Padła toaleta warta ćwierć miliona. Powrócił toi-toi. Ponoć na chwilę
Park „Piaskówka” znajduje się w północno-zachodniej części Tarnowa. To okolice osiedla przy ul. Brandstaettera i przyległych ulic. Z drugiej strony zamyka go aleja Piaskowa, ul. Elektryczna.
Po sąsiedzku znajdują się ogródki działkowe „Tamelu” oraz stacja Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
Coraz modniejsze miejsce na spacery
Park powstał pod koniec lat 70. minionego wieku na miejscu dawnych kopalni piasku, używanego m.in. przez pobliską hutę szkła. W jego centrum urządzono staw, który jednak przez lata zarastał mułem i dopiero całkiem niedawno odzyskał swoją pierwotną urodę.
Przez lata „Piaskówka” nie cieszyła się najlepszą sławą, więc mieszkańcy okolic omijali to miejsce szerokim łukiem.
Od kilku lat blask temu, skądinąd uroczemu, zakątkowi Tarnowa stara się przywrócić miejscowa rada osiedla oraz miasto. Efekty działań już widać. Nowe alejki, nasadzenia, ławeczki, patrole przeganiające degustatorów taniego wina „pod chmurką”…
Do tego wizja zorganizowania Parku Centralnego, łączącego Park Strzelecki z Piaskówką, który miałby być zielonymi płucami Tarnowa.
I powiew cywilizacji. Czyli nowoczesna toaleta. Trzy kabiny – dla pań, panów i osób niepełnosprawnych. Wszystko naszpikowane elektroniką i światełkami.
No i rozmach oraz kosztorys inwestycji – 250 tysięcy nowych polskich złotych. Ćwierć miliona złotych pięć lat temu, przy kursie euro 4,5 PLN. Dziś jest to mniej o dwadzieścia groszy.
Przybytek jak z Dubaju
To już pięć lat będzie, gdy po raz pierwszy pojawił się pomysł budowy w Parku Piaskówka toalety z prawdziwego zdarzenia. Stojące wcześniej niebieskie toi-toie urągały jakiemukolwiek poczuciu estetyki, o względach higienicznych nie wspominając.
Pomysłodawcy poszli w swojej wizji „na bogato”.
Koszt konstrukcji przybytku opiewał na 170 tys. PLN. Do tego doszły opłaty dodatkowe: ułożenie kostki brukowej i przyłączenie prądu oraz instalacji wodno-kanalizacyjnych.
Po jakimś czasie teren został objęty kamerami. Monitoring miał bardziej działać jako straszak na wandali czy osoby podejrzanego autoramentu kręcące się po okolicy. Nie było tajemnicą, że w pobliżu dochodziło do spotkań dilerów narkotykowych.
Całość inwestycji zamknęła się kwotą 290 tys. złotych. Nie brakowało Tarnowian rozdzierających szaty nad wydawaniem takiej kwoty z publicznego grosza na zwykły szalet. Co bardziej drobiazgowi wyliczali, że w tych pieniądzach można postawić przyzwoitą altanę na działce.
Ale pomysłodawcy się nie poddawali. Dopięli swego. A nawet odzyskali część pieniędzy od inwestora.
Okazało się, że największym problemem było sprowadzenie kilku niezbędnych elementów wyposażenia z dalekich Chin.
W efekcie przecięcie wstęgi przy najsłynniejszej toalecie w Tarnowie odbyło się z rocznym poślizgiem.
Inwestycja się amortyzuje
Z czasem okazuje się, że szalet na Piaskówce jest jednym z niewielu obiektów, do którego nie trzeba w mieście dopłacać. Wyrafinowana technologia pozwoliła zjechać z kosztami.
Dokładne wyliczenia prezentuje nam Ryszard Nejman, który prócz swojej działalności społecznej na Piaskówce jest dyrektorem Izby Przemysłowo-Handlowej.
Zatem na liczeniu i pieniądzach się zna.
– Żeby skorzystać z toalety, trzeba wrzucić złotówkę. A z tych złotówek kupujemy niezbędne środki czystości. Papier, mydło. Nie zatrudniamy nikogo do pilnowania interesu czy sprzątania, bo są kamery. Kabina zaś, mówiąc obrazowo, sama się myje. Jedyny koszt to zapłacenie za przewiezienie papieru i nalanie mydła do dozowników – wylicza.
Próbowali płacić kapslami i gałęziami
Automat przyjmujący gotówkę jest jednak nieczuły na inne nominały. Drzwi pozostaną zamknięte, jeśli ktoś będzie miał drobniejsze pieniądze. A gdy wrzuci „piątkę”, reszty się nie doczeka.
– Mieliśmy pomysł, żeby prowadzić możliwość płacenia kartą. Ale gdzieś to utknęło – dodaje Mirosław Biedroń, radny miejski i osiedlowy aktywista.
Nie działały też swoiste zamienniki, którymi społeczeństwo chciało płacić za korzystanie z przybytku. W otworze pojawiały się więc kapsle od butelek, gałęzie czy papier.
Zdarzało się, że z niewyjaśnionych przyczyn ktoś zdemolował spłuczkę albo rozwinął środki higieniczne po całej kabinie. Z tych powodów toaleta kilka razy była wyłączona z użytku. Co zawiodło tym razem?
Okazuje się, że był to szeroko rozumiany „czynnik ludzki” oraz wyrafinowana technika.
– Padł moduł elektroniczny. Domniemywam, że najpierw ktoś zapchał szalet, urządzenie cały czas pobierało wodę i samoczyszczący mechanizm w końcu się zepsuł – rozkłada ręce Maciej Włodek, zastępca prezydenta Tarnowa.
Być może nie zadziałały bezpieczniki, o ile w ogóle takowe były zamontowane.
O usterce został natychmiast powiadomiony budowniczy szaletu. Ten zgłoszenie przyjął, ale roboty podjąć już nie miał zamiaru. Choć obiekt jest jeszcze na gwarancji.
W międzyczasie magistrat znalazł firmę, która podjęła się naprawy usterki. Potrzebuje na to jednak dwóch tygodni.
Póki co, spacerowicze za potrzebą będą musieli udawać się do plastikowych toi-toiów. Za darmo. Ale z bliskim zeru komfortem korzystania.