miała miejsca – dodawał.
Zrobił z niego przestępcę?
Z kolei Wojciech Jakubowski przekonywał, że na filmie widnieje jego twarz.
– Na podstawie materiału uczestnik [Bartłomiej Kocurek, przyp. red.] zrobił ze mnie fałszerza, oszusta, pospolitego przestępcę – podkreślał przed sądem Jakubowski.
Przekonywał, że odbierał telefony, a podczas rozmów różne osoby mówiły mu, że m.in. radny Kocurek zrobił z niego bandytę.
Również podkreślał, że nie sfałszował ani jednego podpisu.
Mecenas Zontek dopytywał, czy w sprawie może występować motyw zemsty ze strony radnego Bartłomieja Kocurka?
– Nie wiem, nie siedzę w umyśle uczestnika – mówił Jakubowski.
Przypominał jednocześnie, że niemalże rok temu wykazał jednoznacznie, że „pan Kocurek nie mieszka w Krakowie, tylko w Baranówce”.
Zawiadomiłby organy ścigania
Radny Bartłomiej Kocurek (przed sądem stwierdził, że mieszka w Krakowie) przekonywał, że od samego początku nie było jego intencją, by sugerować, że Wojciech Jakubowski i Jan Hoffman są oszustami albo przestępcami.
Podkreślał, że określenie „oszustwo” było może niefortunnym sposobem przyciągnięcia uwagi widzów.
Wyjaśniał również kwestię filmiku.
– Miałem na myśli zwrócenie uwagi na problem, że być może znów nastąpi sytuacja, że część podpisów jest nieprawidłowa. Chciałem to komunikować, m.in. jako radny – stwierdził.
– Nie było moim celem obrazić kogokolwiek – dodawał.
– Jeśli wiedziałbym, że ktoś popełnił przestępstwo, zawiadomiłbym organy ścigania – przekonywał.
Zapewniał, że jako osoba publiczna cieszy się nieposzlakowaną opinią i nigdy nie było na niego skarg.
– Nie pamiętam, jaką drogą dostałem film. Mówię to z pełną odpowiedzialnością – podkreślał Kocurek.
Przed tą wypowiedzią złożył przysięgę, w której zobowiązał się do mówienia prawdy.
– Absolutnie publikacja filmu nie była żadną zemstą – przekonywał.
W pewnym momencie wróciła sprawa grafiki.
– Kiedy otrzymałem informację, że zostałem pozwany, zmieniłem ją – dodawał radny Bartłomiej Kocurek.
– Stwierdziłem – dla dobra sprawy, żeby nie podsycać tej niepotrzebnej, nie fair debaty tuż przed referendum – że zmienię grafikę. Ja nie mam z tym problemu – mówił.
– Gdybym wiedział wcześniej, pewnie bym zmienił wcześniej – zapewniał.
To był bojkot referendum?
– Wszyscy w Krakowie widzieli te pudełka. Zdjęcie z twarzami miało na celu dyskredytację. Miało charakter bojkotujący referendum – podkreślał na koniec rozprawy mecenas Zontek.
– W naszym zawodzie tego typu oskarżenie to śmierć cywilna. Pan Jakubowski jest dziennikarzem. U niego to wygląda podobnie – dodawał.
– Ludzie czytają przede wszystkim nagłówki – mówił z kolei Jan Hoffman.
– Istotne jest to, że dobra osobiste w sposób jednoznaczny zostały naruszone – dodawał.
– Mnie się może wydawać, że coś jest niezgodne z prawem, ale nie publikuję tego w mass mediach – podsumowywał Wojciech Jakubowski.
– Film został opublikowany, ale uczestnik nie jest jego autorem. Trudno od niego wymagać, żeby analizował go klatka po klatce – mówił z kolei Wojciech Makieła.
– Nie możemy wyrywać fragmentów z całości, która nie była personalnie wymierzona we wnioskodawców i nie miała być z nimi kojarzona – podkreślał.
– Gdyby uczestnik wiedział, że ktoś popełnił przestępstwo, na pewno zawiadomiłby organy ścigania – dodawał.
Stwierdził, że żądanie przeprosin jest zdecydowanie zbyt daleko idące.
– Tak, Internet może skrzywdzić. Jestem na to dowodem, ale to nie jest przedmiotem tej sprawy – mówił z kolei radny Kocurek.
– Powrócono tutaj do tematów, które są niesprawiedliwe i które mają realny wpływ na moje życie zawodowe i psychiczne – podkreślał.
– Ani przez moment nie było motywacji zemsty. Jako człowiek kieruję się zasadami. Staram się, aby nie motywowała mną nienawiść – dodawał.
Ma przeprosić i sprostować
Ostatecznie sąd zakazał Bartłomiejowi Kocurkowi publikowania nieprawdziwych informacji na temat inicjatorów referendum, że dopuścili się oszustwa przy zbieraniu podpisów.
Nakazał też usunięcie tychże informacji.
Zgodnie z postanowieniem sądu Bartłomiej Kocurek ma też m.in. opublikować ich sprostowanie i przeprosić Wojciecha Jakubowskiego i Jana Hoffmana – za pośrednictwem mediów społecznościowych.
– Wystarczające jest przeproszenie na pana profilu, bo tak materiał był rozpowszechniany – mówiła sędzia do Bartłomieja Kocurka.
Wnioskodawcy chcieli też m.in., aby radny wpłacił 10 tys. zł na rzecz organizacji charytatywnej, ale w tej części sąd wniosek oddalił.
Na postanowienie przysługuje zażalenie.