Nie są znane przyczyny pożaru w Filharmonii Krakowskiej

Biegły policyjny szuka przyczyny wczorajszego pożaru w Filharmonii Krakowskiej.

W czwartek po godzinie 17 doszło do wybuchu pożaru w budynku Filharmonii Krakowskiej przy skrzyżowaniu ulic Zwierzynieckiej i Straszewskiego. Maciej Bielski, zastępca dyrektora w rozmowie z LoveKraków.pl mówi, że „nie zaistniał nawet ogień”, ale doszło do mocnego zadymienia poddasza.

Budynek w trakcie remontu

Akcja gaszenia trwała 15 minut, później strażacy przystąpili do szukania źródła ognia. – Jeszcze nie ustalono przyczyn pożaru. Od rana na miejscu pracuje biegły policyjny, który ma określić przyczyny – dodaje wicedyrektor.

W momencie, kiedy doszło do zadymienia poddasza, w budynku znajdowali się pracownicy firmy remontowej, którzy dokonują modernizacji filharmonii. Tego samego dnia zakończyli układanie nowego parkietu w sali koncertowej.

Z nieoficjalnych informacji wiemy, że chwilę przed wybuchem pożaru pracownicy spawali elementy wentylacji.

Nie ma wielkich strat

– Generalny wykonawca szacuje minimalne straty. Nawet parkiet, na którym stwierdzono wodę, okazuje się, że jest do uratowania. Potrzeba wymienić ok. czterech metrów kwadratowych – mówi Maciej Bielski.

Ewentualne straty, które mógł spowodować pożar, będzie musiał pokryć wykonawca, który na czas remontu odpowiedzialny jest za nieruchomość. – Nic nie zostało zniszczone, tak dziś stwierdził szef firmy prowadzącej remont – podkreśla Bielski. – Walczymy o to, żeby nie było opóźnień. Remont w tym momencie jest wstrzymany – dodaje.

Przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego (właściciel Filharmonii Krakowskiej) mówi, że czekają na informację od nadzoru budowlanego, czy budynek nie zagraża użytkownikom. – Po oszacowaniu strat oraz stwierdzeniu, kto odpowiada za wczorajsze zdarzenie, pan marszałek Witold Kozłowski zapewne będzie podejmował decyzję, czy jest potrzeba udzielenia pomocy filharmonii – twierdzi Michał Drewnicki.

Bartłomiej Rosiek z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej zdradza, że podczas akcji podawane były dwa prądy gaśnicze, jeden od zewnątrz, drugi od wewnątrz budynku. – Sumarycznie było nie więcej niż kilkaset litrów wody. O żadnym pompowaniu wody z sali koncertowej raczej nie było mowy – dodaje.

Nie chce się wypowiadać na temat przyczyn pożaru. – To ustali policja, która będzie się posiłkować opinią biegłego w zakresie pożarnictwa – mówi Rosiek.